Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2020

"Dziecko z Auschwitz" Lily Graham - recenzja premierowa


"Dziecko z Auschwitz"
Autor: Lily Graham  
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 11 marca 2020 
Liczba stron: 316  
Moja ocena: 7,5/10


„Dziecko z Auschwitz” Lily Graham to książka z którą ostatnio się zapoznałam. Lektury podejmujące temat związany z wojną – od czasu do czasu trafiają w moje ręce. Tematyka jest trudna, ale jakże ważna dla nas czytelników. Przypominają o historii, a także przybliżą nam realne oblicze okrutnych czasów...

Powieść „Dziecko z Auschwitz” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Autorka wyjaśnia, że na życie bohaterek książki składają się losy wielu kobiet z krwi i kości, które ją poruszyły i skłoniły do napisania opowieści.

Główną postacią książki jest Eva Adami. Obserwujemy zarówno jej codzienność w trakcie pobytu w obozie koncentracyjnym, ale także wydarzenia, które miały miejsce zanim tu trafiła. Poznajemy jej rodzinę, marzenia, pasje oraz początki rodzącej się pięknej miłości. 
Autorka naprzemiennie wprowadza nas w te dwa tak diametralnie różne światy. 
To mi się w tej powieści podoba, że w jej treść Lily Graham wplotła wątki obyczajowe ukazujące rzeczywistość zarówno z przed, jak i po Auschwitz. 
Nie mamy tutaj do czynienia z książką ukazującą głównie wojenną wizję.

Od czasu, gdy pani Adami przybyła do Auschwitz stara się odnaleźć swojego ukochanego – Michala. 
Eva i jej towarzyszki niedoli próbują przetrwać w obozie stykając się z okrucieństwem, śmiercią, przykrymi wiadomościami. Doskwiera im tęsknota i niepewność. Każdego dnia ciężko pracują i mają do czynienia z zaczepkami wrogów.

Książka Lily Graham pokazuje piekło z jakim musieli zmierzyć się ludzie, ale także napawa optymizmem, że nawet w takim koszmarnym miejscu można znaleźć przyjaciół, odczuć ludzką życzliwość, uzyskać pomoc i dostrzec gesty poświęcenia.

Ludzie nie zapominają o człowieczeństwie, którego chcieli ich pozbawić oponenci. 

Powieść „Dziecko z Auschwitz” wzrusza i zmusza do wielu refleksji. Niesie ogrom nadziei. Wiarę w to, że szczęście może nadejść w najmniej oczekiwanym momencie. 

Książka przypomina, że nawet w najgorszych czasach nie brakuje dobra. Najważniejsze jest to, aby zawsze żyć zgodnie z własnym sumieniem. 

"Dziecko z Auschwitz" Lily Graham jest warte uwagi.



 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

niedziela, 27 maja 2018

"Sprzedawca marzeń" - Richard Paul Evans



"Sprzedawca marzeń"
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 9 maja 2018
Liczba stron: 320
Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem



            „Sprzedawca marzeń” Richarda Paula Evansa to opowieść o człowieku, którego dzieciństwo to pasmo przykrości i cierpienia, biedy, i przemocy. Toksycznej relacji z ojcem. 
Młody Charles nie miał nic (musiał przeszukiwać kontenery na śmieci w poszukiwaniu pożywienia), ale jako dorosły dostaje od życia to czego zapragnie. Miłość, pieniądze, uznanie. 
Czy to bajka, piękny sen, który się spełnia? 
Ma szansę się wzbogacić „pomagając” innym spełnić marzenia, ale czy to uczciwa zagrywka?

Takie książki uwielbiam. Powinno być ich więcej! Powieści, które mają w sobie głębie. Zmuszają do ciągłych pytań, co ja zrobiłabym na miejscu bohatera. Pokazują co można zyskać, a tym samym stracić. Często w pogoni za pieniędzmi, nieraz coraz to większymi zatracamy siebie, odsuwamy się od najbliższych. Wiele tracimy… 
Evans w „Sprzedawcy marzeń” przypomina nam o wartościach, które są w życiu najważniejsze. Podpowiada, którą drogą warto podążać. 

"Złamane serce jest powodem większości podróży"*

Czy tam gdzie pojawiają się miliony jest jeszcze miejsce na zaufanie, lojalność? Ludzkie sumienie? Czy złe zachowania, wybory możemy tłumaczyć trudnym dzieciństwem? Czy są jakieś granice chciwości?

„Sprzedawca marzeń” to wspaniała, refleksyjna powieść, która nie pozwoli o sobie zapomnieć. 
Warto po nią sięgnąć!
Jej zakończenie sprawia, że nie można się doczekać kontynuacji, a zarazem ponownego spotkania z Charlsem Jamesem - wielkim szczęściarzem dla którego los był bardzo łaskawy. 


* cytat pochodzi z książki "Sprzedawca marzeń" Richard Paul Evans strona 16.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu
                                                              Znak Literanova 
                                                     

sobota, 21 maja 2016

"I będziesz jak nowo narodzona. W nietykalności swojej staniesz się boginią. Nieśmiertelności wcielonej pięknem."* ("Teatr Wskrzeszonych" Tatiana Jachyra)

"Teatr Wskrzeszonych"
Autor: Tatiana Jachyra
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 19 kwietnia 2016
Liczba stron: 320
Moja ocena: 7-/10, czyli bardzo dobra z minusem

Tatiana L. Jachyra od lat związana ze światem filmu i telewizji, fotograf z pasją. 
Urodzona we Wrocławiu - Warszawianka z wyboru. Realizuje sesje zdjęciowe na pierwsze strony gazet. Obdarzona umiejętnością bezbłędnego wyczucia osobowości fotografowanego „obiektu”, zaprezentowała swoje artystyczne umiejętności na wystawie „Gwiazdy z obiektywie”. Koroniewska, Małaszyński, Hirsch, Wieczorkowski to tylko parę nazwisk z całej plejady gwiazd, które zawierzyły swój wizerunek Jachyrze.
Nie boi się wyzwań, które stawia przed nią życie. Biorąc udział w produkcji programu Dominiki Kulczyk „Efekt domina”, odwiedziła Zambię, Etiopię, Bangladesz, Rumunię. To tam powstawały karty jej najnowszej powieści „Teatr Wskrzeszonych”.

Dwa lata temu czytałam debiut Tatiany Jachyry - noszący tytuł "Wieczerza" (recenzja). W skrócie powiem, że jest to thriller zdecydowanie inny od tych które do tej pory trafiały w moje ręce ( a wtedy na moich półkach dominował ten gatunek). Książka mocna, odważna, trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Powieść mogąca wzbudzać wiele kontrowersji u czytelników.
"Wieczerza" pozostała w mojej pamięci na dłużej. Przyznaję, że takie pozycje to ja lubię!
Dwa lata temu miałam także możliwość przeprowadzenia wywiadu z autorką w którym wspominała, że pisze kolejną książkę w podobnym klimacie.
Bardzo mnie ta informacja ucieszyła i oczywiście trzymałam kciuki za powodzenie projektu.

19 kwietnia bieżącego roku na księgarskich półkach pojawiła się druga książka Pani Jachyry, czyli "Teatr Wskrzeszonych". Czym prędzej przystąpiłam do lektury.
Ta powieść różni się od poprzedniej tym, że teraz mamy do czynienia z cechami kryminału w którym to pojawia się czarny charakter - zabójca oraz organa ścigania, które będą chciały go schwytać.

Głównym bohaterem powieści jest prokurator okręgowy Michał Gabryjelski - osoba, która będzie prowadzić śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, który poluje na kobiety, a ich martwe ciała - ubrane w suknie ślubne pozostawia na cmentarzach.
Po odkryciu kolejnych zwłok "panny młodej" - prokurator, nie bez oporów decyduje się przyjąć do zespołu profilera (widać, że ta profesja nadal nie cieszy się zbyt dużym szacunkiem wśród policjantów), który ma nakreślić portret psychologiczny złoczyńcy i pomóc go złapać...

Zapewne się ze mną zgodzicie, że już sam tytuł i okładka książki przykuwa wzrok.
A wyraziste, mroczne elementy oprawy idealnie współgrają z jej treścią.
Kolejną mocną stroną tej książki na pewno jest to, że autorce udało się stworzyć gotycką, mroczną, upiorną atmosferę, która utrzymuje się przez całą powieść.
Szczerze, z wnętrza tej książki bije niesamowity chłód. Niekiedy musiałam sobie zrobić przerwę w czytaniu.
Pojawiają się dokładne, szczegółowe i bardzo prawdziwe opisy przedstawiające sekcje zwłok (jest ich dużo). Tym bardziej zasługują na uznanie ponieważ Pani Jachyra w jednym z wywiadów zdradziła, że uczestniczyła w prokuratorskiej sekcji zwłok.
Może w powieści mało jest fragmentów w których akcja przyspieszałaby tempa, ale napięcia w niej nie brakuje.
Możemy ujrzeć z fotograficzną precyzją uchwycone obrazy ukazujące morderstwa i  miejsca zbrodni.
Bardzo dobrze zarysowane jest tło psychologiczne, które odgrywa tutaj znaczącą rolę.
Obłęd, obsesje, manie, wynaturzenia, dewiacje, urojenia - to część tego, co pojawi się w "Teatrze...".

Tatiana Jachyra w swojej najnowszej książce dopuszcza do głosu najgroźniejszego bohatera - zabójcę "panien młodych". Są to przybierające patetyczną formę monologi. Słowa, które słyszymy ukazują jego chorą, obłąkaną naturę.
W moim odczuciu troszkę za często pojawiają się te wypowiedzi  (niekiedy są zbyt długie), w którym to postać literacka posługuje się dość specyficznym poetyckim językiem - przybierającym onirycznych znaczeń.

"Sen jest jak mała śmierć. 
Przygotowuje na to, co nieuchronne. 
Sen jest jak przekroczenie cienkiej granicy , za którą nic już nie jest takie, jakim się wydawało.
Pozostawia ciało nieruchome w widzialnym świecie materii i pozwala duszy podróżować po nieznanych krainach." *

Nie odchodząc jeszcze od naszego seryjnego mordercy - to przyznam się, że bardzo szybko odkryłam kim on jest. Choć zakończenie przyniosło dodatkowe szczegóły, które mnie zaskoczyły.

Mogłabym jeszcze poruszyć kilka tematów, ale obawiam, że jednym słowem mogłabym za dużo zdradzić, tym samym zabierając Wam przyjemności z czytania, wskazania mordercy, i odkrywania tajemnic, które autorka zgrabnie wplotła do tekstu.
A tego bym nie chciała!

Książka "Teatr Wskrzeszonych" choć zupełnie różna od "Wieczerzy" to również porusza trudne, mocne, przerażające i kontrowersyjne tematy.

Ostrzegam, że zaglądając do "Teatru Wskrzeszonych" staniecie twarzą w twarz z najbardziej nieludzkimi zachowaniami, a także zmierzycie się z chorą, szaloną psychiką sprawcy.

Czy jesteście na to gotowi?

Ja osobiście najnowszą książkę Tatiany Jachyry polecam osobom o mocnych nerwach!


* cytaty pochodzą z książki "Teatr Wskrzeszonych" Tatiany Jachyry, kolejno strony 143, 178. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Replika

*****************
Zapraszam do udziału w konkursie z książką
"Ostatni list" Marii Ulatowskiej
>KLIK<

poniedziałek, 9 maja 2016

"Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?" Estelle Maskame


"Czy wspominałem, że Cię potrzebuję"
Autor: Estelle Maskame
Seria wydawnicza: Dimily / Tom II
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 2 marca 2016
Liczba stron: 360

Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem

Estelle Maskame - zaczęła zamieszczać kolejne rozdziały swojej książki na platformie Wattpad, gdy miała 17 lat. Od razu zyskała rzesze wiernych czytelniczek i została nazwana "głosem pokolenia".
Oficjalna premiera pierwszego tomu stała się wydarzeniem, a kolejnych części książki z niecierpliwością oczekują fani z całego świata. *

Po pełnej palecie skrajnych emocji, które towarzyszyły mi podczas czytania pierwszej części trylogii Dimily, czyli „Czy wspominałam, że cię kocham” (recenzja) niecierpliwie oczekiwałam drugiego tomu.
Po cichu licząc na to, że książka „Czy wspominałem, że Cię potrzebuję” będzie równie dobra; a może nawet lepsza od pierwszej części (a to raczej rzadko zdarza się w przypadku drugich tomów).

Tytuł, który dzięki jednemu słowu - „wspominałem” przybrał w tej części męską formę, tym samym może sugerować, że teraz narratorem będzie Tyler. To jest troszkę mylące, bo autorka nie wprowadziła żadnych zmian i ciąg dalszy historii widzimy oczami Eden, która na bieżąco nam wszystko relacjonuje.

Nasi główni bohaterowie - Eden i Tyler, których połączyła zakazana miłość, zdecydowali się nie słuchać porywów serca, a dokładnie to starać się ich nie słuchać. Zrozumiałym powodem podjęcia takiej decyzji była obawa przed karcącą oceną połączona z brakiem akceptacji ich związku przez najbliższą rodzinę oraz znajomych.
Przyrodnie rodzeństwo miało wielką nadzieję, że to długa rozłąka, a także odległość jaka miała ich dzielić pomoże im przyćmić to uczucie.

Czy tak się stało?
Tego właśnie dowiadujemy się w drugim tomie trylogii.

Mija rok odkąd tych dwoje się ostatnio widziało.
Mają w planach spędzić wspólnie wakacje przy okazji sprawdzając, co teraz do siebie czują. Czy jest to miłość jaka powinna łączyć brata i siostrę, czy jednak nadal magnetyczne przyciąganie, które towarzyszy zakochanym?

Widać duże zmiany w zachowaniu Tylera. Nie ma śladu po jego buntowniczym charakterku. Wydoroślał, uspokoił się i z większym optymizmem spogląda w przyszłość. 
Jednak trudne, bolesne przeżycia nadal nie pozwalają o sobie zapomnieć i każdy negatywny bodziec może zaburzyć tę jego oazę spokoju, którą udało mu się wypracować dzięki licznym rozmowom dotyczących jego przejść.

Widoczne są też zmiany w zachowaniu Eden, ale w tym przypadku są one jednak mniej korzystne dla potencjalnego obserwatora jej poczynań.  
Dziewczyna niekiedy zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, któremu wszystko się należy. Jawnie okazuje zazdrość wobec koleżanek Tylera; a sama przecież ma chłopaka, który ogromnie ją kocha, wierzy w jej uczciwość i cierpliwie na nią czeka. A jej wierność, szczerość i odpowiedzialność mają wiele do życzenia.
Choć postępowanie Eden może czasami drażnić - to ja dostrzegam u niej zalążki poprawy "na lepsze". Do niektórych błędów potrafiła się przyznać, a kilka z nich zaczęła korygować. 

Estelle Maskame w tym tomie przenosi akcję powieści do Nowego Jorku. Zwiedzanie miasta przez głównych bohaterów w połączeniu ze swoistą dokładnością i wnikliwością opisów autorki sprawiły, że poczułam klimat tego wielkiego miasta (które kiedyś chciałabym odwiedzić).
Oczywiście najbardziej interesujące są tutaj relacje jakie zachodzą między przyrodnim rodzeństwem. Ich próby zapanowania nad swoimi uczuciami, dylematy, niepewności, niedomówienia i ten wielki, przeraźliwy strach przed opiniami innych, gdyby usłyszeli prawdziwe głosy ich serc. 
Autorce udało się  doskonale przekazać burze ich stanów emocjonalnych i uporczywych przemyśleń
W powieści nie zabraknie manipulacji i szantażu, które tylko dodają smaczku całej opowieści.
Wspomnę jeszcze, że zakończenie powieści jest takie, że już chciałoby się mieć pod ręką trzeci tom. 

Jak dla mnie "Czy wspominałem, że Ci potrzebuję" to jak najbardziej udana kontynuacja - mogłabym nawet rzec, że odrobinę lepsza od poprzedniego tomu.  
Wydaję mi się, że miłośnicy książki „Czy wspominałam, że cię kocham” nie będą rozczarowani. :)

Polecam!

"... jeśli miłość oznacza, że człowiek myśli o drugiej osobie w każdej sekundzie dnia...
Jeśli miłość oznacza, że cały jego nastrój poprawia się, gdy ta osoba jest w pobliżu...
Jeśli oznacza, że zrobiłby dla tej osoby absolutnie wszystko (...)
to moja miłość do ciebie nie zna granic." **

* informacja zaczerpnięta z okładki książki "Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?" Estelle Maskame
** cytat z książki "Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?" Estelle Maskame, strona 286.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję 
http://wydawnictwofeeria.pl/pl/

niedziela, 28 lutego 2016

"W szkole polecono nam ignorować dzwonki, które stały się zawodne, bo cały system odłączył się od czasu."** ("Wiek cudów" Karen Thompson Walker)

"Wiek cudów"
Autor: Karen Thompson Walker
Wydawnictwo: Znak / Między słowami
Data wydania: 15 lutego 2016 
(II wydanie z nową okładką)
Liczba stron: 304
Moja ocena: 7/10, czyli bardzo dobra


Karen Thompson Walker wywołała ogromne zamieszanie w świecie literackim. Prawa do wydania jej pierwszej książki "Wiek cudów" zostały sprzedane za 1 000 000 dolarów. Na długo zanim powieść ujrzała światło dzienne, producenci filmów "Tajemnica Brokeback Mountain" oraz "Wszystko za życie" kupili prawa do jej ekranizacji. *

Przyznacie, że każdemu z nas zdarza się ponarzekać (może nawet nie wypowiadając tego na głos), że mamy za mało czasu na odpoczynek, sen, realizację marzeń, czy też dla naszych pasji. 
Książkoholicy na pewno się ze mną zgodzą, że zdecydowanie jest za mało czasu na czytanie wspaniałych książek, które czekają na naszych półkach, czy w bibliotece. 
Któż z nas nie chciałby, aby doba miała kilka, a nawet kilkanaście godzin więcej?

Karen Thompson Walker w swojej książce "Wiek cudów" ukazuje nam swoją wizję stopniowego wydłużania się dni i nocy. I niestety nie jest ona tutaj zbyt optymistyczna. Niesie ona ze sobą same negatywne skutki, a co za tym idzie - Ziemia i życie ludzkie jest zagrożone.
Między innymi grawitacja zaczyna szwankować.

Główną bohaterką, a także narratorką całej opowieści jest 11-letnia Julia.
Ta dziewczynka przedstawia nam swoje życie, swoją rodzinę, sąsiedztwo, a także rówieśników. Dowiadujemy się na widok kogo jej serce zaczyna szybciej bić.
Poznajemy ludzi, którzy prowadzą normalne życie do czasu aż pojawią się bardzo niepokojące sygnały. Od tej chwili nie ma już niczego pewnego. Bezpieczeństwo każdego z nich jest zagrożone.

Czytelnicy, którzy oczekują od tej powieści szybkiego tempa oraz szczegółowych, przerażających opisów katastrof - to mogą się rozczarować. Momentami akcja w książce toczy się wręcz sennie, ale jest za to mocno przesycona czyhającym niebezpieczeństwem. Czułam na skórze smutek bohaterów za tym co już minęło, ich strach, a także niepewność o dzień jutrzejszy. W znacznej mierze odbija się to na ich zdrowiu. U niektórych objawia się dziwnymi zachowaniami, decyzjami; a u innych paniką, czy też zobojętnieniem.
Przecież w przypadku tak realnej zagłady nie można już nic zrobić.
Teraz można tylko czekać i mieć nadzieję, że jednak wszytko  się unormuje i powróci do pierwotnego stanu...

"Que sera, sera (...) Zawsze to powtarzam. Co ma być, to będzie."**

Każdy z nich stara się zacząć prowadzić życie takie jakie wiódł do tej pory. Większość z nich decyduje się korzystać z dotychczasowego regularnego 24 godzinnego czasu zegarowego - nie zwracając większej uwagi, na to czy jest dzień, czy też noc...
A ci z nich którzy nie chcą się podporządkować odgórnie narzuconym zasadom są szykanowani przez społeczeństwo.
To zaczyna dzielić ludzi na dwa obozy...

Julia jest bardzo spostrzegawczą nastolatką, wykazująca się wielką mądrością. Jej myśli wielokrotnie skłoniły mnie do wielu refleksji. Muszę wspomnieć,  że w trakcie czytania tej powieści miałam nawet małe "ale" do autorki, że główna bohaterka jest zbyt dojrzała na swój wiek i to mi momentami bardzo przeszkadzało. Jednak na końcu książki wszystko się wyjaśnia dlatego pozostaje mi tylko cofnąć wszystkie wcześniejsze "zarzuty".

"Niektórzy mówią, że miłość to najsłodsze uczucie, 
najczystsza forma radości, 
ale to nieprawda: do takiego opisu pasuje nie miłość, lecz ulga."** 

Książki ukazujące utopijny obraz świata nie należą do mojego ulubionego gatunku dlatego sięgając po powieść Karen Thompson Walker miałam pewne obawy. Muszę jednak przyznać, że ta lektura bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. "Wiek cudów" to pełna refleksji, melancholii, nostalgii powieść, niosąca w swojej treści wiele mądrości, którą zdecydowanie mogę polecić nie tylko nastoletnim czytelnikom, ale także tym nieco starszym.
Autorce udało się w niezwykle ciekawy sposób ukazać wizję powoli zbliżającej się zagłady oraz jej wpływu na człowieka.

W przygotowaniu jest film, który na pewno obejrzę, gdy tylko pojawi się w kinach.


* informacja zaczerpnięta z http://www.znak.com.pl/
** cytaty pochodzą z książki "Wiek cudów" Karen Thompson Walker, kolejno strony: 53, 29 i 276.



 Za możliwość przeczytania książki dziękuję 

wtorek, 2 lutego 2016

"Rachunek" Jonas Karlsson - premierowo

"Rachunek"
Autor: Jonas Karlsson
Wydawnictwo: Znak Literanova
Premiera: 2 lutego 2016
Liczba stron: 192
Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem

Jonas Karlsson (ur. 1971) - człowiek wielu talentów. Jeden z najlepszych szwedzkich aktorów, laureat prestiżowych nagród za świetne role w kinie i telewizji. Dramaturg, którego sztuki wystawiane są przez najlepsze sztokholmskie teatry. Pisarz, którego debiutancki zbiór opowiadań zyskał status jednej z najlepszych szwedzkich książek w 2007 roku. *

Głównym bohaterem "Rachunku", a także narratorem całej opowieści jest mężczyzna, który żyje z dnia na dzień. Człowiek przeciętny, niewyróżniający się z tłumu. Wynajmuje mieszkanie. Pracuje na pół etatu w wypożyczalni filmów. Nie ma ukochanej. Ma tylko jednego przyjaciela z którym widuje się od czasu do czasu. Jest typem samotnika, który stroni od rozrywek. Przywykł do tej swojej szarej monotonii dnia codziennego dzięki której czuje się bezpiecznie... Do czasu aż w skrzynce znajduje dziwne urzędowe pismo z którego dowiaduje się, że ma zapłacić ponad pięć i pół miliona koron.  Początkowo traktuje to jako pomyłkę lub głupi żart lecz gdy pojawia się ponaglenie z wyliczonymi odsetkami za zwłokę postanawia skontaktować się z nadawcą przesyłki i dowiedzieć się czego ta wysoka kwota z rachunku dotyczy...

Jonasowi Karlssonowi w swojej dość krótkiej powieści udało się stworzyć klimat narastającego niepokoju z wielką niewiadomą, gdzie odrobina humoru i ironii łączy się z wielkim absurdem. 
Na pierwszy rzut oka suma pieniędzy oraz sytuacja w której znalazł się główny bohater mogłaby się wydawać niedorzeczna; ale znając naszą urzędową rzeczywistość to wszytko jest możliwe...
Jeden człowiek, który nie ma o niczym pojęcia i ministerstwo o dziwnej i tajemniczo brzmiącej nazwie, które "przecież o wszystkim informowało w mediach"; przypomina tutaj "Wielkiego Brata", który o wszystkim wie najlepiej.
Nasz bohater tak ławo się nie poddaje (ale i tak w zaistniałej sytuacji wykazuje się dużym spokojem oraz cierpliwością) i podejmuje próby podjęcia telefonicznego dialogu z wyznaczonym pracownikiem urzędu podczas których stara się podsumować swoje dotychczasowe życie odnajdując w nim zarówno radości jak i smutki - których według niego jest zdecydowanie więcej. 
Mężczyzna chce udowodnić, że jego życie wcale nie było tak szczęśliwe jak twierdzą pracownicy instytucji. Czy mu się to uda?

"Tak samo, jak nie chcemy cały czas jeść słodyczy... 
nie chcemy też unikać niepowodzeń.
W gruncie rzeczy musi istnieć pewien opór, 
żebyśmy umieli cieszyć się małymi rzeczami." **

Powieść "Rachunek" bardzo mi się spodobała. Czyta się ją bardzo szybko - choć przyznaję, że z jednej strony bardzo chciałam poznać zakończenie tej historii to jednak z drugiej chciałam dłużej pozostać w tym nastroju niepewności i strachu, którym ta powieść jest przesycona. 
Mogłaby mieć parę lub nawet kilkanaście kartek więcej. 

Książka Karlssona zmusza do wielu przemyśleń dotyczących naszej codziennej egzystencji. 
W nietypowy i niezwykle ciekawy sposób ukazuje miarę jaką liczymy nasze szczęście. 
Przypomina nam o wspaniałych, ale także ulotnych chwilach o których za szybko zapominany: o miłych gestach, dobrych słowach, sympatii innych ludzi, które z biegiem czasu zostają zatarte w naszej pamięci lub zaczynamy podchodzić do nich z obojętnością, a to sprawia, że niepowodzenia, krzywdy oraz niewykorzystane szanse zaczynają górować w ogólnym rozrachunku. 
Za często nie doceniamy tego, co mamy...

 "Rachunek" Karlssona warto poznać!

* informacja pochodzi z oładki książki "Rachunek" Jonas Karlsson
* cytat pochodzi z książki "Rachunek" Jonas Karlsson, strona 54.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu

niedziela, 3 stycznia 2016

"Jestem mną, to jest pełne, to jest całkowite, ja to jest coś"* ("Sekta egoistów" Éric - Emmanuel Schmitt)


"Sekta egoistów"
Autor: Éric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 2 listopada 2015
Liczba stron: 208
Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem

Eric-Emmanuel Schmitt jest jednym z najbardziej poczytnych francuskich pisarzy. Jego książki zostały przetłumaczone na 40 języków, a sztuki teatralne wystawiane są w teatrach w 50 krajach świata. Choć jego twórczość bije kolejne rekordy popularności, on sam wciąż pozostaje dość tajemniczą postacią.
Urodził się 28 marca 1960 roku w Sainte-Foy-Lès-Lyon, małym miasteczku u podnóża francuskich Alp. Jako kierunek studiów wybrał filozofię. Po studiach zrobił doktorat i wykładał filozofię na Université de Savoie. Ostatecznie zwrócił się jednak ku literaturze, filozofię traktując raczej jako źródło inspiracji. W jego wizji świata jest mniej więcej tyle miejsca dla rozumu, co dla ducha. **

"Sekta egoistów" jest to debiut Érica-Emmanuela Schmitt'a, który dopiero teraz, czyli po 21 latach został wydany w Polsce przez Wydawnictwo Znak Literanova. Ta książka to jest moje pierwsze spotkanie z twórczością pisarza. Od dawna miałam w planach zapoznać się z Jego powieściami, ale nie zaprzeczam, że i tak pojawiły się u mnie pewne obawy, gdy sięgałam po "Sektę egoistów", a związane one były z akcentem filozoficznym na który wskazuje tytuł książki oraz opis wydawcy. A dokładnie, czy treść powieści nie będzie zbyt trudna w odbiorze.
W recenzjach pojawiają się informacje, że w dorobku pisarza pojawiły się o wiele lepsze dzieła. A to jeszcze bardziej zwiększyło moje obawy, bo przecież jeśli zacznę od najsłabszej i do tego trudnej do zrozumienia lektury - to mogę zrazić się do kolejnych Jego powieści, sprawiając że będę odwlekać sięgnięcie po kolejną książkę autora w nieskończoność.
Jednak już po kilku stronach moje rozterki się rozwiały. Styl i opisane historie dwóch bohaterów żyjących na przestrzeni lat przekonały mnie do siebie, zachęcając do wielu przemyśleń. 
Książka jest krótka, czyta się dobrze i szybko, a przedstawiona opowieść oraz refleksje do których skłania pozostają w pamięci na długo.
Jest tajemnica do odkrycia. 
Gérard coraz bardziej zagłębiając się w materiałach na które przypadkowo natrafił, zapragnął przyjrzeć się postaci francuskiego filozofa Gasparda Languenhaerta, a przede wszystkim więcej dowiedzieć się o Sekcie Egoistów, której był on założycielem. Choć mężczyzna początkowo nie wie, w jakich  źródłach tekstowych może zdobyć więcej, bardziej szczegółowych informacji; a nawet nie ma pewności, czy w ogóle takowe istnieją decyduje się zaryzykować i poświęcić swój czas oraz dotychczasowe żmudne prace badawcze na poszukiwanie odpowiedzi na nurtujące go w danym momencie pytania.
Jego fascynacja i chęć zagłębienia się w tym temacie i mi się udzieliła.
Egoistyczne rozumienie świata.
Poza poglądami i ideami doktryny egoistów (odrobina "suchej" podręcznikowej teorii pojawia się tylko na początku książki) mamy możliwość zaobserwować życie zgodnie z jej założeniami dzięki kilku anegdotom, które przybliżają nam postać filozofa. 
Mężczyzna na pierwszym planie stawia siebie. "Ja" - jako byt absolutny, nie liczący się z innymi; kontra społeczeństwo, które nie potrafi zrozumieć, ani zaakceptować takiego postępowania. 
Różne postrzeganie i rozumienie rzeczywistości prowadzi w tym przypadku do wielu nieporozumień.
Osądów, a nawet kpin.

Autor w swoim bardzo dobrym debiucie porusza wiele, ważnych zagadnień i kwestii wartych chwili zastanowienia. Egzystencja, egoizm - filozofia ukazująca indywidualizm jednostki oraz dbanie tylko o jej osobiste szczęście przy odrzuceniu dobra ogółu.
Czy posiadanie tak skrajnych poglądów musi prowadzić do całkowitego wyobcowania? 
Pojawiają się tutaj również spostrzeżenia dotyczące Stwórcy oraz jego zadań. A także poszukiwania odpowiedzi na pytanie, czy my też możemy nim być?
Zakończenie lektury dość zaskakujące i nietypowe przez każdego z czytelników na pewno będzie interpretowane w inny sposób. W powieści nie zabraknie delikatnej nutki specyficznego humoru, który współgra z przedstawioną historią.

Tak jak już wspominałam na początku recenzji, fabuła "Sekty egoistów" oraz ujęcie tematu spodobało mi się i zapewne wkrótce poszukam kolejnej książki Érica-Emmanuela Schmitt'a.


* cytat pochodzi z książki "Sekta egoistów" Éric-Emmanuel Schmitt, strona 190
** informacja zaczerpnięta z http://www.wydawnictwoznak.pl/


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu

poniedziałek, 16 listopada 2015

W sidłach pożądania ("Anioł na ramieniu" Anna Daszuta)


"Anioł na ramieniu"
Autor: Anna Daszuta
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2015 r.
Liczba stron: 272
Moja ocena: 7/10, czyli bardzo dobra 

Anna Daszuta - zapalona fanka motoryzacji i motocykli, coach i podróżniczka. Od dzieciństwa marzyła o podzieleniu się swoim wewnętrznym światem z innymi. Robiła to na wiele sposobów, będąc zawsze blisko i dla ludzi. W swoim życiu kieruje się mottem Ludwika Hirszfelda: "Aby zapalać innych, trzeba samemu płonąć". 
"Anioł na ramieniu" to jej powieściowy debiut. Poza pisaniem jej największą miłością jest córka Liliana.*

Zapoznawszy się z opisem wydawcy spodziewałam się po książce "Anioł na ramieniu" Anny Daszuty typowego erotyku w których to sceny łóżkowe będą pojawiały się na pierwszym planie - jednak okazało się, że nie do końca jest to stricte ten gatunek. Czy jestem rozczarowana? Oczywiście, że nie! Bardzo lubię jeśli w powieściach, które czytam pojawia się jakaś głębia; gdzie poruszane są trudne, a nawet kontrowersyjne tematy i gdzie to postać literacka jest rzucana na głęboką wodę.
A zdecydowanie w debiucie autorki możemy to odnaleźć i to w dużej ilości. Za to ode mnie duży plus!

Atrakcyjna Adelina Gelans główna bohaterka książki pracuje w wydawnictwie książkowym. Jest to jej praca marzeń. Gorzej mają się u niej sprawy sercowe. Samotnie wychowuje małą córkę. Już raz zawiodła się na mężczyźnie, któremu zaufała dlatego teraz nie zwraca większej uwagi na komplementy i odważne spojrzenia płci przeciwnej. Za namową przyjaciółki jednak decyduje się założyć konto na portalu randkowym choć podchodzi do tego dość sceptycznie...
Los sprawia, że poznaje Jana... Uwodzicielski, czarujący, tajemniczy, trochę wyniosły i zarozumiały, a przede wszystkim niesamowicie przystojny facet który sprawia, że w jej ciele krew zaczyna szybciej płynąć. W pewnym momencie zauważa, że chyba nie powinna się aż tak bardzo angażować w ten związek, ale jest już za późno, bo nie potrafi przestać myśleć o Janie...
Co wyniknie z tej znajomości? Czy los szykuje dla niej kolejne niespodzianki?
Czy lepiej słuchać się serca, czy może rozumu?

Anna Daszuta w swojej książce serwuje czytelnikom dużą dawkę akcji, której tempo nie zwalnia ani na moment. Nie zabraknie w niej emocji i wielu zaskoczeń.
Zauroczenie, rozkosz i pożądanie w których zatraci się Adelina jest tak silne, że wprowadzi w jej życie prawdziwy zamęt. Nawet jej głos rozsądku (którego możemy posłuchać) nie jest w stanie odwieść jej od brnięcia dalej z jednej strony w pełen pasji, fascynacji i seksu związek; ale z drugiej strony w relację z wielką niewiadomą i z licznymi niedomówieniami...
Pani Gelans początkowo to nie przeszkadza, a takie sprzeczności, jej dylematy i sekrety którymi owiany jest jej kochanek nadają tylko tej znajomości pikanterii i są jeszcze bardziej pociągające...
W tym przypadku potwierdza się tylko powiedzenie, że "miłość jest ślepa".
Autorka przedstawia nam obraz kobiety po przejściach, silnej, niezależnej, inteligentnej, matki, która jakby mogło się wydawać powinna kierować się już teraz tylko zdrowym rozsądkiem, a po spotkaniu z mężczyzną według niej idealnym staje się bardzo naiwna. Bezgranicznie mu ufa, oddając mu swoje serce - nie chce widzieć jego wad; ani komplikacji, które czają się na horyzoncie...
To jej postępowanie może wielu zirytować, ale ja jej nie oceniam i przyznaję, że rozumiem to jej "miłosne zaślepienie".
Adelina jest piękną kobietą, której uroda może zarówno przynieść wiele korzyści, ale też przyciągać niebezpieczeństwo, którego będziemy świadkami.
Mocnym, dobrym akcentem tej lektury jest to, że Anna Daszuta potrafiła zgrabnie wpleść do tekstu ciekawie skonstruowaną intrygę, a także ukazać nam zupełnie inny - mroczny, brudny, okrutny świat w którym ludzie są boleśnie wykorzystywani...

Podoba mi się, że w tej powieści pojawią się metaforyczne uosobienia, symbole i znaki, które także w naszej codziennej rzeczywistości często mogą pomóc nam podążać w życiu właściwą ścieżką; ale to tylko od nas zależy czy je zauważymy i czy ich posłuchamy, bo przecież najwięcej zależy od naszych własnych wyborów.

Książkę czyta się bardzo szybko. Powieść podzielona jest na rozdziały, ale pojawiają w nich czasem za częste i niespójne przechodzenia z jednej sceny w drugą. To niekiedy powoduje malutki chaos.

"Anioł na ramieniu" wprowadził mnie w osłupienie, ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu.
Sięgając po tę książkę oczekiwałam zupełnie innej treści i szczerze powiedziawszy obawiałam się, że będzie tak jak prawie z każdym przeczytanym przeze mnie erotykiem, czyli po odłożeniu na półkę szybko o nim zapomnę...
Debiut Anny Daszuty zmusił mnie do wielu przemyśleń więc jestem pewna, że w mojej pamięci zagości na dłużej.

Ta odważna powieść otwiera nam oczy na zagrożenia jakie mogą czyhać na kobiety w dzisiejszych czasach...
Książkę polecam!

* informacja zaczerpnięta z okładki książki "Anioł na ramieniu" - Anna Daszuta

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorce