czwartek, 26 lutego 2015

Urodzinowy konkurs!!!

W lutym blog Żyć nadal z pasją obchodził swoje pierwsze urodziny.
Jeszcze raz Dziękuję wszystkim za życzenia, oby się spełniły! :)

Teraz czas najwyższy na obiecany konkurs, który organizuję 


ZASADY UDZIAŁU W KONKURSIE:

1. Należy być obserwatorem mojego bloga i / lub polubić ŻYĆ NADAL Z PASJĄ na facebooku.

2. Należy w widocznym miejscu umieścić podlinkowany baner konkursowy na swoim blogu 
/ google +; a jeśli nie posiadacie bloga to na swoim profilu na facebooku.

3. Należy dokończyć zdanie : Żyć nadal z pasją...

Maksymalna liczba słów nie może przekraczać 25

Można się zgłaszać do konkursu w komentarzu na blogu lub 
na fanpage'u ŻYĆ NADAL Z PASJĄ (pod "przypiętym" postem)!

4. Każdy uczestnik może się zgłosić do konkursu tylko raz.
5. Proszę podać swój adres e-mail. 

6. Konkurs trwa od 26.02.2015 r. do 12.03.2015 r. do godz. 23:59.

7. W konkursie wygrywa jedna osoba. 
Nagrodą jest książka "Tam, gdzie rodzi się miłość" Edyty Świętek
8. Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo Replika .
9. Wyniki konkursu pojawią się najpóźniej do 5 dni od momentu zakończenia konkursu.
10. Na dane do wysyłki laureata konkursu będę czekać 2 dni od momentu ogłoszenia wyników.
11. Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.
12. Można polubić profil Wydawnictwa Replika na facebooku.
13. Zastrzegam możliwość odwołania konkursu ze względu na małą ilość zgłoszeń.

Przykładowy wzór zgłoszenia: 
Zgłaszam się
Obserwuję jako... /lub Lubię na fb jako...
Baner znajduje się: (proszę podać namiary )
Odpowiedź na pytanie konkursowe:
E-mail:

Wszystkim życzę powodzenia!

Wyniki VI etapu konkursu

Czas ogłosić wyniki ostatniego - szóstego etapu konkursu półrocznego.
Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy wytrwale brali w nim udział.
Niestety zainteresowanie konkursem nie było zbyt duże...

Ale nie będę już przedłużać....

bo na pewno jesteście bardzo ciekawi, kto zwyciężył....

......
......
......





Wlodek Piasecki 

Gratuluję! Za chwilę będę pisać maila :)

A za moment wystartuje obiecany nowy konkurs - urodzinowy! 

Zapraszam do udziału!

poniedziałek, 23 lutego 2015

"Uchylam się od odpowiedzi"** ("Kasacja" Remigiusz Mróz)


"Kasacja"
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Darta wydania: 18 luty 2015
Liczba stron: 496
Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem

Remigiusz Mróz (ur. 1987) jest doktorantem w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego raz autorem kilku publikacji naukowych. "Wieża milczenia" stanowi jego debiut literacki. Na dorobek autora składają się ponadto niepublikowane dotychczas powieści historyczne, science-fiction i polityczne. *

Do tej pory niestety nie miałam okazji przeczytać żadnej książki Remigiusza Mroza choć wiele bardzo pochlebnych recenzji poprzednich Jego książek, które napotkałam w internecie skutecznie mnie namawiały do tego, aby to wreszcie zmienić i poznać pióro autora. Zdecydowałam się na ten krok, gdy tylko ujrzałam w zapowiedziach Wydawnictwa Czwarta Strona książkę „Kasacja”. Thriller to przecież gatunek, który uwielbiam i to on najczęściej „umila” mój czas wolny. Choć najnowsza powieść pana Remigiusza różni się od standardowego thrillera, który zazwyczaj czytam, bo „Kasacja” to thriller prawniczy. Muszę się przyznać, że to nowość w moich czytelniczych wędrówkach - dlatego sięgając po tę książkę byłam bardzo jej ciekawa, ale pojawiło się też troszkę obaw, czy będę potrafiła się odnaleźć we wszystkich ustawach, przepisach, a także na salach sądowych na których zapewne znajdą się bohaterowie książki. Pojawiło się pytanie „Czy wiedza teoretyczna w starciu z moim brakiem (prawie całkowitym) znajomości treści kodeksów nie rozłoży mnie na łopatki…?”

Jednak już po przeczytaniu kilku kartek „Kasacji” wsiąkłam na dobre w prawniczy światek. Moje wcześniejsze małe strachy rozwiały się w mgnieniu oka. Trudno było mi się oderwać od lektury. A po przeczytaniu pierwszych stu stron (w momencie, gdy musiałam na kilka chwil rozstać się z powieścią)  na usta cisnęło mi się słowo „Wow”!

Wszystko zaczęło się w momencie, gdy wspólnie z Kordianem Oryńskim przekroczyłam próg znanej kancelarii „Żelazny & McVay”. To był pierwszy dzień w pracy młodego aplikanta. W chwili, gdy dowiedział się od poznanej przypadkowo kobiety, że już czeka na niego „talon na ku**ę i balon”** i powinien się po niego bezpośrednio zgłosić w recepcji – mężczyzna poczuł, że łatwo nie będzie... Sama podobnie jak on byłam bardzo ciekawa, co to za zwyczaje z tym talonem. A może to żart?
Nie chcąc odbierać Wam przyjemności poznania walorów tego świstka nie będę zdradzać nic więcej na ten temat.

Miejsce pracy jakie przydzieli „Nowemu” to noroobora, czyli jedna wielka sala dla wszystkich stażystów oraz praktykantów i jak się okazuje również dla niego. A chłopak przypuszczał, a nawet był pewny, że otrzyma własny pokój.
A atrakcyjna kobieta, z ciętym językiem,  która udzieliła mu tej „dobrej” rady dotyczącej talonu to Joanna Chyłka. Okazało się, że została jego patronką i to z nią będzie od teraz współpracował.

Czas przedstawić ten nietypowy duet prawników.
Ona: Joanna to weteranka kancelaryjnego życia, zawzięta i odważna. Bije od niej niesamowita pewność siebie. Sprawia wrażenie,  że nic nie jest w stanie ją już zdziwić, a tym bardziej złamać. Lubi życie w biegu. Nie dla niej diety, bezpieczne „kobiece” samochody, ograniczenia prędkości i delikatne rytmy. Ona woli mięcho, swoje szybkie autko "iks piątkę" i ostre muzyczne brzmienie.
On: Kordian to nowicjusz w korporacji, ma dużą wiedzę teoretyczną i małe doświadczenie praktyczne. Początkowo odczuwa duży lęk przed spotkaniem w zakładzie karnym z oskarżonym, którego mają bronić. Nie dla niego ociekające w tłuszczu wyroby mięsne, samochody i zawrotna prędkość. On woli łososia, tramwaj i hip-hopowe kawałki.

Dwie tak skrajne osobowości, które polubiłam od pierwszej chwili. Ludzie, którzy muszą się dopiero dotrzeć, porozumieć, ale te procesy poznawcze w ich przypadku muszą zachodzić w ekspresowym tempie, bo czas ich nieustannie goni - zmuszając do szybkiego działania i zbierania dowodów w sprawie, którą obecnie prowadzą… Terminy w sądach są przecież nieubłagane.

Chyłka i Oryński vel Zordon mają bronić Langera syna znanego i bogatego biznesmena. Jest on oskarżony o zabicie kobiety i mężczyzny. Brutalnie pobite ofiary zostały znalezione w jego mieszkaniu. Potencjalny oprawca prawdopodobnie spędził z ciałami zmasakrowanych ofiar aż dziesięć dni w jednym lokalu... Po odkryciu tej tragedii pojawia się wiele pytań, niejasności, a zarazem sprzeczności.
A wszystko komplikuje się jeszcze bardziej w momencie, gdy Piotr L. nie chce zaprzeczyć ani też potwierdzić, że ich zamordował.

Autor stworzył powieść, która otwarła mnie na thriller prawniczy. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie i nie zaprzeczam, że nie spodziewałam się że ta książka może być aż tak dobra, a nawet bardzo dobra. Podczas czytania nie nudziłam się nawet przez sekundę. Nie przeszkadzało mi pojawienie się kilku zwrotów z żargonu prawniczego, ani uczestnictwo w rozprawach sądowych. Świat prawników przekonał mnie do siebie i chętnie kiedyś znajdę się w nim ponownie. Oczywiście tylko z bohaterami na kartkach powieści, a najchętniej to kolejny raz wspólnie z fenomenalnym duetem, czyli Chyłką i Zordonem, gdy przydzielą im nowe zadanie - liczę po cichu, że tak się właśnie stanie.

W powieści nie brakuje orzeczeń sądowych oraz tytułowej „kasacji”, ale najlepsze jest dla mnie to, że główni bohaterowie nie grzeją stołków, zasypani papierami – jakby mogło się początkowo wydawać. Oni są cały czas w ruchu narażając się tym samym na wielkie niebezpieczeństwo. Zrobią wszystko, aby poznać prawdę. Nieraz im się oberwie. Poleje się nawet krew.

Intryga oraz postacie (również te z drugiego planu) przestawione przez Mroza są dopracowane w każdym szczególe. Wszystko jest dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Początek powieści wciąga od pierwszych stron, środek nie zwalania tempa, a zakończenie zaskakuje. 
To wszystko sprawia, że historia zawarta w „Kasacji” staje się dla czytelnika (dla mnie na pewno) realnym, pełnym obrazem o którym trudno będzie zapomnieć. 
A książka już znalazła się na mojej „górnej półce”!

Jedna, bardzo skomplikowana sprawa z wieloma niewiadomymi oraz dwójka charakterystycznych osób zupełnie różnych od siebie - po zsumowaniu gwarantuje czytelnikom znakomicie spędzony czas, pełen skrajnych emocji i wrażeń!

Polecam!

* informacja zaczerpnięta z http://lubimyczytac.pl/
** cytaty pochodzą z książki "Kasacja" Remigiusz Mróz, strony 442, 16.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 

Wyzwania:
Grunt to okładka
POLACY NIE GĘSI III




środa, 18 lutego 2015

"Butik na Astor Place" Stephanie Lehmann - recenzja premierowa


"Butik na Astor Place"
Autor: Stephanie Lehmann
Wydawnictwo: Muza SA
Premiera: 18 luty 2015
Liczba stron: 480
Moja ocena: 8/10, czyli rewelacyjna

Stephanie Lehmann otrzymała stopień B.A. na Uniwersytecie w Berkeley oraz tytuł magistra filologii angielskiej na Uniwersytecie Nowojorskim.
Uczyła pisania powieści w serwisach internetowych Mediabistro i Salon.com, które publikowały jej teksty. Mieszka w Nowym Jorku. *


Do zapoznania się z książką "Butik na Astor Place” przekonał mnie opis wydawcy, a dokładnie to historia dwóch kobiet żyjących w różnych epokach. W powieści pojawia się element, który je ze sobą łączy. Takie książki zawsze mnie do siebie przyciągają. Jeśli są dobrze i z pomysłem skonstruowane to zdobywają moje serce i nawet planuję kiedyś do nich wrócić. Do tej pory udało się to dwóm takim lekturom z podobnym motywem w treści. 
Sięgając po "Butik na Astor Place" zastanawiam się - mając wielką nadzieję, że dołączy ona do tego duetu.
Czy "Butik na Astor Place” spełnił wymagania, które przed nim postawiłam
To Wam zdradę za chwilę.

Dwie kobiety Amanda i Olive. Różne, a zarazem bardzo podobne do siebie. Pierwsza żyje w teraźniejszości, a dokładnie w roku 2007. Mamy możliwość zapoznać się z 5 dniami z jej codzienności. W pierwszym z nich - w kufrze z ubraniami, które odkupuje od schorowanej starszej kobiety odnajduje dziennik nijakiej Olive Westcott, która pisała go w latach 1907 -1908. Amanda Rosebloom po przeczytaniu kilku zdań jest tak zafascynowana historią kobiety żyjącej sto lat temu, że postanawia po kryjomu wynieść pamiętnik wraz z zakupionymi ubraniami (a potem go zwrócić). Nie osądzam jej zachowania. Pewnie na jej miejscu postąpiłabym podobnie do niej - choć wiadomo, że nie powinno się czytać cudzych intymnych zapisków. Ale ciekawość przeważnie w takich momentach bierze górę nad rozsądkiem.
Ma tylko kilka minut, a może sekund na podjęcie decyzji póki właścicielka ubrań nie patrzy…
Po chwili odnaleziony dziennik jest już w torebce Amandy.

W tym momencie zaczyna się pasjonująca opowieść o obu paniach . Kobietach z krwi i kości, podobnych do nas - tylko funkcjonujących w innych realiach, które to dyktują jak mają żyć. Historie prowadzone są naprzemiennie w narracji pierwszoosobowej każdej z nich. Możemy też przeczytać krótkie fragmenty dziennika.
Przyznaję, że to los Olive bardziej mnie zainteresował. Mogłam zobaczyć jak żyły i radziły sobie kobiety kilkanaście lat temu…. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy i nie doceniamy uroków naszej teraźniejszości, wygód i praw jakie my kobiety mam w obecnych czasach. To co udało się nam wywalczyć, zmieniając obraz i poglądy na nasz temat. 
To jest zapewne nasz mały sukces.

Ta książka dokładnie nam to wskazuje, nie zatajając żadnych dyskretnych tematów dotyczących płci pięknej. Możemy zobaczyć , że wtedy kobiety należące do lepszej klasy społecznej nie mogły pracować chyba, że tak Olive prosząc i w pewnym stopniu zastraszając swojego ojca - otrzymała etat, ale był to raczej wolontariat, bo to była praca bez wynagrodzenia... 
Samotne panie nie mogły wynajmować i przebywać w pokojach hoteli.
Książek dotyczących tematów tabu, czyli między innymi seksu – też panny z dobrych domów nie mogły czytać. W ogóle nie poruszano takich tematów w ich obecności. Ta niewiedza sprawiała, że młode dziewczyny wstydziły się własnego ciała, własnych potrzeb. Stawały się zakompleksione. Nie wiedziały, co jest normalnym zachowaniem, a co też nie. 
Książki dotyczące zakazanych zagadnień czytały tylko wtedy,  gdy udało się im w tajemnicy je zdobyć.
A wiadomości w nich zawarte też mają wiele do życzenia, nie były sprecyzowane i dokładne tak jak na przykład pojawiające się sprzeczności dotyczące kwestii dotyczących dni  płodnych oraz zabezpieczeń przed niechcianą ciążą.

Traumatyczne wydarzenie w pewnym momencie jednak zmusza Olive do poszukiwania pracy - za minimalne wynagrodzenie, które przysługiwało wtedy kobietom z niższych klas społecznych. Dziewczyna walczy o swoje, nie podaje się. Ma w sobie ogromne pokłady odwagi, pomimo tego że los jej nie szczędzi. Marzy o tym, aby życie kobiet się kiedyś zmieniło…


"Kto wymyślił zasady postępowania dla mężczyzn i kobiet? Bóg?
Ta sama niesprawiedliwa reguła sprawia, że mężczyźni mogą palić w restauracjach,
wynajmować pokoje w hotelach, nie narażając swojej reputacji na szwank,
dostawać lepiej płatne prace i cieszyć się prawem głosu!
Nie sądzę, aby Bóg miał coś wspólnego z paleniem w restauracjach, raczej stoją za tym mężczyźni.
Ustanowili takie zasady, bo są dla nich korzystne.
Dlaczego mam żyć według reguł, które moim kosztem przynoszą korzyść ich twórcom?"**

Amanda jest już czterdziestoletnią kobietą – zakochaną w strojach vintage, które kupuje od osób, które już ich nie potrzebują, a potem je sprzedaje. Jej pasja jest jej pracą. Jej mały butik w Nowym Jorku to jest jej miejsce na ziemi. I to jest piękne! Najbardziej gustowne elementy garderoby, które uda się zdobyć zostawia dla siebie. Ale w pewnym stopniu jest sfrustrowaną i rozczarowaną kobietą. Nie może spać w nocy… Jej życie osobiste nie jest unormowane. Jej marzenia i plany związane z jednym mężczyzną z którym wiązała nadzieje, czekając na jego krok kilkanaście lat - coraz bardziej się oddalają. Teraz dopiero dociera do niej, że to się chyba nigdy nie zmieni, a jej szansę na posiadanie dziecka zmniejszają się z każdym rokiem, miesiącem, tygodniem… 
Na jej drodze pojawią się też problemy lokalowe…

Książka Stephanie Lehmann niesie w sobie urok kobiecości, czyli jej wielką siłę, a także delikatność - odkrywaną na przestrzeni lat. Nie zabraknie też mody, szyku i elegancji, która dopełnia całość.
Nie martwcie się autorka nie zasypie Was długimi opisami dotyczącymi garderoby tak jakby można było przypuszczać odnajdując w tytule słowo „butik”. Informacji na ten temat jest garstka. Odrobina, która rozświetla każdy dzień bohaterek, a także  całą powieść.

Na końcu książki znajduje się kilkustronicowy, ciekawy wywiad z autorką – w którym opisuje jak powstał pomysł na tę powieść i na czym najbardziej jej zależało pisząc "Butik na Astor Place".

Niektórzy z czytelników zapewne  powiedzą, że ta powieść nie wnosi niczego nowego – przecież wiadomo, że świat cały czas pnie do przodu i ciągle się zmienia. Zdobywamy coraz większą wiedzę, która ułatwia nam życia. A żywot kobiet się poprawił przez te dziesiątki lat.
Ci co tak pomyślą będą mieć oczywiście rację. Ale bez takich powieści, które ukazują życie kobiet w różnych stuleciach oraz głębi ich emocji, pasji, przyjaźni, zauroczeń, cierpliwości, wytrwałości w dążeniu do celu, a także strat i wielkich nadziei nie mielibyśmy możliwości ujrzeć, zrozumieć i przemyśleć tych wszystkich zachodzących zmian o których na co dzień się zapomina… Czytając takie lektury jak "Butik na Astor Place" Stephanie Lehmann możemy się na chwilę zatrzymać w tym naszym szybkim życiu i znaleźć czas na refleksję dotyczącą bohaterek, ale również nas samych i przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy teraz szczęśliwe, spełnione, czy marzenia udało się zrealizować... 
A może jednak warto zaryzykować i zmienić coś w naszym życiu…

Mnie powieść Stephanie Lehmann pochłonęła na kilka godzin, a teraz jej wartości (które są w niej zawarte) krążą w moich myślach…
To chyba wystarczy, aby przekonać Was do zapoznania się z "Butikiem na Astor Place".
Powiem tylko, że warto przeczytać tę powieść!

Kobietom na pewno się spodoba.

* informacja pochodzi z okładki książki "Butik na Astor Place" Stephanie Lehmann 
** cytat pochodzi z książki "Butik na Astor Place" Stephanie Lehmann, strona 330.



 Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu MUZA 
Wyzwanie:  
Grunt to okładka

poniedziałek, 16 lutego 2015

Ktoś na mnie patrzy? ("Szczęścia też chodzą parami" Anna Bialer)


"Szczęścia też chodzą parami"
Autor: Anna Bialer
Wydawnictwo: Muza SA
Data wydania: 26 listopada 2014
Liczba stron: 448
Moja ocena: 6,5/10, czyli dobra z plusem


Anna Bialer - rocznik 1954, redaktorka i tłumaczka, od zawsze zajmuje się literaturą, zarówno prywatnie jak i zawodowo. Pracowała w redakcji przekładów wydawnictwa Nasza Księgarnia, przez kilka lat prowadziła zajęcia z literatury starowęgierskiej na Uniwersytecie Warszawskim, była trenerką w firmie szkoleniowej. *

Patrząc na okładkę książki „Szczęścia też chodzą parami” Anny Bialer wydawało mi się, że będę miała do czynienia z typową książką obyczajową. Widząc słowo „szczęścia” w tytule i uśmiech pani ze zdjęcia spodziewałam się dużej dawki optymizmu bijącej z tej powieści.
A jednak nie do końca to moje pierwsze wrażenie się sprawdziło, ale o tym za chwilę.

Marię – główną bohaterkę książki poznajemy w momencie, gdy ma zamiar zacząć wszystko od nowa, a przede wszystkim decyduje się na życie w pojedynkę (jest po rozwodzie) chcąc zakończyć romans z żonatym facetem i wprowadzając się do nowego mieszkania. Jedyne czego nie chce zmieniać to miejsca pracy.
Przetrwać trudne chwile pomagają jej przyjaciółki, na które zawsze może liczyć oraz literatura. Często korzysta z rad „Strofy” – głosu (rozsądku?) z którym czasem wdaje się w dyskusję.
Z mamą najczęściej rozmawia telefonicznie. Kontakt z dorosłymi dziećmi ma sporadyczny.

Kobieta ma wielką nadzieję, że od teraz wszystko w jej życiu osobistym będzie się układać. Nie chce się wiązać z żadnym nowym mężczyzną, ale zmienia zdanie słysząc opowieści swoich koleżanek o ich miłosnych podbojach. Decyduje się w tajemnicy przed wszystkimi założyć konto na portalu randkowym.

W tym czasie, ktoś zaczyna ją straszyć powołując się w liścikach – wierszykach, telefonach czy mailach na imiona jej kotów. Ktoś też wchodzi do jej mieszkania podczas jej nieobecności i zostawia zgniłe kwiaty.
Policja bagatelizuje tę sprawę. Sama poszkodowana też nie jest pewna, czy zamknęła drzwi na klucz, ta nieostrożność (a dokładnie to jej przyzwyczajenie) często się jej zdarza… Pojawia się pytanie, czy dręczyciel szybko się znudzi, czy jednak tak łatwo nie odpuści i będzie coraz bardziej uporczywy.

Przyznaję powieść mi się spodobała, bo jak zapewne wiecie wszelakie niebezpieczeństwa, które czyhają na bohaterów książek - to jest to co ja lubię najbardziej dlatego miło mnie zaskoczył wątek związany z prześladowcą (którego przypominam nie spodziewałam się sięgając po tę książkę). A jak widać „ten zły” o naszej głównej bohaterce wie naprawdę wiele …
Całą zaistniałą sytuację poznajemy z punktu widzenia Marii, bo w książce została wprowadzona narracja pierwszoosobowa. Myśli kobiety, jej nadzieje, rozterki, plany, radości i poziom strachu, który narasta z każdym nowym „śladem” obecności wroga - to wszystko, co mamy możliwość usłyszeć i zobaczyć...

" Uciekaj myszko do dziury
bo ciebie złapie kot bury,
a jak cię złapie kot bury,
      to cię obedrze ze skóry. " **

Da się odczuć, że kobieta początkowo nie bierze na poważnie tego zagrożenia. Zmienia zdanie dopiero w momencie, gdy prześladowca zainteresował się również jej córką i mamą…
Wtedy decyduje się działać i do gry wkracza charyzmatyczna pani detektyw…

Ja na miejscu Marii - zapewne już po otrzymaniu pierwszej takiej złowrogiej wiadomości bardzo bym się przestraszyła oraz zadbałabym o zachowanie większych środków ostrożności. A i na miejscu kobiety nie zwlekałabym z wynajęciem detektywa ani minuty, a nawet sekundy dłużej…
A pani trener jest niekiedy troszkę za bardzo roztargniona (nie pamięta, czy zamknęła drzwi na klucz, nie przeszukała mieszkania po wizycie nieproszonego gościa). Ma problemy z podejmowaniem decyzji – tak jest również w sprawach sercowych, ale poza tym sprawia wrażenie sympatycznej osóbki dlatego sama byłam bardzo ciekawa komu mogła tak bardzo „zajść za skórę” - dlatego przekładałam kartkę za kartką, aby się tego jak najszybciej dowiedzieć.
Anna Bialer zadbała o to, aby w powieści działo się naprawdę dużo.
Wprowadziła do powieści kilka wątków, charakterystyczne prostacie, zagmatwania miłosne, tajemnice z przeszłości, gnębiciela i doprawiła to wszystko szczyptą dowcipu.
Kilka fragmentów, a przede wszystkie przemyślenia głównej bohaterki są czasami zbyt długie, rozwleczone i dlatego mogą stać się dla czytelnika troszkę nużące.
Nie dziwię się pani detektyw, że miała trudny orzech do zgryzienia – gdy Maria zaczęła podawać listę potencjalnych osób z jej otoczenia, które mogą mieć coś wspólnego ze straszeniem jej – sama się w pewnym momencie pogubiłam - tak dużo ludzi się pojawiło na horyzoncie… Nawet duch bliskiej osoby...

Muszę przyznać że zagrożenie czające się na bohaterki jest wielkie - jednak nie zauważyłam u nich zbyt dużego przerażenia. 
To właśnie pojawienie się niebezpiecznego wroga przyczyniło się do odkrycia kilku faktów z przeszłości bohaterów, sekretów rodzinnych oraz wyjaśnienia nieporozumień, niejasności i zaciśnięcia więzi - a to wszystko sprawia, że debiut Anny Bialer „Szczęścia też chodzą parami” stał się ciekawą lekturą z którą warto spędzić wolny czas.

Polecam.

* informacja pochodzi z okładki książki "Szczęścia też chodzą parami" Anna Bialer
** cytat pochodzi z książki "Szczęścia też chodzą parami" Anna Bialer, strona 91


 Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu MUZA SA







Wyzwania: 
POLACY NIE GĘSI III 
Grunt to okładka
"Pod hasłem" 


Ps. Dziękuję bardzo wszystkim za piękne życzenia umieszczone w poprzednim poście!  :*
Jesteście wspaniali! :)
Wkrótce odpowiem na każdy komentarz z osobna.

sobota, 7 lutego 2015

Pierwsze urodziny bloga!!!

Dzisiaj jest 7 luty 2015 r.
Dokładnie rok temu (podczas bezsennej nocy z 6 na 7 lutego 2014 roku - nazajutrz czekał mnie bardzo stresujący dzień )  po części pod wpływem impulsu, po części za sprawą wcześniejszego namawiania mnie przez zaprzyjaźnione blogerki - założyłam bloga o nazwie "Żyć nadal z pasją".
Nie miałam wtedy żadnych planów związanych z jego wyglądem, formą...
Wiedziałam tylko, że chcę spróbować pisać o swojej WIELKIEJ PASJI ( którą są książki) i się z Wami nią dzielić.
Oczywiści pojawiły się obawy i pytania, czy dam radę...
(ale przecież jak się nie uda, to zawsze mogę zrezygnować).
Jak widać, warto było jednak zaryzykować.
Cieszę się, że zdecydowałam się na ten krok.


Wasza obecność tutaj, Wasze komentarze, miłe słowa, dyskusje w które się wdajemy... to jest dla mnie najważniejsze i znaczy dla mnie naprawdę bardzo, bardzo, bardzo wiele.
Ogromnie mi miło, że Was poznałam dzięki temu blogowi!

Pisanie i czytanie to jest to, co KOCHAM i bez tego nie wyobrażam sobie teraz mojego życia....
Nawet, gdy są dni podczas których nie pojawiają się na blogu nowe recenzje - to ja i tak wtedy piszę..
czy to fragmenty opowiadań, czy rymowanek, czy też jeszcze coś innego...
Chyba nie ma dnia bez pisania; a przyznaję że czasem zdarzają się dni bez czytania książki :)

W tym roku udało mi się przeprowadzić jeden wywiad z Autorką i pojawiły się dwa posty z moimi opowiadaniami kryminalnymi ("Zaburzone losy" i "Pożegnanie na śniegu")
Na pewno wkrótce pojawią się nowości.

Poza recenzjami, na blogu pojawia się także cykl "#Z zapowiedzi", czyli najbliższe premiery wydawnicze
oraz od czasu prezentuję Wam moje stosiki książek - nowości które zagościły w moim domu.

Podczas tego roku nawiązałam kilka współprac z wydawnictwami (są to współprace stałe, a także jednorazowe) oraz z Autorami (wszystko znajdziecie w zakładce Kontakt / Współpraca
Ogromnie dziękuję wszystkim za okazane mi zaufanie!!!

Często wybieram się do trzech moich ulubionych bibliotek z których przynoszę do domu zazwyczaj po cztery nowe książki.

Moje recenzje są przede wszystkim szczere - jest w nich opisane wszystko to, co mi się w książce spodobało, ale także to co "trochę" mniej...

Jeszcze raz dziękuję wszystkim komentującym moje posty!
A chcąc wyróżnić najczęściej komentujących 
- zmieniłam funkcję z "Miesięczni TOP komentatorzy" na 
"Roczni TOP komentatorzy".
Chciałam podziękować wszystkim, a przede wszystkim liderce, czyli CYRYSI ,
która zagląda na mojego bloga od samego początku  :* :* :*
Dziękuję!!!
Dziękuję 162 obserwatorom bloga i 784 osobom lubiącym fanpage bloga.
Statystyki odwiedzin (76 300) też bardzo cieszą moje oczy!!!
Dziękuję Wam za wszystko!!!

Dzisiaj nie ma nowego konkursu, ale na pewno wkrótce się pojawi "Konkurs urodzinowy".
Nagrody powinny Wam się spodobać. 
Dlatego polecam zaglądać na mojego bloga i na fanpage.

Ps 1. Dziękuję wszystkim, którzy złożyli mi dzisiaj życzenia na fanpage'u bloga!!! :* :* :*


Ps 2. Chciałam jeszcze przypomnieć o trwającym do 17.02.2015 r. konkursie >KLIK<
Zapraszam do udziału! :)

Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz Dziękuję za wszystko!

środa, 4 lutego 2015

Zapraszamy do Katowic ("Szajba na peronie 5." Marta Obuch)


"Szajba na peronie 5."
Autor: Marta Obuch
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 5 listopada 2014
Liczba stron: 268
Moja ocena: 7/10, czyli bardzo dobra


Marta Obuch - autorka komedii kryminalnych, poetka, fotograf, dziennikarka. Debiutowała w 2007 roku powieścią "Precz z brunetami!". Następnie wyszły: "Odrobina fałszerstwa", "Diabelska ewolucja", "Miłość, szkielet i spaghetti", "Łopatą do serca" (nominacja czytelniczek do nagrody Pazur na Festiwalu Literatury Kobiecej "Pióro i Pazur", Siedlce 2014). 
W przygotowaniu powieść pod roboczym tytułem: "Francuski piesek".
Pisarka skończyła szkołę wojskową, polonistykę i fotografię. Ceni sobie humor Joanny Chmielewskiej, dlatego poszła w jej ślady. Twórczość Marty Obuch znalazła wielu czytelników ze względu na lekką fabułę i postacie, które wplątują się w najrozmaitsze afery kryminalne.
Mieszka w Katowicach, gdzie pisze, a w wolnym czasie prowadzi własną firmę fotograficzną i uczy fotografii. Kocha gotować i oglądać dobre filmy. *

Od pewnego czasu niezbyt często decyduję się sięgnąć po książki z gatunku komedii. Zdarzyło się kilkakrotnie, że zamiast mnie bawić to raczej mnie nudziły, a niekiedy nawet potrafiły lekko zirytować... Jeśli już decyduję się przeczytać książkę z tego gatunku to tylko powieści autorów, których znam i którzy mnie nie zawiedli, a także niejednokrotnie już potrafili mi poprawić humor.
Do takich powieści nawet miło byłoby zajrzeć ponownie po latach.

"Szajba na peronie 5." to jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Obuch. Czytając opis wydawcy dowiedziałam się, że akcja powieści toczyć się będzie w Katowicach i to w przedwojennych Katowicach. Są to bliskie memu sercu okolice. Często przyjeżdżam do tego miasta (mieszkam nieopodal) więc na podróż  w czasie wspólnie z bohaterami powieści do tych znanych mi miejsc- nie trzeba mnie było długo namawiać. A fabuła też zapowiadała się dość interesująco. Dałam się wciągnąć w sieć komediowo - kryminalnych akcentów w stylu retro.

Znaczna cześć z nas ma większe lub mniejsze kompleksy. A kobiety, która patrząc na siebie w lusterku powiedziałaby, że wszystko jej się podoba w swoim wyglądzie - to trzeba byłoby chyba ze świecą szukać. Przeszkadza im, czy to za mały biust, czy za grube nogi, a może za dużo zmarszczek....
Główne bohaterki powieści, dwie siostry Zosia i Danka nie różnią się w tej kwestii od typowych kobiet - też cały czas narzekają na mankamenty swojego wyglądu. Według nich wystarczyłyby małe poprawki urody i byłby wtedy idealne.

Wyobraźcie sobie, że te ich marzenia się spełniają (i to bez użycia skalpela, czy odsysacza tłuszczu). Młodnieją, szczupleją, rozmiar piersi się powiększa - czyli to czego pragnęły i to w pakiecie z przeniesieniem się w czasie. A wszystko za sprawą butelki wina - rocznik 1929.
Przyznajcie, kto by nie chciał spróbować takiego magicznego trunku?
Wspaniale jest móc zobaczyć na własne oczy dawne Katowice i poczuć klimat lat dwudziestych XX wieku oraz porozmawiać z ludźmi żyjącymi w tych czasach i przy okazji czarować mężczyzn wspaniałą sylwetką.
Gorzej, gdy na miejscu okazuje się, że dużo osób nas zna i mamy niestety niezbyt ciekawą reputację. Tak jak choćby Zosia - nazywana jest teraz Czarną Zośką, jest złodziejką i szefową rabusiów. A dokładnie to cała trójka (Zosia, Danka i ich znajomy Mirek), która znalazła się w przedwojennych mieście żyła w tamtych czasach i utrzymywała się właśnie z kradzieży.
Z tego wyniknąć może tylko komiczny ciąg zdarzeń.

Przyznaję, że miło było podążać znanymi mi ulicami stolicy województwa śląskiego, widząc i odwiedzając budowle, które przetrwały do dnia dzisiejszego, ale również takie, których w teraźniejszości niestety już nie ujrzymy. Nie zabrakło również znanego i rozsławionego jakiś czas temu w mediach peronu kolejowego numer 5, którego trudno było wtedy odnaleźć.
Dla mnie ta powieść to była fascynująca podróż w czasie, wzbogacona zarówno wesołymi, a chwilami też groźnymi perypetiami bohaterów wcielonymi w postacie ich samych, ale żyjącymi w innym pokoleniu. A całość okraszona doskonałymi dialogami i gagami - kilkakrotnie wywoływała uśmiech na mej twarzy.

Stopniowo poznajemy sekrety rodzinne kobiet, które wiążą się również z odkrywaniem działalności władz zarządzających w mieście.
Spisek, intryga, złoto, amory, nocny spacer ze świnią, prośba o pokazanie ptaszka, a także tajemnicza śmierć - to tylko część tego, co Was czeka jeśli wspólnie z bohaterami wybierzecie się na "peron widmo".

Akcja powieści "Szajba na peronie 5." cały czas mknie do przodu. Marta Obuch zadbała o to, aby czytelnicy dobrze bawili się podczas czytania Jej książki i nie pozwala nikomu nudzić ani przez sekundę. Naprawdę trudno było mi oderwać się od lektury.
Autorka pisząc tę książkę korzystała z literatury opisującej Katowice, szczegółowo zagłębiając się w historii miasta - tym samym stworzyła bardziej realny obraz przeszłości.

Najnowsza powieść pani Obuch to lekka, miła lektura ze szczyptą magii i historii w tle. Dobry humor wymieszany z chwilami refleksji ( choćby dotyczącymi wygód jakie mamy teraz, a jakich brakowało kiedyś, czy też zmieniającej się mody). Barwne, nietuzinkowe, sympatyczne postacie z którymi chciałabym się zaprzyjaźnić. I Katowice - te teraźniejsze i dawne (każde z nich ma swój urok) do których Was serdecznie zapraszam, a przede wszystkim to na jedyną w swoim rodzaju"Szajbę na peronie 5."

* informacje zaczerpnięte są z okładki książki "Szajba na peronie 5." Marta Obuch


Za możliwość przeczytania książki dziękuję