Witam Was serdecznie,
Dzisiaj pierwszy wpis z cyklu "Z życia blogowego" w tym roku.
Miałam w nim poruszyć zupełnie inny temat, ale muszę wrócić do zagadnienia o którym już kiedyś wspominałam - o "ryzyku" z jakim wiąże się recenzowanie książek polskich autorów.
Wielu blogerów przyznaje się do tego, że w ogóle nie sięga po powieści rodzimych pisarzy, a część z nich robi to bardzo rzadko...
Ja też częściej czytam książki z półek zagranicznych.
Choć wiem, że w naszej rodzimej literaturze można trafić na prawdziwe perełki to jednak bardziej wolę pisać opinie o powieściach zagranicznych pisarzy; wtedy po publikacji recenzji - pochlebnej, czy też nie - czuję się spokojniej... ;)
Dla mnie prowadzenie bloga ma być przede wszystkim przyjemnością, a nie jak czasem słyszymy -publicznych utarczek między blogerami a autorami.
Niejednokrotnie pojawiają się w nich obraźliwe i pełne jadu wyzwiska ...
Niekiedy taka wymiana zdań pojawia się tylko w mailach (i mało się o nich mówi).
Ale nie można zaprzeczyć, że i tak jedna głośna afera goni kolejną...
Może niektórzy autorzy dopatrują się w takim zachowaniu korzyści - ważne, żeby o Tobie mówili; nieważne, czy dobrze czy też źle??
Moim zdaniem takie sytuacje w dużym stopniu przyczynią się do częstszego wyboru przez czytelników książek zagranicznych pisarzy niż rodzimych...
A to niestety nie jest zbyt optymistyczna wizja.
*
Zawsze, gdy napiszę opinię o książce polskiego autora, która nie jest zbyt pochlebna, czyli bez samych "achów i ochów" (a jej ocena jest poniżej 7/10) - to po publikacji pojawia się u mnie ta "chwila niepewności i oczekiwania", na odzew autora... ;)
Spotkałam się na przykład z sytuacjami, gdy pisarzom trudno było zrozumieć i pogodzić się z "lekką" krytyką, gdy wszystkie wcześniejsze recenzje były zachwalające aż pod niebiosa (przy ocenach 9/10, 10/10) - nawet wtedy, gdy tekst ich książki jest bez korekty (lub jest ona słabiutka) i czyta się to naprawdę opornie...
Moja ocena i opinia, która pojawia się na blogu zawsze jest zgodna z moimi odczuciami związanymi z przeczytaną książką.
Liczy się dla mnie czytelnik bloga i wiem, że oczekuje on ode mnie szczerych recenzji ---> ja jako czytelnik właśnie takich oczekuję czytając opinie na innych blogach...
A teraz najważniejsze: Polecam Wam ciekawy post
który pojawił się na blogu Mocno Subiektywna >KLIK< (w dużej mierze wpłynął na to, że dzisiaj pojawiły się te moje przemyślenia), gdzie to jego autorka opisuje bardzo nieprzyjemną sytuację.
Dwa lata temu w komentarzu pod jedną z Jej recenzji pojawił się obraźliwy anonimowy komentarz.
W tym czasie pod kilkoma innymi niekorzystnymi opiniami tejże książki pojawiły się anonimowe komentarze o podobnej treści. U mnie też (link do mojej recenzji >KLIK< ).
W tym roku ten anonim wyzwał autorkę bloga Mocno Subiektywna od debilek, a wobec tego nie mogła przejść obojętnie dlatego przeprowadziła prywatne śledztwo.
Adres email anonima doprowadził ją do konta na allegro i okazało się, że także do imienia i nazwiska autora recenzowanej przez nią książki....
Teraz autor tłumaczy się tym, że kilka lat temu skradziono mu dane do tego adresu email....
*
Ja w takiej sytuacji zapewne od razu starałabym się ten adres email odzyskać lub go usunąć, tym bardziej jeśli byłby on połączony z moim kontem na allegro...
*
Zapraszam do udziału w konkursie
























