Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYWIAD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYWIAD. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 marca 2016

Mini wywiad z Celeste Ng - autorką książki "Wszystko czego wam nie powiedziałam"


Opis książki 
"Wszystko czego wam nie powiedziałam" Celeste Ng :

Poruszający portret rodziny.

Lydia nie żyje. Jeszcze tego jednak nie wiedzą…Tak zaczyna się ta znakomita debiutancka powieść opowiadająca o rodzinie Amerykanów chińskiego pochodzenia mieszkającej na prowincji w Ohio w latach siedemdziesiątych. Lydia jest oczkiem w głowie Marilyn i Jamesa Lee; odziedziczyła jasnoniebieskie oczy matki i kruczoczarne włosy ojca. Rodzice pragną, by Lydia spełniła marzenia, które sami musieli porzucić – Marilyn chce, żeby została lekarzem, a nie gospodynią domową, James, żeby miała powodzenie wśród rówieśników i prowadziła bogate życie towarzyskie. Kiedy policja odnajduje ciało Lydii w pobliskim jeziorze, równowaga panująca w rodzinie Lee ulega gwałtownemu zaburzeniu i zmusza domowników do stawienia czoła długo skrywanym tajemnicom, które powoli oddalają ich od siebie. James, nękany poczuciem winy, decyduje się na nierozważny krok, który może doprowadzić do rozpadu jego małżeństwa. Marilyn, zdruzgotana i żądna zemsty, postanawia za wszelką cenę odnaleźć winnego śmierci jej córki. Starszy brat Lydii, Nathan, jest pewien, że osiedlowy łobuziak, Jack, maczał palce w tym, co spotkało jego siostrę. Jednak to najmłodsze dziecko w rodzinie – Hannah – dostrzega znacznie więcej niż, wszyscy przypuszczają, i być może tylko ona zna całą prawdę. 
„Wszystko czego wam nie powiedziałam” to opowieść o rodzinie, historii i o tym, co dla człowieka znaczy dom; jednocześnie trzymająca w napięciu lektura i czuły portret rodzinny, przedstawiający podziały międzykulturowe i konflikty wewnątrzrodzinne, ukazujący sposoby, w jakie matki i córki, ojcowie i synowie, mężowie i żony przez całe życie usiłują się nawzajem zrozumieć. 

Doskonała... Ng zręcznie buduje napięcie. Wielopokoleniowa powieść. 
„Chicago Tribune”

Tajemnicze okoliczności tragicznej śmierci 16-letniej Lydii Lee zmuszają jej bliskich do zastanowienia się, kim tak naprawdę była Lydia. Ta intersująca debiutancka powieść przywodzi na myśl „Nostalgię anioła”. 
„Marie Claire”

Genialny debiut... Ng zręcznie wciąga nas w historię rodziny i odkrywa kolejne tajemnice.
„Los Angeles Times”

Celeste Ng opowiada tę smutną historię w bardzo dobrym stylu, a jej finał daje czytelnikowi prawdziwe poczucie odkupienia. 
„Toronto Star” *

***

Biorę udział w akcji #rodzinnesekrety prowadzonej przez 
Dzięki niej mogłam zadać trzy pytania Celeste Ng - autorce książki 
"Wszystko czego wam nie powiedziałam". 


Celeste Ng dorastała w Pittsburghu i Shaker Heights w Ohio, w rodzinie naukowców. Jest laureatką Nagrody Pushcart. Pisze eseje i opowiadania. Obecnie mieszka w Cambridge, Massachusetts, z mężem i synem. *

Nikhola: Kiedy narodziła się u Pani chęć napisania książki? Czy w jednej chwili spontanicznie chwyciła Pani za długopis, usiadła przed klawiaturą komputera; a może wróciła Pani do tego pomysłu dopiero po dość długim czasie?

Celeste Ng: Pomysł na tę książkę długo kiełkował w mojej wyobraźni, gdy jednak usiadłam do pisania, nabrał bardziej złożonych rysów. Wszystko zaczęło się od obrazu dziewczyny wpadającej do wody, a potem coraz bardziej się gmatwało.

Nikhola: Proszę nam zdradzić Pani przepis na napisanie dobrej powieści. Co w trakcie pisania było dla Pani najłatwiejsze, a co najtrudniejsze? Czy pojawiał się brak weny twórczej (a jeśli tak, to jak Pani „walczyła” z jej kaprysami)?

Celeste Ng: Najważniejsza jest wytrwałość. Kiedy piszesz powieść, jednym z największych wyzwań jest zmuszanie się do konsekwentnej pracy przez cały czas niezbędny do jej ukończenia. Tym, z czym miałam najwięcej kłopotów, była struktura, ustalenie porządku przedstawienia wydarzeń. Co do braku weny: kiedy mam wrażenie, że utknęłam, zwykle oznacza to, że muszę więcej pomyśleć o postaciach i fabule – dlatego w tym czasie czytam i bujam w obłokach, a natchnienie zwykle powraca.

Nikhola: Czy po wydaniu książki Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia pisarką?

Celeste Ng: Piszę te słowa w kawiarni, w której dzieliłam stolik z nieznajomą – jak przynajmniej mi się zdawało. W połowie posiłku jednak ta osoba uniosła swój telefon i zapytała: „To pani?”. 
Rozpoznała mnie z Twittera i właśnie czytała moje tweety! Nigdy wcześniej nie spotkało mnie nic podobnego. 
Największym plusem bycia pisarką, jak dotąd, jest możliwość obcowania z ludźmi, którzy czytali moją twórczość i dostrzegli w niej coś ważnego dla nich osobiście. Zawsze wspaniale jest coś takiego usłyszeć.

***

Ps. Wkrótce pojawi konkurs z książką 
"Wszystko czego wam nie powiedziałam" :)
Jeśli jesteście zainteresowani to zaglądajcie na mojego bloga i fanpage! :)

* informacje zaczerpnięte ze strony http://www.proszynski.pl/

poniedziałek, 23 listopada 2015

"Cieszę się, że zapytałaś i dałaś mi możliwość publicznej wypowiedzi w temacie powstania „Anioła na ramieniu” w trzy tygodnie" - wywiad z Anną Daszutą

Dzisiaj zapraszam Was na szczerą rozmowę z Anną Daszutą.
Będzie o pasji i to nie tylko do książek.
O powstawaniu powieści i o miłych, ale także bardzo przykrych przejawach wydania debiutu...


Anna Daszuta - zapalona fanka motoryzacji i motocykli, coach i podróżniczka. Od dzieciństwa marzyła o podzieleniu się swoim wewnętrznym światem z innymi. Robiła to na wiele sposobów, będąc zawsze blisko i dla ludzi. W swoim życiu kieruje się mottem Ludwika Hirszfelda: 
"Aby zapalać innych, trzeba samemu płonąć". 
"Anioł na ramieniu" to jej powieściowy debiut. Poza pisaniem jej największą miłością jest córka Liliana.*




MOJA RECENZJA KSIĄŻKI "ANIOŁ NA RAMIENIU" >KLIK<


OFICJALNY PROFIL ANNY DASZUTY NA FACEBOOKU >KLIK<
BLOG AUTORKI  >KLIK<
FANPAGE BLOGA AUTORKI >KLIK< 



Nikhola: Książki, podróże, motoryzacja, fotografia… I jeszcze prowadzisz bloga.
Zdecydowanie żyjesz z pasją! 
Jaka jest Twoja definicja słowa - PASJA? Czy potrafisz sobie wyobrazić życie bez niej? 

Anna Daszuta: Pasja! Od tego wszystko się zaczęło, od napisania artykułu pt.:
„Pasja – o co w tym wszystkim chodzi i jak ją znaleźć?”
Czym jest pasja? Kto powiedział, że jest nam potrzebna, żeby żyć pełniej, lepiej, radośniej?
Dlaczego tak dużo o niej myślimy, jak jej nie mamy, nie czujemy? Patrzymy na siebie, na otaczających nas ludzi. Na ludzi, którzy dzięki pasji podejmują się tego, co nam wydaje się niemożliwym. (…)
Z pasją wkładam kask i wsiadam na motocykl, z pasją planuję podróż do innego kraju, z pasją poznaję nowych ludzi, z pasją cieszę się z istnienia mojej córki, z pasją głaskam ją po włosach i przyjmuję wyznania miłości, z pasją czytam, rozwijam się, z pasją patrzę na słońce, z pasją popijam zaparzoną o poranku kawę, z pasją pomagam innym odkryć to, co sama zrozumiałam. Czy pasja to radość? Czy raczej pasja daje radość? Chcemy żyć z pasją? Czy żyć pasją… życia? (…)

Cały artykuł znajdziecie:
http://annadaszuta.pl/2013/07/24/pasja/

Odpowiadając na Twoje pytanie jeszcze raz sięgnęłam do swojego artykułu sprzed dwóch lat. I śmiało mogę powiedzieć, że PASJA jest dla mnie ściśle związana ze świadomym życiem. Z umiejętnością jego przeżywania i cieszenia się nie tylko ogromnymi sukcesami, ale również tymi drobnymi sytuacjami i rzeczami, które nas otaczają. Jeśli już raz wstąpi się na taką drogę samoświadomości, to człowiek nie wyobraża sobie jak mogłoby być inaczej.
Oczywiście w mojej definicji PASJI są wszystkie rzeczy, które robię z radością, a że pisanie jest czymś, co kocham, to na to zawsze znajdę czas. Zresztą po tym, ile czasu poświęcam danej pasji czy osobie widzę na ile to kocham i na ile jest to prawdziwa miłość, prawdziwa pasja J Ostatnio nawet zadaję sobie pytanie czy, aby nie jestem uzależniona od pisania wierszy, bloga, cytatów, metafor, książki czy opowiadań. Wciągnęłam w to nawet swoją córkę. Ona najwięcej zabiega o mój czas i uwagę, więc wczoraj napisałyśmy nasz pierwszy wspólny wiersz „Kropla radości”. Udało mi się połączyć ze sobą dwie rzeczy, które kocham najbardziej J

N: Kochasz podróże. Zwiedzasz Polskę, czy też inne zakątki świata?

A.D.: Muszę przyznać, że jestem z tej grupy ludzi, która woli podróże po świecie. Tam, gdzie wszystko jest inne począwszy od roślin i zapachu powietrza, aż po język i sposób życia ludzi. A do tego kocham słońce i morze. Słońca w Polsce jest zdecydowanie za mało, więc szukam go poza granicami Polski J Nie oznacza to jednak, że Polska mi się nie podoba. Bardzo podoba mi się, że mamy tu wszystko i jeziora i góry, lasy, morze. Jest co zwiedzać i się nie zanudzić.

N: Czy jest taka eskapada, która zapadła Ci najbardziej w sercu lub przeciwnie taka, o której wolałabyś zapomnieć?

A.D.: Jest wiele pięknych miejsc, w których miałam okazję być. Najbliższe mojemu sercu są Włochy i jeszcze raz Włochy, Turcja, Hiszpania, Izrael, no i przepiękna Tajlandia ze swoimi wysepkami i kolorami wody i piasku jak z pocztówek. Wiele z podróży zawdzięczam swojej siostrze – prawdziwej podróżniczce, która nie pamiętam od kiedy już nie mieszka na stałe w Polsce, tylko jeździ, osadza się w danym kraju na jakiś czas, a potem jedzie dalej. Dzięki jej zaproszeniom mogę „podpatrywać” obce kraje od podszewki, bo jak się domyślacie nie są to zagraniczne, zorganizowane wycieczki tylko towarzyszenie siostrze w życiu na obczyźnie.


N: Twoja wycieczka marzeń to… (gdyby koszty nie grały roli, bo na przykład wygrałabyś dużą sumkę w lotto)?

A.D.: Zdecydowanie podróż dookoła świata, trwająca około roku czasu. Wtedy pewnie zaczęłabym prowadzić blog podróżniczy i pisać o tym, co widzę i gdzie jestem J Jest tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć, ale nie tylko, żeby je mówiąc potocznie „zaliczyć”, ale w nich pomieszkać, pożyć, poznać nowych ludzi, języki itp.

N: Czy jest takie miejsce, do którego chciałabyś wrócić, a może często wracasz? 

A.D.: Jest takie miejsce mimo, że o dziwo nie ma tam za wiele słońca. To Londyn. Mieszkałam tam ponad dwa lata i wiem, że jeśli chodzi o miasta, to jest to moje miasto. Miasto dla mnie. Nie Paryż, nie Barcelona, tylko Londyn. Zapewne niemałą rolę odgrywa tu swoboda kulturowa panująca w tym mieście oraz ten piękny, angielski akcent, którego mogę słuchać od rana do nocy.

N: Kiedy narodziła się u Ciebie chęć napisania książki? Czy w jednej chwili spontanicznie chwyciłaś za długopis, usiadłaś przed klawiaturą komputera; a może wróciłaś do tego pomysłu dopiero po dość długim czasie?

A.D.: Przyszedł taki czas w moim życiu, że chciałam się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniami w obszarze rozwoju osobistego. Było to mniej więcej w połowie 2013 roku. Rozpoczęłam artykułem o pasji, o którym piszę w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Z zamiarem pisania artykułów o życiu i pasji założyłam bloga i FanPage o nazwie Pasjonaty. Jak się okazało w ciągu następnego pół roku napisałam tylko kilka artykułów, za to masowo zaczęłam pisać opowiadania, wiersze, liryki. Większość z nich nawiązywała do miłości nasyconej erotyką. Otoczenie było równie zaskoczone jak ja. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że pisałam już jako dziewczynka i nastolatka. Przyznaję, że kompletnie tego nie pamiętam. W tym czasie kiedy proces wydawniczy „Anioła na ramieniu” dobiegał końca, moja mama z siostrą przypadkowo natrafiły na mój zeszyt z wierszami, z refleksjami, spostrzeżeniami i cytatami. Leżał w kartonie w piwnicy.
Całkiem niedawno doszłam też do wniosku, że moja przygoda z pisaniem zaczęła się od czytania. Książki towarzyszą mi w życiu od najmłodszych lat. Mogłam nie spać całymi nocami z latarką pod kołdrą i czytać do białego rana. I zawsze zadawałam sobie pytania, jak Ci pisarze to robią? Jak oni piszą? Skąd to się u nich bierze? Teraz już wiem, że nie ma jednej odpowiedzi. Niektórzy tak jak ja, po napisaniu tekstu budzą się jakby ze snu. Niczego nie planują, czerpią z tego co jest tu i teraz, siadają i piszą,..

N: W podziękowaniach, które umieściłaś w swojej książce wspominasz, że „Anioł na ramieniu” powstał w trzy tygodnie. To jest naprawdę błyskawiczne tempo.
Czy przed przystąpieniem do pisania miałaś już stricte określoną fabułę / plan; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstały dopiero z chwilą tworzenia powieści?


A.D.: Sam „Anioł na ramieniu” jako fizycznie uporządkowana fabuła z niezbędnymi opisami powstał w trzy tygodnie, ale historia w postaci opowiadań o Adelinie, różnych scen, wątków, dialogów była pisana od momentu porzucenia pomysłu o pisaniu artykułów rozwojowych. Tak jak pisałam wyżej, blog Pasjonaty przerodził się w brudnopis Anioła  J Nie miałam stricte określonej fabuły, miałam kilka wersji zakończeń książki, pomontowane wątki, charakterystykę postaci. Niektóre wątki powstały w mojej głowie na długo przed tym zanim przelałam je na papier, a niektóre tak jak pojawienie się w powieści Jana - brata bliźniaka powstały w trakcie pisania.

Cieszę się, że zapytałaś i dałaś mi możliwość publicznej wypowiedzi w temacie powstania „Anioła na ramieniu” w trzy tygodnie. A do tego nie atakując mnie za to, jak to zrobiło wiele osób. Można powiedzieć, że tym tekstem o napisaniu książki w takim tempie, sama strzeliłam sobie gola do bramki. Ile ja już się nawysłuchiwałam opinii na temat marnej jakości mojej twórczości, czego absolutnym potwierdzeniem jest czas, w jakim powstała książka. Że nic nie da się zrobić w trzy tygodnie. I nie pomaga wcale rozwinięcie tematu o wątek, że Adelina narodziła się dużo wcześniej, bo już w lipcu 2013 r., a te trzy tygodnie na podopisywanie brakujących scen to wcale nie jest taki krótki czas. Losy Adeliny można nawet sprawdzić, bo blog ma wpisy z dokładną datą ich opublikowania J Dodam jeszcze, że nad poskładaniem wszystkiego w całość siedziałam od rana do nocy. Dla samotnej matki, która wychowuje dziecko i ma „dla siebie” niewiele czasu, takie trzy tygodnie to jak ogromny worek z darmowymi minutami. Lilka, która przez ten czas była u dziadków ma już 6 lat, ale wtedy miała niecałe 4 i wymagała jeszcze więcej uwagi. 
To jest jedyna rzecz, którą usunęłabym z książki, informacja o tych nieszczęsnych trzech tygodniach. Pocieszam się jedynie faktem, że znając ludzi, jakbym napisała, że powieść powstawała w trzy lata, to zostałabym skrytykowana za to, że inni takie powieści piszą w trzy tygodnie. I ilość spędzonego nad książką czasu absolutnie mi nie pomoże. Ufff… Przepraszam, za ten wywód, ale strasznie mi ten temat ciąży, bo jest dla mnie takim symbolem braku życzliwości, zawiści i zazdrości ludzkiej. Zamiast cieszyć się, że ktoś realizuje marzenia, że może dzięki temu zatrzymuje postęp swojej choroby, zamiast podpatrywać, jak inni przełamują swoje ograniczenia czy strach, ludzie jątrzą, knują, obgadują i intrygują za plecami. Zapominają o tym, że mnie w mniejszym stopniu będą niszczyły od środka ich negatywne emocje. Ich samych zniszczą najbardziej.

N: Proszę nam zdradzić swój przepis na napisanie dobrej powieści.

A.D.: Nie mam takiego przepisu. Jest wiele porad, artykułów i blogów, które można przeczytać w temacie pisania powieści i książek. Ja być może trochę naiwnie trzymam się kilku swoich przekonań. I tak to, co stworzysz będzie się jednym podobać, a innym nie. Pisz dopóki sprawia Ci to ogromną radość i póki samej Tobie się to podoba. Bądź surowym recenzentem dla siebie, ale nie zrób z pisania wymagającego, biznesowego przedsięwzięcia, bo wtedy nie dość, że się napracujesz jak wół, to i tak będą tacy, którzy podkreślą beznadziejność Twoich tekstów. I wtedy nawet Ty nie będziesz zadowolona z siebie, nie mówiąc już o byciu szczęśliwą. Ja nie traktuję pisania jako swojego „zawodu”, ja odnajduję pasję w samym procesie tworzenia.

N: Co w trakcie pisania było dla Ciebie najłatwiejsze, a co najtrudniejsze?

A.D.: Nie przepadam ani za czytaniem, ani za opisywaniem miejsc i przyrody, wolę pisać dialogi bohaterów, opisywać sytuacje, emocje, przemyślenia. Co innego wiersz o szumiących liściach, wschodzie słońca, a co innego opis wyglądu budynku czy ulicy przy dłuższych formach, takich jak książka. To na to głównie poświęciłam te „trzy tygodnie” ;) 

N: Czy pojawiał się brak weny twórczej (jeśli tak, to jak „walczyłaś” z jej kaprysami)?

A.D.: Brak weny jako taki się nie pojawiał. Czy brakiem weny można nazwać trudność w podjęciu decyzji, w którą stronę dalej puścić wątek? Albo na ile mocno podkreślić jakieś cechy, czy długo czy zwięźle opisać jakieś wydarzenie? Tego typu dylematy mam często J 

N: Czy miałaś wpływ na wybór okładki do książki?

A.D.: Och! Przez okładkę wydanie książki opóźniło się pół roku, bo propozycje wydawnictwa nie były takie, jak sobie wymarzyłam. Przesiedziałam wiele nocy na stronach banków ze zdjęciami i w końcu znalazłam to, co chciałam  J Aż się boję pomyśleć, co będzie przy drugiej części.

N: Czy po wydaniu książki Twoje życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia autorką?

A.D.: Zmieniło się bardzo. Gdybyś to pytanie zadała mi dwa miesiące temu, powiedziałabym, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Że mogę być żywym dowodem i inspiracją dla innych jak realizować marzenia. Że mogę wspierać tych, którzy też tego pragną i dzielić się swoją wiedzą. Byłam dumna z siebie, poznawałam wiele wspaniałych pisarek, w końcu mogłam porozmawiać z kimś, kto myśli podobnie jak ja, kto żyje pisaniem. Obawiałam się trochę reakcji społeczeństwa i znajomych na to, że w książce jest kilka mocnych i pikantnych sformułowań i scen. Ale doświadczyłam tego, czego się kompletnie nie spodziewałam.
Na własne życzenie wdepnęłam w świat zazdrości i zawiści. I gdybym to ja jeszcze miała absolutne parcie na sławę. Gdybym rozpychała się łokciami taranując innych po drodze, to rozumiem. Ale nie… Ludzie ściskali moją dłoń gratulując sukcesu, a za plecami robili wszystko, żeby mnie ośmieszyć, obgadać. Niektórzy, w tym niestety nawet moi bliscy znajomi, którym dziękowałam na końcu książki, wyjawili na forum moje sekrety i stałam się obiektem plotek. Myślę, że część też za bardzo przyłożyła mi „łatkę” Adeliny i pogubiła się w odróżnieniu faktów od fikcji. Był i jest to jeden z najtrudniejszych okresów w moim całym życiu. Powyższa wypowiedź to tylko szczyt góry lodowej, ale nie dojrzałam jeszcze do tego, żeby podzielić się publicznie tym kawałkiem. Tym bardziej, że trwa śledztwo w sprawie włamania do mojego komputera i dostępu do wszystkich moich danych, maili, FB itp. Naprawdę działy się rzeczy, które przekroczyły moje najśmielsze scenariusze drugiej części Anioła.

N: Dość często wielu polskich autorów, którzy decydują się napisać powieść erotyczną (a także taką poruszającą kontrowersyjne i trudne tematy) wydają pierwszą książkę pod pseudonimem. Pewnie wiąże się to z wieloma obawami. Czy też rozważałaś taką możliwość?
 
A.D.: Bardzo krótko rozważałam taką możliwość. Ale to raczej wynikało z braku wiedzy, szybko toczących się po sobie zdarzeń i fascynacji samym faktem tego, że będę trzymać swoją książkę w dłoni. Nie miałam mentora w tym temacie. Napisanie przeze mnie książki było zaskoczeniem dla mojego otoczenia i dla mnie samej trochę też. Poszłam „na żywioł”. Gdybym mogła cofnąć czas dużo uważniej przypatrzyłabym się tematowi, ale chyba nie ze względu na treści erotyczne, tylko na większą popularność autorów o obcym brzmieniu nazwiska ;) Treści erotycznych się nie wstydzę. Można zajrzeć na mojego FanPage Seksowne Inspiracje, tam momentami, aż kipi od namiętności. Natomiast prawda jest taka, że jak zrobiłam rozeznanie w tego typu blogach, to nie znalazłam żadnego, w którym autor ujawnia swoje nazwisko. Ciekawe dlaczego?

N. Czy piszesz teraz kolejną powieść? Jeśli tak, to proszę nam zdradzić o czym ona będzie. ;) 

A.D.: Tak piszę drugą część „Anioła na ramieniu” i mam tytuł, który z anielskością nie będzie miał nic wspólnego J Druga część będzie bardziej kryminalna i postaram się (choć to najtrudniejsze zadanie), żeby nie miała tak wartkich zwrotów akcji jak w pierwszej części. Albo jeśli już, to żeby czytelnik nie gubił się w czasoprzestrzeni. Zakończenie już mam  J Ale zastanawiam się czy prędzej nie wydam tomiku poezji albo książki dla dzieci J

N: Jak wygląda miejsce, w którym najlepiej Ci się pisze?

A.D.: Miałam już pytanie o muzykę, jakiej słucham podczas pisania i w połączeniu z Twoim pytaniem uświadomiłam sobie, że ja w zasadzie mogę pisać wszędzie i nie potrzebuję szczególnej atmosfery do tego! Najważniejsze dla mnie jest, żeby mi nikt nie przeszkadzał. Najlepiej, żebym podczas pisania była sama w domu. Zawsze jest tak, że jak położę palce na klawiaturze, nawet tak jak teraz, żeby udzielić wywiadu dla czytelników Twojego bloga, to moja córcia ma 1000 pytań do. „Mamo, a dlaczego?” „A po co ja jestem stworzona?” „A jeśli mnie by nie było, to czy świat by nie istniał?” I się zaczyna.
Dlatego piszę, jak pójdzie spać. Zima jest do tego najgorsza, bo mimo, że wieczory i noce są dłuższe, w ciągu dnia jest mniej słońca i moje baterie nie są naładowane i ja też szybko odpadam.
Z reguły piszę z laptopem na kolanach, na brązowej kanapie i z prawie wyciszonym w tle telewizorem. Stacja muzyczna albo TVN Turbo. A dlaczego tak? Bo obrazy są dla mnie większą inspiracją niż słowa. W TV przeplatają się obrazy i pobudzają moją wenę.


N: Jaka jest Twoja ulubiona powieść? 

A.D.: Nie mam jednej ulubionej, wyjątkowej powieści, którą w kółko czytam. Mam kilka ulubionych autorów takich jak Zafon, Murakami czy Musso. Czytam bardzo dużo polskich autorów, również tych mało znanych i debiutantów, a powieścią, która ostatnio wywarła na mnie ogromne wrażenie i podziw dla talentu, jest powieść Grażyny Plebanek „Nielegalne związki”. No i nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o książce z kręgu rozwojowych „Żyj z pasją. Odkryj swoje przeznaczenie” Chrisa i Janet Attwoodów.


N: Jaki jest Twój największy życiowy sukces?

A.D.: Mój mega sukces? To, że odnalazłam się w roli matki. Jako młoda kobieta, zaślepiona chęcią zrobienia kariery, przerażona ogromem obowiązków, nie widziałam się jako matka i nie byłam chętna do powiększania rodziny. Nie wiem czemu tak się działo, przecież dzieci kocham i myślę, że one też do mnie lgną. Szczególnie jak im czytam i wymyślam na żywo teatrzyki kukiełkowe czy bajki, korzystając ze swojego talentu. Los sprawił, że niespodziewanie na świat przyszła Liliana. Miłość do niej każdego roku jest coraz większa, a ja dojrzewam przy niej jako kobieta. Żałuję, że nie mam więcej dzieci. Lila ma już od dawna imię dla mojej drugiej córki „Róża”, bo twierdzi, że dopiero wtedy miałybyśmy w domu piękny ogród J


Ostatnio udzielając wielu wywiadów zaczęłam się zastanawiać czy nie popadam w pułapkę narcyzmu, jaką zastawia na nas bycie publiczną, „znaną” osobą. Więc na tym sukcesie poprzestańmy ;)

N: Czy istnieją jakieś cechy, które łączą Ciebie z Adeliną Gelans - główną bohaterką "Anioła na ramieniu"? Jedną z nich chyba jest zamiłowanie do motoryzacji ;)?

A.D.: Tak motoryzacja to jedna z nich. Ale chyba ważniejsza to miłość do córki. Ja i Adelina jesteśmy też podobne pod kątem dużej wrażliwości na świat, podążania za swoimi marzeniami, dążenia do poznania prawdy, miłości do słowa pisanego. Poza tym, tak jak pewnie większość z nas, doświadczyłam też konsekwencji swojej naiwności oraz walki serca z rozumem.

N: Aniu, czego mogą  Ci  życzyć czytelnicy bloga „Żyć nadal z pasją”?

Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo tylko wtedy będę mogła być z Lilianką i żyć z pasją. A co do bardziej duchowych kwestii napisałam o tym wczoraj dwa zdania na blogu: „Nie chcę wyleczyć się z ufności. Ona jest integralną częścią mnie. Chcę tylko nauczyć się rozpoznawać ludzi, którzy nakładają maski.”
Tego na ten moment potrzebuję najbardziej.

Dziękuję Ci jeszcze raz za ciekawą i szczerą recenzję oraz możliwość współpracy J

N: Ja również bardzo dziękuję za możliwość współpracy i za miłą rozmowę oraz życzę, aby wszystkie Twoje życzenia się spełniły i aby ta napięta, stresująca sytuacja o której wspomniałaś się uspokoiła... Wszystkiego dobrego!


***
Ps. Zaglądajcie na bloga, bo wkrótce pojawi się konkurs z książką "Anioł na ramieniu" :)


* informacja zaczerpnięta z okładki książki "Anioł na ramieniu" - Anna Daszuta
** zdjęcia do wywiadu dostarczyła Anna Daszuta 

czwartek, 15 października 2015

Mini wywiad z Jakubem Winiarskim współautorem książki "Po bandzie, czyli jak napisać potencjalny bestseller"



Opis wydawcy: „Po bandzie” to pierwszy kompleksowy polski poradnik dla pisarzy początkujących, średniozaawansowanych, a także dla tych, którzy uważają się za zaawansowanych i myślą, że o pisaniu wiedzą już wszystko.
Z książki dowiesz się między innymi:
- jak zacząć i jak doprowadzić swój pisarski projekt do szczęśliwego końca
- jak wykreować fascynujących, niezapomnianych bohaterów 
- jak ułożyć fabułę, poprowadzić narrację i zbudować najlepszy możliwy dialog
- jak napisać scenę erotyczną oraz wykreować porywającą intrygę
- jak być dowcipniejszym pisarzem i w pełni wykorzystać poczucie humoru, które masz
- jak uniknąć pisarskiego bloku i kontynuować mimo przeciwności 
- dlaczego wybór miejsca akcji jest kluczowy i jak tworzyć najlepsze dekoracje
- czy zasada „Pokazuj, nie stwierdzaj” zawsze się sprawdza.

Dodatkowo książka zawiera rozmowy:
- ze specjalistką od prawa autorskiego – żebyś wiedział, jaka umowa jest dla Ciebie najlepsza
- z agentką literacką – żebyś mógł zdecydować, czy warto mieć agenta od razu, czy lepiej poczekać
- z redaktorką wydawnictwa – żebyś wiedział, na czym tak naprawdę polega współpraca z wydawcą i redaktorami.
Książka przedstawia najnowocześniejsze podejście i jest dziełem opartym w dużej mierze na teorii i praktyce Jakuba Winiarskiego, pisarza od kilku lat będącego też najskuteczniejszym polskim nauczycielem „creative writing”, którego uczniowie, jak Marta Zaborowska, Nikodem Pałasz czy Katarzyna Kołczewska zdobywają serca czytelników. Zaproszona do projektu Jolanta Rawska wzbogaciła „Po bandzie” o inny punkt widzenia – wszystko po to, aby każdy mógł wybrać, co dla jego pisania najlepsze.

**** 

Biorę udział w akcji #pobandzie prowadzonej przez 
Dzięki niej mogłam zadać trzy pytania Jakubowi Winiarskiemu współautorowi poradnika
"Po bandzie, czyli jak napisać potencjalny bestseller".

Kwiatusia: Czy aby napisać dobrą powieść trzeba mieć do tego wrodzone predyspozycje (choć trochę talentu), czy jednak to nie ma znaczenia, bo wszystkiego można się nauczyć, wyćwiczyć ?

Jakub Winiarski: Trochę talentu i dużo samozaparcia, żeby jednak te kilkaset godzin przed komputerem odsiedzieć. To się przydaje na początek. Oczywiście, można się wyćwiczyć. Można wyrobić w sobie nawyk – to trwa około miesiąca – i wtedy jest łatwiej. Najważniejsze jednak, że technik pisarskich, rzemieślniczej wiedzy na temat konstruowania bohaterów, pisania dialogów, robienia dekoracji itd. można się nauczyć. Na dobrych kursach, prowadzonych przez ludzi z doświadczeniem, lub z książek takich, jak „Po bandzie”. 

K: Jak to jest z weną twórczą? Czy jeśli w trakcie pisania dopada nas niemoc twórcza to powinniśmy poczekać na powrót kapryśnej weny, czy jednak nie przerywać i pisać dalej mimo wszystko?

J.W.: Wena jest ważna przy pisaniu wierszy. One powstają zwykle, przynajmniej częściowo, w natchnieniu. Pisanie prozy wymaga raczej dyscypliny. Rzecz jasna, jeśli ktoś pragnie pisać tylko natchnionymi zdaniami, no to powinien czekać, aż mu wena wróci. Z tego co wiem, większość autorów nie bawi się jednak w takie bzdury i po prostu, jak ma coś do napisania to siada i pisze. A jak nie ma, to nie siada i nie pisze. Być może tym zawodowcy, którzy to i owo wiedzą, różnią się od amatorów, którym to i owo się tylko wydaje.

K: Czy zdarza się, że podczas trwania kursu dostrzega Pan, który z uczniów ma szansę napisać bestseller? Na przykład po przeczytaniu fragmentu jego tekstu/ opowiadania?

J.W.: Tak. Często tak było i nadal bywa, że już po pierwszym krytycznym omawianiu czyjegoś tekstu stwierdzałem: „Ty na pewno dasz radę”. Ostatnio Marta Zaborowska, której już trzeci kryminał, „Gwiazdozbiór”, ukazuje się właśnie w prestiżowej „czarnej serii” tego samego wydawnictwa, które opublikowało „Millenium” Stiega Larssona, przypomniała mi, że kiedy się pierwszy raz spotkaliśmy i kiedy po raz pierwszy jej pracę zobaczyłem, powiedziałem: „Wierzę w ciebie. Będziesz mieć tę książką”. I nie pomyliłem się. Marta ma już trzy książki i jak dla mnie jest cesarzową polskiego kryminału. Podobnie było z Katarzyną Kołczewską, Nikodemem Pałaszem, Dorotą Ponińską, Sandrą Stawińską, Jolantą Czarkwiani, Matyldą Man, Magdaleną Żelazowską, Bożeną Mazalik, Marią Krzak, Grzegorzem Majewskim i jeszcze kilkoma co najmniej osobami. Wystarczyło mi zobaczyć, jak te osoby traktują pisanie, jak się angażują w doskonalenie warsztatu i wiedziałem, że oni napiszą to, co będą chcieli napisać. I że zostaną pisarzami czy pisarkami. Muszę też powiedzieć, że w takiej swojej ocenie nie pomyliłem się, jak do tej pory, ani razu. To znaczy ani razu nie powiedziałem komuś, że widzę w nim pisarza czy pisarkę, a on czy ona potem nic nie opublikowali. Teraz też od pewnego czasu mam na oku kilka takich osoby, co do których jestem pewien, że w przeciągu roku, góra dwóch zadebiutują i to bardzo dobrze. Adam, Bogdan, dwie Karoliny, Agnieszka, Magda i Krzysztof – bo o nich mowa – ciężko pracują na swój pisarski debiut i jestem o ich przyszłość spokojny.

****

Ps. Wkrótce pojawi konkurs z książką 
"Po bandzie, czyli jak napisać potencjalny bestseller" :)
Jeśli jesteście zainteresowani to zaglądajcie na mojego bloga i fanpage! :)

wtorek, 6 października 2015

" „W oczach jej błękitu" kończyłem przy mikroskopijnym biurku „odziedziczonym” po żonie. " - wywiad z Jackiem Brzozowskim

Wywiady z pisarzami wracają! :)
Postaram się, aby od teraz częściej się pojawiały na blogu.
Będzie dużo o pasji, książkach, pisaniu - jego łatwiejszych i trudniejszych aspektach.
A także zdjęcia miejsc w których powstają wspaniałe powieści oraz fotografie domowych biblioteczek
(bo, kto nie jest ciekawy - co czytają Autorzy? ;))
Serdecznie Was ZAPRASZAM :)

***

Dzisiaj rozmawiam z Jackiem Brzozowskim autorem książek"Horyzont zdarzeń" i "W oczach jej błękitu"(miałam możliwość przeczytać i zrecenzować tę powieść).

Nad jeziorem Como
Jacek Brzozowski, rocznik 79. Opublikował „Horyzont zdarzeń” (grudzień, 2010 r.), jedyną powieść o tajemnicy wylatowskich kręgów w zbożu i kompleksu "Riese" w Górach Sowich k. Wałbrzycha. Mocne zakorzenienie w rzeczywistości, dociekliwość i połączenie różnych nietypowych faktów z całego świata – to cechy charakterystyczne jego prozy.*
W 2015 roku wydał drugą książkę "W oczach jej błękitu".




PROFIL AUTORA NA FACEBOOKU - KLIK

OFICJALNA STRONA KSIĄŻKI "W OCZACH JEJ BŁĘKITU" - KLIK                                           



Kwiatusia: Wywiad rozpoczniemy od pytania o PASJĘ – czym ona dla Pana jest? Czy wyobraża sobie Pan życie bez niej?

Jacek Brzozowski: Gdyby nie pasja, która dla mnie osobiście jest motorem twórczych działań, nasz los zapewne nie różniłby się znacząco od doli zwierząt zaprzęgniętych w kieracie. Wydaje się być nieustannym pościgiem za nieosiągalnym. Dopóki trwa pogoń, dopóty mamy napęd – czyli waśnie pasję.

K: Kiedy narodziła się u Pana chęć napisania książki? Czy w tej chwili spontanicznie chwycił Pan za długopis, usiadł przed klawiaturą komputera; a może wrócił Pan do tego pomysłu po pewnym czasie?
           
JB: Chciałbym powiedzieć, dla efektu, że było to jak grom z jasnego nieba: któregoś dnia zmywałem garnki i nagle rzuciłem wszystko, usiadłem nad klawiaturą i pracowałem trzy dni bez przerwy. Znaleziono mnie bez tchu, z plikiem pogniecionych kartek w garści.
            Rzeczywistość wygląda jednak bardziej, nomen – omen, prozaicznie. Po pierwsze mam zmywarkę. Poza tym, nie mogę sobie pozwolić czasowo na podobne porywy.
            Po prostu kiedyś, zaczynając pracę jako rzecznik prasowy, byłem pod ogromną presją każdego słowa. Zadania bardzo często przynosiłem do domu. Dla relaksu, na marginesie pisanych sprostowań, powstawały niewielkie notatki. Z nich dłuższe akapity, a z tych – pierwsze opowiadania. Sposób konstruowania prozy zaskoczył mnie i okazał się na tyle frapujący, że odciągał moją uwagę od stresu wywołanego właściwą pracą.

K: „Horyzont zdarzeń” to Pana debiutancka powieść sensacyjna z pogranicza science – fiction, która oparta jest na zdarzeniach autentycznych. Czy łatwiej napisać książkę w której wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, czy jednak powieść w której wszystko jest fikcją literacką?
           
Staram się być w miejscach, które opisuję
JB: Myślę, że to pierwsze. Tak naprawdę cały czas czekam na czytelnika, który pokusi się o sprawdzenie nieraz wyjątkowo niezwykłych faktów, które przytaczam w swoich powieściach. To wokół nich buduję przygody moich bohaterów. Reszta, czyli miejsca i wydarzenia historyczne - to rzeczywistość. 
Tak było także w przypadku „WOJB”. Dla przykładu podam, że już w „HZ” napisałem o podziemiach dolnośląskiego kompleksu militarnego „Riese” i obiektach, które on skrywa. Teraz głośno jest o tzw. „Złotym pociągu”. A minęło już pięć lat od wydania tamtej powieści.
          
Codziennie bombardowani jesteśmy setkami informacji. Część z nich jest trudna do pojęcia lub zaakceptowania. Mimowolnie wyławiam dziesiątki takich perełek. Niektóre z nich umieszczam w książkach. Łatwiej mi wówczas przejść nad tym do porządku. Poza tym, fabuła całkowicie zmyślona nie wzbudzałaby we mnie aż takich emocji.

K: Czy przed przystąpieniem do pisania książki „W oczach jej błękitu” miał Pan już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstały dopiero z chwilą tworzenia powieści?

stare miejsce do pisania - z tablicą nad biurkiem
JB: O ile pierwszą książkę napisałem „ciurkiem”, o tyle do drugiej zabrałem się bardziej metodycznie. Miałem w głowie początek i koniec. Potem, na wielkiej tablicy korkowej (która była przedmiotem wielkiego domowego sporu), przygotowałem linię czasu, do której dołączałem poszczególne sceny, wątki, a czasem nawet gotowe akapity. Czasem nawet na zapisanych chusteczkach. 
Nie pozbawiałem się jednak przyjemności późniejszego tworzenia i natrafienia na niespodzianki podczas pisania. Czasami powieść sama mnie zaskakiwała. Różne elementy ulegały zmianie. To oczywiście powodowało daleko idące skutki w dalszej części fabuły.
Zastanawiając się nad tym, człowiek zaczyna lepiej rozumieć konsekwencje nawet najdrobniejszych swoich życiowych wyborów. Każdy z nich powoduje kaskadę zdarzeń w przyszłości. Tak działo się z moimi bohaterami.

K: Proszę nam zdradzić Pana przepis na napisanie dobrej powieści. Ile czasu zajęło Panu napisanie książki „W oczach jej błękitu”? Co w trakcie pisania było dla Pana najłatwiejsze, a co najtrudniejsze? Czy pojawiał się brak weny twórczej; problemy ze znalezieniem wydawcy? I czy miał Pan wpływ na wybór okładki do książki?

JB: Powieść pisałem przez trzy lata. Przepis już właściwie zdradziłem powyżej. Najłatwiejsze było w zasadzie zbieranie materiałów. Poszczególne wątki zjawiały się we mnie w najmniej odpowiednich momentach,  na przykład podczas jazdy samochodem. Jest to o tyle niebezpieczne, że bardzo łatwo wszystko zapomnieć, nim dotrze się do celu. Gdy wymyśliłem w ten sposób tytuł, krzyczałem z radości. Musiało to dosyć zabawnie wyglądać. Przez resztę drogi powtarzałem go, aby mi nie uleciał z głowy.
            Nie jest też tak, że oto zadaję sobie obmyślanie treści od 8.00 do 12.00. Tak się nie da. Sceny, szczegóły, kolejne wątki, powstają z nagła. Coś po prostu we mnie wzrasta, z dnia na dzień czuję coraz większe myślowe ciśnienie, aż w końcu rodzi się treść nowego akapitu, albo rozwiązuje problem dramatyczny. Sytuacja, z której pozornie nie było wyjścia. Nie wiem, skąd to przychodzi. Tłumaczę to sobie jako proces, podczas którego głowa podświadomie pracuje nad obróbką jakiegoś zagadnienia. Niczym twardy dysk w komputerze, który pracuje, dopóki nie znajdzie żądanego rezultatu. Po jakimś czasie, po kilku godzinach czy dniach, pojawia się wynik. Pojawia się, niestety, w różnym czasie i miejscach. Jak już wspomniałem było to przeważnie w samochodzie, ale także na zakupach, spacerze, tuż przed snem, w kościele...
            Najtrudniejsze było odcięcie się od świata. Niestety, do pisania konieczna jest  samotność. Brak zewnętrznych bodźców odciągających uwagę. Tymczasem człowiek żyje w określonym środowisku, ma rodzinę, obowiązki. Stąd najlepiej pisało mi się w weekendy, od piątej rano, gdy nikt mnie nie niepokoił. To oczywiście powodowało szalone wręcz  niewyspanie. Rano bardzo silne espresso, które uwielbiam, grzanka i czekolada, aby dostarczyć mózgowi cukru. A potem kilka godzin marszczenia czoła i zgarbionego skupienia nad klawiaturą.
            Oczywiście były kłopoty ze znalezieniem wydawcy. Każdy z nich specjalizuje się w jakimś nurcie. Piszę w trudnym do określenia gatunku. Najtrafniej nazwało go PUBLIO.PL – wskazując, że „WOJB” to thriller religijny. Ale „Horyzont zdarzeń” nie był o religii, a napisany jest w podobnym stylu, gdzie rzeczywiste, współczesne wydarzenia są szkieletem do snucia niesamowitych historii z pogranicza SF. Sama Pani widzi, że nie łatwo znaleźć dla mnie odpowiednie wydawnictwo.
            Jeżeli chodzi o okładkę, mój wpływ był bardzo niewielki. Z dwóch przedstawionych propozycji wybrałem tę ładniejszą. Uważam, że zabrakło jednak elementu, który wskazywałby, że mamy do czynienia z powieścią inną, niż romans. Osobiście, proponowałem, aby znalazło się na niej wnętrze Kaplicy Sykstyńskiej i jakiś element powiedzmy „kryminalny”. Kontrast świątyni z tytułem, sam w sobie budowałby odpowiednie napięcie.

K: Czy po wydaniu książek Pana życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia autorem?

JB: Tak, zmieniło: udzielam teraz wywiadu dla „Żyć nadal z pasją”! No, może gdyby moje książki były dostępne w „Biedronce” za 9,90 zł - czego bym sobie życzył - zmieniłoby się ono bardziej. Zresztą, ciągle jest to możliwe, bo moja umowa wydawnicza daje mi wolną rękę do publikacji w innej oficynie. Jeżeli chodzi o bliskie otoczenie, spotkało mnie głównie życzliwe zainteresowanie.

Schody Hiszpańskie - Rzym
K: Czy pisze Pan teraz kolejną powieść? (Jeśli tak, to proszę nam zdradzić o czym ona będzie).

JB: Mam już trochę materiałów, ale nie. Zauważyłem, że muszę mieć higieniczną przerwę. Powieść wzbiera w człowieku niczym ciężar. Gdy po kilku latach jest już ukończona, wreszcie można go zrzucić. I odetchnąć. Pisanie to jednak męka.

K: Jak wygląda miejsce w którym najlepiej się Panu pisze. 

JB: Najchętniej piszę przy biurku, na tradycyjnej, wyodrębnionej klawiaturze i ekranie większym, niż ten od laptopa. Pierwotnie miałem bardzo duże biurko, jednak po przeprowadzce do większego mieszkania, mój kącik do pracy paradoksalnie zmalał. ”WOJB” kończyłem przy mikroskopijnym biurku „odziedziczonym” po żonie.

aktualne miejsce pisania

K: Jaka jest Pana ulubiona powieść / gatunek literacki?

JB: Kiedyś moje ulubione powieści wymieniałem jednym tchem: „Statek” Waldemara Łysiaka, „Piękni dwudziestoletni” Marka Hłaski i „Ja chcę miłości” Klausa Kinskiego, ojca Nastassji. Trudno powiedzieć, czy dziś trwałbym przy tym wyborze. 
Czytam Houellebecq'a, ale mnie dołuje. Lubię Zafón'a. Ostatnio najlepiej czyta mi się współczesnego Mario Vargasa Llosę. Nie mogłem oderwać się od Emila Draitsera i fabularyzowanej biografii jego autorstwa „Szpieg Stalina”. Ciekawa była „biblia” malarstwa -  „O sztuce” Gombricha.

K: Jaki jest Pana największy życiowy sukces?

JB: Sądzę, że rodzina.


K: A  czego mogą Panu życzyć czytelnicy bloga „Żyć nadal z pasją”?

JB: Abym znalazł czas na pisanie, a najbliżsi nie mieli nic przeciwko temu!

K: Oby te życzenia się spełniły! 
Bardzo dziękuję za rozmowę. Pozdrawiam 

* informacja ze strony http://www.woczachjejblekitu.pl/
** zdjęcia z opisami dostarczył autor

czwartek, 25 czerwca 2015

Mini wywiad z autorką książki "Miłość na Bali" / Akcja #prawdziweobliczeraju


Biorę udział w akcji #prawdziweobliczeraju prowadzonej przez 
Wydawnictwo Prószyński i S-ka. 
Dzięki niej mogłam zadać trzy pytania autorce książki "Miłość na Bali" .

1. Kiedy narodził się pomysł na to, że fabuła książki będzie toczyć się na wyspie Bali? Czy już podczas Pani pobytu w tym miejscu, czy dopiero po powrocie do domu?

Tanya Valko: Nadal mieszkam w Indonezji i na Bali latam 2-3 razy do roku. Dzięki temu poznałam tę wyspę całkiem nieźle, można powiedzieć od podszewki i postanowiłam napisać trochę prawdy o tym regionie świata. Bo skąd turysta ma się dowiedzieć, jak jest naprawdę? Przecież nie z przewodników, choć niektóre są rzetelne, i nie z reklam biur podróży, które wabią klienta.

2. Co Panią w Bali - zachwyciło, a co wprowadziło w osłupienie?

Tanya Valko: Oczarowała mnie atmosfera wyspy, rzeczywiście nieziemska i magiczna, a denerwuje naciągactwo, oszustwa i fałsz za przyklejonym do twarzy uśmiechem.

3. Czy przed przystąpieniem do pisania książki "Miłość na Bali" miała Pani już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstały dopiero z chwilą tworzenia powieści? 

Tanya Valko: Droga Pani! Ja zawsze zanim siądę do pisania mam napisany spis treści i streszczenie, niejednokrotnie liczące aż 40 str. Mały licencjat :) oczywiście że podczas pisania następują nieoczekiwane zwroty akcji, ale ogólnie trzymam się schematu i podążam do zakończenia wyznaczoną sobie ścieżką.

Dziękuję!
 ***
Wkrótce na blogu pojawi się konkurs z książką "Miłość na Bali" :)
Jesteście zainteresowani tą powieścią? 

środa, 18 czerwca 2014

" „Wieczerza” narodziła się na sesji zdjęciowej... " - wywiad z Tatianą Jachyrą


A dzisiaj czas na mój pierwszy wywiad z pisarką.
Jest nią Tatiana Jachyra autorka thrillera "Wieczerza"


Tatiana Jachyra - kobieta - fotograf z pasją, niespożytą energią i poczuciem humoru, obdarzona umiejętnością bezbłędnego wyczucia osobowości i fotografowanego "obiektu". Od 2004 roku mieszka i pracuje w Warszawie. W 2009 roku odbyła się jej autorska wystawa "Gwiazdy w obiektywie...". Pasjonuje się historią średniowiecza, wszystkim co symboliczne i mistyczne. Uwielbia dobre kino, cynizm Woody'ego Allena, powieści Maxime Chattama, Jonathana Carrolla, Stephena Kinga, Artura Perez-Reverte i mroczne historie Edgara Allana Poe. W 2011 roku miała miejsce premiera jej debiutanckiego tomiku wierszy Historie pisane nocą, rok później opublikowała kolejny zbiór poezji pt. Bezsenny. 


PROFIL ZAWODOWY AUTORKI NA FACEBOOKU -> KLIK
PROFIL LITERACKI "BEZSENNOŚĆ" NA FACEBOOKU -> KLIK

MOJA RECENZJA KSIĄŻKI "WIECZERZA" -> KLIK





Kwiatusia: Przytoczę słowa Joanny jednej z bohaterek Pani książki "Wieczerza": „Kiedy pasja staje się twoją pracą, wtedy życie ma sens” – czy sprawdziło się to u Pani? Czym dla Pani jest pasja?

Tatiana Jachyra: Pasja to sens życia. Podejście do życia z pasją to motywacja, która pozwala na realizację najbardziej śmiałych i szalonych wyzwań. To odwaga i upór w dążeniu do celu. Szczęściarzem jest ten, kto z życia czerpie pasję i któremu pasja daje chęć do życia.

K: Widziałam wiele Pani zdjęć na dwóch Pani stronach na facebooku. Wszystkie są niesamowite. Długo nie mogłam oderwać od nich oczu. Wystawy autorskiej "Gwiazdy w Obiektywie" – Gratuluję! Od kiedy wiedziała Pani, że to z fotografią chce Pani związać swoją przyszłość? I jak zrobić tak cudowne zdjęcia?

TJ: Na profilu tatianajachyra.com publikuję jedynie swoje prace – to moja zawodowa wizytówka.      Są tam zarówno fotografie z sesji zdjęciowych jak i te reporterskie. "Bezsenność" jest czymś w rodzaju bloga. Zamieszczam tam zdjęcia, cytaty i muzykę, które robią na mnie wrażenie i inspirują.
Wystawa "Gwiazdy w Obiektywie" odbyła się w 2009 roku – już wtedy wiedziałam jaki rodzaj fotografii najbardziej mnie pociąga. Przy okazji premiery "Wieczerzy" razem z moją ekipą Silent Hill Team zrobiliśmy projekt "Wieczerza – Nienasycenie", który jest inspirowany mrocznym klimatem powieści. Uwielbiam te zdjęcia. Mam do nich bardzo osobisty stosunek.
Fotografia w moim życiu pojawiła się przez przypadek. Planowałam studiować pedagogikę specjalną. Los zdecydował za mnie. I nie żałuję. To był strzał w 10. Nie wyobrażam sobie teraz, że mogłabym zajmować się czymś innym niż fotografią.
Nie wiem jak robi się "cudowne zdjęcia". Jeśli według Pani są cudowne to dziękuję za komplement. Myślę, że podobnie jak z napisaniem dobrej książki, nie ma przepisu na dobre zdjęcie. Liczy się moment, nastrój, emocja. Według mnie zdjęcie, które opowiada historię trafniej niż słowa może ubiegać się o miano dobrego zdjęcia. Tak powstają fotografie, które przechodzą do historii.


K: Wydała Pani dwa tomki wierszy: w 2011 "Historie Pisane Nocą", a w 2012 roku "Bezsenny". Proszę powiedzieć jak powstaje wiersz? Czy ma znaczenie: miejsce w którym Pani przebywa, pora dnia, muzyka, a może emocje, które się pojawiają się niespodziewanie? Czy jednak musi Pani cierpliwie czekać aż pojawi się wena twórcza?

TJ: Bardzo cenię sobie wiersze, które od początku do końca o czymś mówią; są zamkniętą spójną całością – taką mini historią. Bardzo często spotykam się z utworami, które są jakimś zlepkiem myśli ułożonych w wersy. W momencie, gdy zaczyna się próbować je analizować nic nie mówią; są po prostu o niczym.
Nie stosuję taktyki – "dziś napiszę wiersz", a potem siadam i myślę nad tematem; nastrajam się, słucham muzyki i tak dalej... Nie, nie, to nie moja bajka. Moje wiersze powstają spontanicznie. Dniem. Nocą. Pora nie jest ważna. Najczęściej pojawia się zdanie, które jest inspiracją dla całej reszty utworu. Zdanie to chodzi za mną kilka dni; dojrzewa sobie powoli; opowiada mi o sobie. A potem, kiedy nadejdzie moment, po prostu siadami i piszę. Później dopieszczam detale. Oczywiście bywa też inaczej. Wszystko zależy od sytuacji. Muzyka i emocje są dla mnie niezbędne podczas procesu pisania. To inspiracja, idealne tło, baza przy tworzeniu nastroju.
Przykładem niech będzie wiersz zaczynający się od słów: "moje ciało jest miejscem zbrodni". Wszystko fajnie, jest rdzeń utworu...a co z resztą tekstu? Nie chodziłam po ścianach, nie rozkładałam na części pierwsze znaczenia tych słów, które od razu były dla mnie zrozumiałe. Czekały tylko na ciąg dalszy historii, którą chciały opowiedzieć, spisanej moim piórem. Tak też się stało. Bardzo lubię ten wiersz, dlatego o nim wspominam.
Nie lubię określenia "wena twórcza": "nie mam dziś weny twórczej; nie mam natchnienia". To nie są określenia, których używam. Dla mnie jest ważne czy w danym momencie mam coś do powiedzenia ustami moich bohaterów czy nie. Owszem, bywa tak, że przez kilka dni nie jestem w stanie usiąść do pisania. Jest to związane z pracą, aktualnym nastrojem... Ale tak jak powiedziałam – jeśli moje postaci chcą coś powiedzieć, to po prostu mówią, a ja zapisuję ich słowa. W taki właśnie sposób funkcjonuję jako autor...
Podobnie jest z pisaniem wierszy – one też mają swojego bohatera...

K: Kiedy narodziła się u Pani chęć napisania książki? Czy w tej chwili spontanicznie chwyciła Pani za długopis, usiadła przed klawiaturą komputera; a może wróciła Pani do tego pomysłu po pewnym czasie? 

TJ: "Wieczerza" narodziła się na sesji zdjęciowej... Konkretnie na sesji narodził się Dawid. Na potrzeby zdjęć stworzyłam postać mężczyzny, który jest cenionym lekarzem, posiadającym drugą naturę. Lubi podglądać ludzi, szczególnie kobiety, z którymi ma problem. W oko wpada mu lokatorka z naprzeciwka. Okazuje się, że kobieta jest jego pacjentką. Mężczyzna obsesyjnie zaczyna jej pożądać, do tego stopnia, że swoje fantazje nie jest w stanie utrzymać jedynie w sferze chorych marzeń... Decyduję się na porwanie.
Ta historia wydała mi się na tyle ciekawa, że warta rozwinięcia. Po prostu usiadłam i napisałam początek. Długopisem w notatniku z czarną okładką (mam ich zapisanych już kilka, to moje brudnopisy). Potem powstały inne fragmenty, z których zbudowałam całość. Później pojawił się wątek Yasmine.
W tym czasie pracowałam nad "Bezennym". Postać Dawida jest bardzo do niego podobna. Obaj mają psychopatyczne skłonności i nie są w stanie funkcjonować normalnie w społeczeństwie. Budują swój wyimaginowany świat, który daje im poczucie bezpieczeństwa.

K: Czy przed przystąpieniem do pisania książki "Wieczerza" miała Pani już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstały dopiero z chwilą tworzenia powieści?

TJ: "Wieczerzę " zaczęłam od prologu i epilogu, który kręcił się wokół Dawida i jego chorej miłości do Joanny. Nie lubię się zamykać w określonej fabule. Pozwalam sobie na pełen luz tworzenia. Pojawiają się wątki, które nawet mnie zaskakują - są zainspirowane przeczytanym artykułem, aktualną sytuacją społeczną lub po prostu usłyszaną piosenką, jaką decyduję się wykorzystać w tekście.
Na początku Wieczerzy nie było mowy, by oprócz Dawida, jako głównej postaci, pojawił się ktoś jeszcze. Historia Dawida jest zamkniętą całością... Yasmine i jej opowieść narodziła się z przypadku. Perwersyjna tancerka go go stała się idealnym uzupełnieniem socjopatycznego ginekologa.


K: Proszę nam zdradzić Pani przepis na napisanie dobrej powieści. Co w trakcie pisania było dla Pani najłatwiejsze, a co najtrudniejsze? Czy pojawiał się brak weny twórczej; problemy ze znalezieniem wydawcy? I czy miała Pani wpływ na wybór okładki do książki?

TJ: Czym jest dobra powieść? Uważam, że to określenie bardzo subiektywne, uzależnione od gustów czytelników. Więc nie będę się wdawała w dyskusje na temat przepisu na dobrą książkę. Ja osobiście uwielbiam thrillery, Maximem Chattamem mogę się zaczytywać do upadłego. Lubię książki o bogatej warstwie psychologicznej, która trzyma w napięciu do samego końca i takie książki sama chciałabym pisać. Najtrudniejsze w procesie tworzenia jest dogłębne zrozumienie postaci, którą powołuje się do życia, zespolenie z nią, stworzenie pewnego kodu zachowań - wiarygodnego i konsekwentnie prowadzonego. Nie wolno mi nienawidzieć mojego bohatera, choćby był on do szpiku kości przesiąknięty złem, ponieważ to zło, skądś pochodzi. Muszę dotrzeć do źródła szaleństwa, żeby go zrozumieć. Najłatwiejsze? Nie wiem...Pisanie samo w sobie nie jest łatwe.
"Wieczerza" nie jest książką prostą w odbiorze, o czym świadczą zróżnicowane recenzje. Znalezienie wydawcy trwało prawie dwa lata. Latem 2012 roku byłam już bardzo blisko publikacji powieści przez jedno z krakowskich wydawnictw. Prowadziliśmy daleko zakrojone rozmowy, które jednak zakończyły się fiaskiem. Być może wydawca nie chciał ryzykować skandalu, a może książka nie okazała się kalką, tak wtedy szumnie reklamowanych, "50 twarzy Greya".
Na szczęście rok później rękopis trafił do wydawnictwa Akurat...
Przyznam, że jako fotograf, bardzo zależało mi na tym, aby na okładkę trafiło zdjęcie mojego autorstwa, tak jak miało to miejsce przy okazji tomików wierszy. Nie było to jednak tak oczywiste dla wydawcy. Podczas sesji zdjęciowej do projektu fotograficznego "Wieczerza-Nienasycnie" zrobiłam fotę mężczyzny z manekinem. Od razu pomyślałam, że będzie to idealna okładka. Idealnie metaforyczne ujęcie tematów poruszanych w książce. Swój pomysł zaproponowałam wydawcy, a on się zgodził.

K: Jakie emocje Pani towarzyszyły, gdy Wydawnictwo Akurat opublikowało Pani powieść ?

TJ: Poczułam ulgę. Dawid i Yasmine zaczęli żyć własnym życiem, a ja mogłam zabrać się za następną historię.

K: Czy po wydaniu książki Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia autorką?

TJ: Publikacja "Wieczerzy" pozwoliła mi pokazać swoje drugie oblicze. Dotąd byłam kojarzona z fotografią. Nagle okazało się, że potrafię również opowiadać historie za pomocą słów, a nie tylko obrazów, jak do tej pory.
Minusy i plusy bycia autorką? Myślę, że za wcześnie jest o tym mówić. Po drugiej książce sądzę, że będę mogła wypowiedzieć się na ten temat.

K: Thriller "Wieczerza" wzbudza u czytelników wiele kontrowersji. Czy spodziewała się Pani takiego odzewu pisząc pierwsze zdanie w swojej powieści?

TJ: Kiedy książka trafiając do księgarni zaczyna żyć swoim własnym życiem. Wiedziałam, że tematy, które poruszam w "Wieczerzy" mogą wzbudzić kontrowersje. Ocieram się o psychopatologię, perwersję, wyciągam na powierzchnię sprawy, które społeczeństwo najchętniej zostawiłoby zakopane głęboko w ludzkiej świadomości. Tematy tabu zawsze bulwersują, budząc niesmak i odrazę.

K: Gdyby miała Pani możliwość za pomocą jednego zrobionego przez siebie zdjęcia opisać swoją książkę i zachęcić czytelników do jej przeczytania - co by ono przedstawiało?

TJ: Uważam, że okładka książki w 100  % oddaje jej treść. Jest wystarczająco niejednoznaczna, żeby wzbudzić ciekawość i zachęcić do zagłębienia się w lekturze. Owszem, może również odstraszyć... ale tylko tych, którzy nie są na nią gotowi.

K: Czy pisze Pan teraz kolejną powieść? Jeśli tak, to proszę nam zdradzić o czym ona będzie?

TJ: "Teatr Wskrzeszonych" to roboczy tytuł powieści, nad którą obecnie pracuję. Bohater ma na imię Wiktor i jest... interesującym mężczyzną :) To również thriller.

K: Jaki jest Pani największy życiowy sukces?

TJ: O największym życiowym sukcesie trudno jest mówić, kiedy ma się tyle lat co ja. Mam nadzieję, że jeszcze dużo wyzwań przede mną...  Jeśli spotkamy się za jakieś 40 lat, może będę mogła udzielić pełnej odpowiedzi na to pytanie. Na chwilę obecną śmiało mogę uznać za sukces to, że pracuję w zawodzie, który jest moją pasją (fotografia) i dodatkowo, że po latach wróciłam do innej pasji, jaką zawsze było pisanie.

K: Czego mogą Pani życzyć czytelnicy bloga Żyć nadal z pasją?

TJ: Pasji życia co najmniej tak wielkiej jaką mam teraz :)

K: Dziękuję bardzo za rozmowę.

TJ: Ja dziękuję za interesujące pytania.