sobota, 8 listopada 2014

Pod jednym dachem z teściami ("Miłość raz jeszcze?" Joanna Kruszewska)


"Miłość raz jeszcze?"
Autor: Joanna Kruszewska
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 13 sierpnia 2014
Liczba stron: 408
Moja ocena: 6,5/10, czyli dobra z plusem

Joanna Kruszewska urodziła się w czerwcu 1976 roku w Białymstoku. Tutaj uczęszczała do szkoły podstawowej i średniej. Studia ukończyła w Warszawie, stąd powróciła do rodzinnego miasta z dyplomem Wydziału Pedagogicznego. Pisanie to pasja, którą zaczęła na dobre realizować, wydając w 2009 roku pierwszą książkę "Aby do mety", a potem "Awarię uczuć" (2010), "Na trzy sposoby" (2011) i "Szczęście spod igły" (2013).*

Tak to jest, że w dzisiejszych czasach państwo młodzi - są często zmuszeni zamieszkać po ślubie w domu swoich rodziców. Najczęściej związane jest to z niewystarczającymi środkami finansowymi - powody: małżonkowie są w bardzo młodym wieku, są w trakcie studiów, dopiero poszukują posady, a może dopiero stawiają pierwsze kroki w pracy.
A jak to jest, gdy nowożeńcy nie są już dwudziestolatkami i mają dobrze płatny etat. Kobieta jest lekarką po trzydziestce, a mężczyzna jest czterdziestoletnim nauczycielem historii. I po zawarciu związku małżeńskiego wprowadzają się do domu rodziców pana młodego.
A żeby nie było tak miło, jego mama idealnie wpasowuje się w opis stereotypowej teściowej, czyli jest stworzona do tego, aby uprzykrzać życie swojej synowej. Nawet na odległość, gdy wpada się od czasu do czasu na obiad do rodziców lubego, albo rozmawia się z nimi przez telefon - sprawia to nie lada kłopot - ale jednak da się to jakoś wytrzymać... 
A teraz wyobraźcie sobie, że towarzystwo teściów macie na co dzień , udręka bez chwili wytchnienia.

W takiej właśnie sytuacji znalazła się Justyna - główna bohaterka powieści "Miłość raz jeszcze?". 
Jej sprawy sercowe wcześniej nie były usłane różami, ma za sobą kilka nieudanych związków. Dlatego, gdy poznaje Maćka, robi wszystko - aby miłość przetrwała wszelkie trudności jakie pojawią się na drodze do ich wspólnego szczęścia. Nie ma co się jej dziwić, kobieta obawia się kolejnego odrzucenia i samotności...
Pewnie to właśnie wyczuła jej nowa teściowa - Hania, która chce mieć czterdziestoletniego synusia po swojej stronie. On przecież nie może przeciwstawić się swojej kochanej mamie. Jej zachowanie od samego początku ma wiele do życzenia. Gra, manipuluje, czasem czegoś nie dopowie, a może powie za dużo...
Niesamowicie mocna osobowość, która nie pała sympatią do innych kobiet we własnym domu. Jest zazdrosna o męską część rodziny.

Maciek jest to typowy maminsynek i duży leniuszek. Nie potrafi przeciwstawić się swojej matce. Mieszkanie z rodzicami jest mu na rękę, bo wszystko ma tutaj podane jak na tacy. Przede wszystkim pyszne jedzonko i kakao do łóżeczka przed snem. Nadopiekuńczość mamy mu w stu procentach odpowiada i ani myśli, aby coś zmienić w swoim życiu.
Justyna początkowo stara się podjąć próby rozmowy z mężem o zaistniałej, ciężkiej atmosferze, jaką tworzy Hania. Jednak nauczyciel nie widzi w tym żadnego problemu, nie wdaje się z żoną w dłuższą rozmowę. Choć często dochodzi między zakochanymi do sprzeczek z tego powodu. Kobieta musi sama borykać się z trudną sytuacją. Na większość się ugodowo zgadza, trzyma nerwy na wodzy, a radość zupełnie ją opuszcza... Chodzi przygaszona. Wszystko dusi w sobie, nie chcąc dopuścić do kolejnego rozpadu związku. 
Współczułam głównej bohaterce, a nagannego zachowania teściowej i jej syna nie mogłam znieść...

Muszę wspomnieć o tym, że bardzo mi się nie podobało, gdy Justyna musiała wynieść na strych i do piwnicy swoje ulubione kubki, książki i albumy ze zdjęciami, bo w domu nie znalazło się już dla nich miejsce. 
Ja osobiście na pewno bym się na to nie zgodziła. Nie pozwoliłabym tak potraktować swoich ukochanych powieści i prawdopodobnie na miejscu pani doktor błyskawicznie opuściłabym ten dom.

"Na litość, jakim cudem dała się tak rozczłonkować? Każda cząstka jej dotychczasowego życia została zapakowana do pudełka mniejszego lub większego i wywieziona lub wyniesiona na strych lub do piwnicy. Odstawiona w kąt, powoli pokrywała się kurzem i kazała o sobie zapomnieć." **

Jedynym sprzymierzeńcem kobiety w mieszkaniu stał się jej teść - Zbyszek. Tylko on jest dla niej miły, darzy ją zaufaniem i zrozumieniem. Mają wiele wspólnych tematów, często rozmawiają o pracy lekarki oraz o przeczytanych książkach. 
Mężczyzna widzi, że jego żona źle traktuje synową, ale się nie odzywa, ani nic nie robi, aby te relacje miedzy nimi poprawić. 
To jednak Hania rządzi w domu. Nikt się jej nie przeciwstawi.

W powieści poznajemy również życie prywatne najlepszej przyjaciółki Justyny - Moniki. W jej małżeństwie - też coś się psuje, czegoś brakuje; miłość, szczerość, namiętność i pożądanie przesuwa się na drugi, a nawet trzeci plan. 

"Miłość raz jeszcze?" - to lektura, która zarówno ostrzega jak i doradza. Ukazuje nam blaski i cienie wspólnego życia. Tych drugich jest tutaj zdecydowanie więcej.
Powieść jest ciekawym pomysłem przedstawienia czytelnikowi relacji jakie łączą młodych małżonków z ich teściami. Nowożeńcy, którzy znaleźli się w "ekstremalnych" warunkach - musząc mieszkać z rodzicami pod jednym dachem. Poznawanie siebie w chwili, gdy cały czas między nimi jest zaborczy rodzic - jest raczej niemożliwe...  Połączenie skrajnie różnych osobowości i pokoleń - to nie może wróżyć niczego dobrego.
Autorka przypomina nam również o rutynie, która może ujawnić się po kilkunastu latach małżeństwa.
Nadopiekuńczość, brak zrozumienia, problemy w komunikacji, obawa przed odrzuceniem, samotnością, poszukiwanie zrozumienia, atrakcyjności, a także zdrada - to i wiele więcej znajdziecie w najnowszej książce Joanny Kruszewskiej - po którą według mnie powinny sięgnąć wszystkie kobiety, zarówno te przed jak i po zawarciu związku małżeńskiego. A przede wszystkim - teściowe i matki.
Mężczyzn ta książka też mogłaby zaciekawić. 
Polecam! 
Czyta się bardzo szybko.

* informacja pochodzi z okładki książki "Miłość raz jeszcze?" Joanna Kruszewska.
** cytat pochodzi z książki "Miłość raz jeszcze?" Joanna Kruszewska, strona 361.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Replika
Wyzwania:
"Pod hasłem"
Czytam opasłe tomiska
POLACY NIE GĘSI III


  Przypominam  o trwającym 3 etapie konkursu półrocznego (do 10.11.14, do godz. 23:59) ,
Zapraszam do udziału! 
http://zycnadalzpasja.blogspot.com/2014/09/ii-etap-konkursu-porocznego.html

czwartek, 6 listopada 2014

Usłyszane, przekazane... ("Plotka" Beth Gutcheon)

"Plotka"
Autor: Beth Gutcheon
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 17 września 2014
Liczba stron: 336
Moja ocena: 5,5/10

Beth Gutcheon - pochodzi z zachodniej Pensylwanii. Studiowała literaturę angielską na Uniwersytecie Harvarda. Mieszka w Nowym Jorku. Jest autorką dziewięciu powieści, z których trzy, "Still Missing, "More Than You Know" i " Leeway Cottage"- stały się międzynarodowymi bestsellerami. Pisze także scenariusze filmowe. Jej książki zostały przetłumaczone na czternaście języków. *

Czytając opis oraz widząc okładkę i tytuł książki Beth Gutcheon - liczyłam, że w powieści pojawi się  duży skandal wywołany przez niewinną tytułową plotę - która jest przekazywana z ust do ust. Znajomym znajomych... do czasu aż wpada w ucho osoby, która nie powinna usłyszeć przekazywanej informacji. A doprowadza do tego, że w bardzo złym świetle przestawi postać o której była mowa... 
Wiem jestem okropna, ale lubię takie książki pełne intryg i ploteczek, gdzie bohaterowie borykają się z jej piętnem i muszą zmierzyć się z takimi epizodami we własnym życiu. Interesuje mnie ich zachowanie w takim momencie, oczywiście z psychologicznego punktu widzenia. 
Choć osobiście nie znoszę żadnego rodzaju intryg i plotek (a mawia się, że w plotce zawsze jest trochę prawdy).
Ale wracając do powieści pani Gutcheon: nasuwa się pytanie czy w pełni spełniła moje "plotkarskie" oczekiwania?  Na to pytanie odpowiem Wam za chwilę.

W lekturze pojawiają się trzy kobiety. Lovia French oraz przyjaźniące się z nią: dziennikarka - Dina oraz Avis - zachwycona światem sztuki. Obie lubią Lovię, ale za sobą nie przepadają i wolą schodzić sobie z drogi.
Całą historię w narracji pierwszoosobowej opisuję nam pani French. Dzięki jej wspomnieniom cofamy się do ich lat szkolnych, do pierwszych spotkań i rozmów. Dowiadujemy się wszystkiego o rodzącej się przyjaźni. 
Jest ukazana droga naszej głównej bohaterki do zdobycia zawodu oraz do spełniania marzeń, czyli prowadzenia butiku na Manhattanie. O własnym osobistym życiu Lovia wspomina niewiele. Bardziej zwraca uwagę na to co dzieje się obok niej. Szczególną wagę przywiązuje do sklepu w którym sprzedaje. Jesteśmy zasypani informacjami o materiałach, sukniach,  kolorach, które są na topie. Jak dla mnie trochę za dużo modowych akcentów. Przyznaję, że niekiedy nawet się nudziłam, wolałabym aby większy nacisk skierowano na życie naszych bohaterek.
Wszystko opisuje tylko jedna z pań, czyli nie ma tutaj wszechwiedzącego narratora. Jedna przyjaciółka nie może wiedzieć wszystkiego, co dzieje się w domach jej znajomych. Dlatego też początkowo zabrakło mi w tej powieści emocji, nie byłam w stanie ich odczuć.

Według mojej oceny podzieliłabym tę powieść na 3 części. W pierwszej z niecierpliwością czekałam na jakąś mocną plotkę, która zacznie się rozprzestrzeniać wśród bohaterów. Niestety nic, aż tak "gorszącego" się nie pojawiało więc przekładałam nadal - stronę za stronę - myśląc że już chyba nic się nie wydarzy. Czułam nawet rozczarowanie i znużenie. 
Ale w trzeciej części zaczęło się coś dziać. Dwójkę dorosłych dzieci Diny i Avis połączyła miłość. Tym samym mogłam zaobserwować i podziwiać zachowanie mamusiek pełne zazdrości i wyrachowanych gierek.  Każda z nich robiła wszystko, aby młodzi zakochani to właśnie każdą z nich z osobna obdarzyły większą sympatią. Każda z  nich chce być lepszą mamą i teściową. Każda chce dołożyć wszelkich starań do organizacji ślubu. Rywalizacja między kobietami, która toczy się  niby z ukrycia - jak dla mnie pierwsza klasa. W tej części dopiero zauważyłam relacje jakie łączą bohaterów, pojawiło się dużo przeżyć, które dotknęły ich wszystkich, ale również ja je poczułam. Nie zabraknie wzruszeń, uśmiechu i smutku. 

Stwierdzam, że dla tej części warto było przeczytać tę powieść. To z nią oraz zaskakującym i niesamowicie mocnym zakończeniem, którego w ogóle się nie spodziewałam będę kojarzyć książkę Beth Gutcheon. 
Tutaj odnalazłam walory i nie zabrakło też tytułowej plotki. Może nie w takiej mierze się jej spodziewałam (nawet wątpiłam, czy w ogóle się pojawi) - ale jednak pokazała swoje prawdziwe, "złe" oblicze, niszcząc to co najważniejsze w życiu człowieka.

W książce wyłapałam i zaznaczyłam sobie kilka cytatów, które można uznać za prawdy życiowe. Niektóre skłaniające do przemyśleń - choćby ten: 

" - No wiesz. Czasem trzeba wziąć ślub, żeby skończyć jakiś związek. Żeby udowodnić sobie, że to się nie uda, niezależnie od tego, co zrobisz.  A czasem trzeba się rozstać, aby uświadomić sobie, że nie możecie bez siebie żyć."**
I pocieszające - choćby ten: 
" Żyjemy w ogromnym, złym i niebezpiecznym świecie, ale jeśli możemy poczuć, że dzięki szczęśliwemu przypadkowi znajdujemy się wewnątrz bezpiecznej misternie tkanej sieci to prawdziwe błogosławieństwo."**
"Plotka" to lektura pełna dobrych manier, konwenansów, gdzie świat sztuki i mody staje na pierwszym miejscu.  Gdzie na pierwszy rzut oka życie bohaterów wydaje się ułożone i grzeczne - a jednak w rzeczywistości tak nie jest. Niektórzy nie chcą tak żyć, potrzebują odmiany, choć nie zawsze zgodnej z własnym sumieniem.... Dlatego później pojawiają tajemnice i skrzętne ich ukrywanie. Dzięki książce Beth Gutcheon macie okazję dowiedzieć się co może się stać, gdy jednak bliscy poznają te sekrety...

* informacja pochodzi z okładki książki "Plotka" Beth Gutcheon
** cytaty pochodzą z książki "Plotka" Beth Gutcheon, kolejno strony 303, 156.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję
 
Wydawnictwu MUZA SA