Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Consilia Maria Lakotta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Consilia Maria Lakotta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 października 2014

Węgry na wyciągnięcie ręki ("Mariska z węgierskiej puszty" Consilia Maria Lakotta)


"Mariska z węgierskiej puszty"
Autor: Consilia Maria Lakotta
Wydawnictwo M
Data wydania: marzec 2014
Liczba stron: 352
Moja ocena: 6,5/10, czyli dobra z plusem

Consilia Maria Lakotta (1920-1998) Urodziła się jako jedno z bliźniąt syjamskich zrośniętych ze sobą skroniami, z których jedno zmarło po kilku godzinach, a drugie poświęcono Matce Dobrej Rady - Mater Boni Consili. 
Dotknięta paraliżem lewej strony twarzy wychowała się w kochającej rodzinie. W wieku dziesięciu lat, stale ukazując tylko prawą stronę twarzy, recytowała własne wiersze przy akompaniamencie fortepianu oraz cytry. Wrodzone zdolności i pilność pozwoliły jej stać się poczytną pisarką. Po 1945 roku wydawnictwa zaczęły publikować jej teksty. W swoich powieściach ożywiła postaci z kart Pisma Świętego oraz historii Kościoła, a także ukazała, jak ludzie wierzący mogą uporać się z trudami własnej egzystencji.*

"Mariska z węgierskiej puszty" jest to druga książka Consilii Marii Lakotty z którą bardzo chciałam się zapoznać po przeczytaniu "Madeleine" Jej autorstwa. 

Dzięki tej właśnie powieści mogłam przenieść się na moment na Węgry. Do kraju, który jak do tej pory był mi nieznany. Nie miałam nigdy możliwości, aby go zwiedzić. Nie zapoznawałam się też wcześniej z informacjami i książkami, które by go dotyczyły. 
Dlatego wszystko było dla mnie nowe, fascynujące, tajemnicze, piękne i okrutne... O tym powiem więcej za chwilę...

Powieść "Mariska z węgierskiej puszty" zaczyna się od przedstawienia nam bohaterów i relacji, które ich łączą. Mamy tutaj do czynienia z widocznym podziałem klas społecznych. Hrabia i jego córka Juliska, a po drugiej stronie - jego pracownicy Mariska i Jaros Vargas, którzy są w sobie bardzo zakochani i to już od trzynastu lat. Nie mogli wcześniej się pobrać dlatego poświęcali swój czas głównie pracy w gospodarstwie.
Dopiero teraz pojawia się okazja, aby ziściły się ich marzenia o wspólnej przyszłości jako mąż i żona. Na drodze do ich szczęścia pojawią się pewne problemy, ale pomaga im córka hrabiego, która jest zauroczona bratem Jarosa, Gaborem. Pomagając młodym ma cichą nadzieję, że na ich weselu będzie mogła spotkać mężczyznę i z nim porozmawiać. 

Miłości i związane z nią rozterki, niepewności i tęsknoty odgrywają dużą rolę w tej lekturze. Wspomnę, że będzie w niej nie tylko o miłości kobiety i mężczyzny, ale również o miłości macierzyńskiej oraz o miłości do Boga.

" (...) kiedy już zostaniesz kardynałem, to mógłbyś zmienić parę rzeczy, żeby powiało świeżym powietrzem. 
- Jak za bardzo nadymią kadzidłem, otworzę drzwi, żeby się nie podusili"*


Autorka zawsze dba o to, aby w Jej książkach nie zabrakło postaci o zróżnicowanym charakterze w których tkwi zarówno dobro jak i zło. To co dzieje się w kraju na przestrzeni lat odbija się na każdym z nich. Każdy z nich odczuje stratę i ogromny ból oraz będzie obawiał się dnia jutrzejszego, mając nadzieję, aby nie okazał się on gorszy od poprzedniego. A strach o bliskich, będzie im od tej pory towarzyszył na okrągło... 
Niektórzy z bohaterów zmieniają się nie do poznania. Pycha, próżność odchodzi w zapomnienie. Teraz w życiu bohaterów pojawiają się inne priorytety. Rodzi się wcześniej zapomniana - pokora.
Różnica między bogatymi, a biednymi oraz dwoma klasami społecznymi całkowicie się zaciera... 

Najbardziej podziwiam tytułową bohaterkę, która od początku potrafiła się wykazać dużą cierpliwością i sumiennością. Ma w sobie niesamowite pokłady siły przede wszystkim wewnętrznej oraz wiary i nadziei. Wycierpiała w swoim życiu naprawdę dużo, a jednak się nie podaje, codziennie budzi się z nową energią i zapałem do pracy; tych cech mógłby jej pozazdrościć niejeden z nas.
Jest ona bardzo dobrym i opiekuńczym człowiekiem. W każdej chwili jest gotowa aby służyć pomocą bliźniemu. Jest w niej dużo empatii. Ufa ludziom bezgranicznie. Ta kobieta nie potrzebowała żadnej lekcji pokory. Cały czas jest chodzącym przykładem dobroci i pracowitości.

W swojej książce autorka stawia przed postaciami literackimi wiele trudnych wyborów, które będą miały decydujące znaczenie na ich los, los najbliższych, a nawet na przyszłość kraju. 
Możemy zobaczyć jakie znaczenie odgrywał Kościół i księża w ciężkich dla Węgier chwilach. Czy zawsze kierowało nimi jedynie posłannictwo? I czy  najważniejsze było dla nich  dobro bliźniego?
Niestety nie zawsze wszystko jest takie jak nam się początkowo wydaje. Tutaj możemy to zobaczyć, poczuć i starać się zrozumieć ludzkie niesprawiedliwości.

"Mariska z węgierskiej puszty"  to powieść dzięki której poczujemy kulturę, folklor i tradycje Węgier. Tak jakbyśmy byli tuż obok bohaterów. Poznamy też kilka słów z węgierskiego języka. Będziemy śledzić historię kraju na przestrzeni lat 1910-1953. 
Bohaterowie, ich losy oraz fabuła jest fikcją literacką, ale tło wydarzeń zachodzących w państwie są prawdziwe. Jest to autentyczny obraz nieszczęścia i bólu całego narodu...

Consilia Maria Lakotta sprawnie połączyła fikcję i realizm. Nie oszczędzając nam szczegółów zdarzeń, dat i nazwisk osób, które odegrały znaczącą rolę w wymienionych wydarzeniach. 
Często pojawiają się długie fragmenty dotycząc historii zarówno w treści powieści, jak i w przypisach do tekstu. Pojawia się wiele słów w języku węgierskim - ich znaczenie jest wyjaśnione w przypisach.

Okładka książki pasuje do treści, czcionka w tekście jest średniej wielkości, nie męczy oczu. Dobrze się czyta. Tylko początkowo musiałam przyzwyczaić się do stylu w którym powieść została napisana. Jest zupełnie inny od książki "Madeleine" pisarki , którą wcześniej czytałam. Jest tutaj wiele zwrotów w obcym języku oraz kilka archaizmów.
Czytałam powieść powoli w wielkim skupieniu, robiąc kilka przerw w trakcie. Wymusiły je na mnie zarówno pióro autorki, które do najlżejszych nie należy oraz dłuższe fragmenty z historii kraju.

"Mariska z węgierskiej puszty" nie jest to słodka powieść o pięknej, szczęśliwej miłości oraz samych urokach Węgier, ale jest to przede wszystkim gorzka, bolesna pigułka, którą serwuje bohaterom zarówno los oraz oni sami. Słowa "Ludzie sami sobie zgotowali ten los" - będą chyba najlepszym podsumowaniem.
Nie zabraknie tutaj całej gamy emocji postaci literackich - w większej ilości smutku, rozczarowania, rozpaczy, gniewu i lęku, ale jest również trochę radość i szczypty humoru. Odczujemy na skórze ich troskę o bliskich oraz ich wielką stratę. 
Autorka brutalnie przypomina nam, że w naszym świecie nie ma nic pewnego, ale pomimo wszystko warto jednak zadbać o najważniejsze wartości. I nigdy się nie podawać! 
To właśnie miłość, nadzieja i wiara pomaga naszym bohaterom przetrwać najtrudniejsze momenty w życiu...

"Mariska z węgierskiej puszty" to wartościowa książka z którą warto się zapoznać, polecam!

* opis pochodzi z okładki książki "Mariska z węgierskiej puszty" Consilia Maria Lakotta
* cytat pochodzi z książki "Mariska z węgierskiej puszty" Consilia Maria Lakotta, strona 181.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 


PS. Przypominam  o trwającym 2 etapie konkursu półrocznego (do 8.10.14, godz. 23:59) ,
którego motywem jest Pisarz / Pisarka 
Jest mało zgłoszeń.
http://zycnadalzpasja.blogspot.com/2014/09/ii-etap-konkursu-porocznego.html

środa, 13 sierpnia 2014

Miłosne zawirowania ("Madeleine" Consilia Maria Lakotta)

"Madeleine"
Autor: Consilia Maria Lakotta
Wydawnictwo M
Data wydania: 5 czerwiec 2014
Liczba stron: 260
Moja ocena: 6,5/10, czyli dobra z plusem

Consilia Maria Lakotta (1920-1998) Urodziła się jako jedno z bliźniąt syjamskich zrośniętych ze sobą skroniami, z których jedno zmarło po kilku godzinach, a drugie poświęcono Matce Dobrej Rady - Mater Boni Consili. 
Dotknięta paraliżem lewej strony twarzy wychowała się w kochającej rodzinie. W wieku dziesięciu lat, stale ukazując tylko prawą stronę twarzy, recytowała własne wiersze przy akompaniamencie fortepianu oraz cytry. Wrodzone zdolności i pilność pozwoliły jej stać się poczytną pisarką. Po 1945 roku wydawnictwa zaczęły publikować jej teksty. W swoich powieściach ożywiła postaci z kart Pisma Świętego oraz historii Kościoła, a także ukazała, jak ludzie wierzący mogą uporać się z trudami własnej egzystencji.*

O miłości pisze się wiele. Czytelnicy nadal chcą o niej czytać i pragną ją przeżywać wciąż na nowo wspólnie z kolejnymi bohaterami powieści, które trafiają w ich dłonie. Nie zawsze jednak ta książkowa miłość jest piękna, czysta podobnie zresztą jak w życiu. Niekiedy oparta jest na kłamstwach, intrygach, a nawet zbrodniach....

Consilia Maria Lakotta w najnowszej powieści wydanej przez Wydawnictwo M przenosi nas do odległych czasów, choć nie ma tu sprecyzowanych konkretnych dat. Autora ukazuje nam to do czego zdolny jest zakochany człowiek. Na przestrzeni lat to się nie zmieniło; czyli poświęcenie, zrozumienie, oddanie ale niekiedy, aby zdobyć miłość pogrążamy się w coraz większym oszustwie. Jedno kłamstwo rodzi kolejne. Tkwimy w nim, mając nadzieję że nie wyjdą na jaw, a nasz luby pozostanie z nami na zawsze.
Czy jesteśmy w stanie zrozumieć i usprawiedliwić człowieka, który tak postępuje?

Madeleine jedna z głównych bohaterek książki jest szczęśliwie zakochana w Hélierze. Snuje już plany na przyszłość, które są z nim związane. Wierzy w wierność ukochanego i sama mu ją przyrzeka. Na jej drodze pojawia się kilku adoratorów, ponieważ jest urodziwą, delikatną, miłą i uczynną panną. Jednak nikt nie jest w stanie zdobyć jej serca, które należy do tego jednego jedynego. A czy tak pozostanie już na zawsze?
Yvonne to druga postać kobieca w powieści - jest zupełnym przeciwieństwem Madeleine. Ona zawsze zmierza do wyznaczonego celu i to za wszelką cenę.  Pokona wszystkie przeszkody, aby mieć to lub tego o którym marzy. Jest rozkapryszoną panną. Flirciarą. Zmienia mężczyzn jak rękawiczki. Uwielbia być przez nich ubóstwiana. Nie potrafi zrozumieć, gdy któryś z nich nie zachwyca się jej urodą. 
Do jakich zmian i zawirowań w życiu bohaterów może doprowadzić jej niegodziwe zachowanie?
Denis, człowiek o dobrym sercu - nieszczęśliwie zakochany w Madeleine. Wie, że ona kocha Héliera. Obiecuje jej, że nie będzie stał na drodze do ich szczęścia i oznajmia, że zawsze może na niego liczyć. W każdej chwili może służyć jej pomocą. Czy kobieta będzie musiała go o to prosi?

W historii stworzonej przez autorkę pojawia się obraz romantycznej, niepowtarzalnej miłości tytułowej bohaterki i Héliera. Gdyby nie przewrotny los i działanie pewnej "damy", która już przy pierwszym spotkaniu zarzuciła sieci na mężczyznę to może tak by pozostało. Żyliby długo i szczęśliwie. Można by było gdybać na ten temat. Jednak zjawiła się ona - ta która chce mieć go na własność.
W tym momencie pojawia się refleksja , czy ona naprawdę obdarzyła mężczyznę uczuciem od pierwszego wejrzenia, czy jednak jest to początkowo spowodowane zazdrością i chęcią odbicia go na złość kuzynce. Zwrócenia na siebie uwagi i dowartościowania własnej osoby, aby mogła poczuć, że jest lepsza i piękniejsza od Madeleine. 

Przyznaję od samego początku nie pałałam sympatią do Yvonne, bo to o nią oczywiście chodzi. Wiedziałam, że coś knuje za ich plecami. Nie chciałabym spotkać takiej osoby w swoim życiu.
Choć przyznaję, że wzbogaca ona akcję powieści. Przekazuje czytelnikowi najwięcej emocji. Jest tym złym bohaterem dla którego "z przyjemnością" wraca się do czytania tej lektury. Jej niecne uczynki powodowane wieloma pobudkami wciągają - mnie przynajmniej najbardziej zaciekawiły.
Osobiście uwielbiam intrygi, spiski, tajemnice i morderstwa - ale oczywiście tylko na kartkach powieści. 
Wydaję mi się, że bez Yvonne ta lektura mogłaby się stać nudną opowieścią o miłości, których jest na pęczki.

" - Gdy jest prawdziwa i głęboka, miłość niesie ze sobą dość napięć, niepotrzebne są żadne inne komplikacje. (...)
- Weź tylko wszystkie komplikacje tej ziemi, które zwykło nazywać się grzechem, i co pozostaje? Nuda, pustka i bezbarwność. Wyobraź sobie, Hélier, że zabrakłoby dramatyzmu i tragedii zarówno na scenach, jak i w codzienności. Wszystko toczyłoby się dokładnie według praw i zasad, co dla mnie jest nie do pomyślenia. Życie stanęłoby w miejscu."**

Ale nie tylko nasz zły, czarny charakter wprowadza zawirowania w życiu wymienionych przeze mnie pierwszoplanowych bohaterów oraz drugoplanowych, którzy też odgrywają ważną rolę. Przeznaczenie również wyznacza swoje granice. Doprowadza do pojawiania się tragedii, smutków, ale również radości. 
Jeden z bohaterów namiętnie zaczytuje się w horoskopach. Czy się sprawdzą?

Książkę czyta się w miarę dobrze. Choć swoją formą i stylem przenosi nas do przeszłości - język jest dla nas przystępny. Pojawiają się fragmenty ballad oraz tekstu tłumaczenia z opery do których postaci literackie porównują swoje uczucia.

Okładka "Madeleine" przykuwa uwagę. W spojrzeniu kobiety jest wiele melancholii, której nie brakuje we wnętrzu lektury.

A czego mi zabrakło w powieści? Wyjaśnienia, co działo się na statku. Wiemy, że był to feralny rejs, a dokładniej wyścigi statków. Pojawiają się oczywiście domysły o wersji wydarzeń. W trakcie powieści to zrozumiałe. Ale mi zabrakło pełnego obrazu - dokładnego wyjaśnienia. Rozmów i zachowań z tego właśnie momentu. Moją ciekawość zaspokoiłoby umieszczenie takiego opisu na końcu powieści. Szkoda, że autorka ominęła to zdarzenie, nie przybliżając go szczegółowo czytelnikowi.

Podsumowując: Powieść Consilii Marii Lakotty jest o miłości podobnej, a zarazem zupełnie innej niż ta z teraźniejszości, czyli pełnej konwenansów, dobrych zachowań  oraz cechującej ją bardzo dużą cierpliwością. Czy w naszych czasach byłoby to jeszcze możliwe?
Całość lektury jest ciekawym przedstawieniem natury człowieka. Psychologicznym odzwierciedleniem zarówno naszych najlepszych jak i najgorszych zachowań. Zupełnie skrajnych osobowości tak jak w przypadku kuzynek. Jedna dobrotliwa, a druga zła do szpiku kości. Dżentelmenów, którzy dbali o dobre imię kobiet. 
Czasach, które są dla nas tak odległe, a zarazem fascynujące. Chciałby się o nich czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Poczuć i zrozumieć jak się wtedy żyło. To dzięki takim powieściom jak "Madeleine" możemy się na chwilę tam zjawić. Jako goście możemy obserwować, podziwiać i zapamiętywać.
Skusicie się na taką podróż?
Ja tak - czytając kolejne powieści pisarki.
 
* opis pochodzi z okładki książki "Madeleine" Consilia Maria Lakotta
** cytat pochodzi z książki "Madeleine" Consilia Maria Lakotta, strona 127.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 

Wyzwanie: "Pod hasłem"

PS. Jeszcze chciałam wspomnieć, że podczas minionego weekendu wybrałam nową zwyciężczynię konkursu z książką "Nocny gość" - niestety nie otrzymałam adresu od poprzedniej laureatki w przeciągu 5 dni od momentu ogłoszenia wyników. Szczęście tym razem uśmiechnęło się do Małgorzaty Zaczytanej. Jeszcze raz Ci gratuluję! Książka już leci do Ciebie.