niedziela, 29 czerwca 2014

Odwiedziny w domu przy plaży ("Nocny gość" Fiona McFarlane)

"Nocny gość"
Autor: Fiona McFarlane
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 11 czerwca 2014
Liczba stron: 320
Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem

Fiona McFarlane - ur. 1978 w Australii. Studiowała literaturę angielską na uniwersytecie w Sydney oraz Cambridge. Swoje teksty publikowała między innymi w "New Yorkerze". "Nocny gość" jest jej debiutancką powieścią znakomicie przyjętą przez krytyków i czytelników. Stylem i klimatem przypomina filmy Alfreda Hitchcocka.*


Fiona McFarlane w swojej debiutanckiej powieści zabiera nas do cudownego, pięknego miejsca. Domku przy plaży z którego można podziwiać wieloryby i surferów oraz słuchać szumu morza. Można pospacerować po piasku.
To w tej uroczej budowli otoczonej pięknym widokiem toczy się większość fabuły. Poznajemy jego właścicielkę, którą jest osiemdziesięcioletnia wdowa - o imieniu Ruth. Mieszka sama.
Ma dwóch synów, których widuje tylko w święta. Ma z nimi częsty kontakt telefoniczny. Dni spędza spokojnie ze swoimi kotami do czasu aż wydaje się jej, że w jej domu nocą grasuje tygrys...
Dzień później zjawia nowa bohaterka powieści. Silna, charakterna Frida. Oznajmia Ruth, że będzie jej pomagać przez kilka godzin dziennie. Przysyła ją opieka społeczna i to ona będzie płacić za jej pracę.
Od razu da się wyczuć, że kobieta ma mocną osobowość i że nie pozwala sobie "wejść na głowę". Dla tegoż pod jej wpływem życie Ruth zmienia się z dnia na dzień. Frida nie odkrywa przed nami wszystkich kart. Jest dla nas zagadką. Niewiele o sobie mówi... Wiemy tylko, że jest bardzo pracowita, ma brata taksówkarza, często zmienia kolor włosów, ma nadwagę dlatego jest bez przerwy na diecie. Za to Ruth jest gadułą opowiada dużo o sobie nowej opiekunce. O swojej młodości, pierwszej miłości i wspólnym życiu z mężem i dziećmi. Dzięki temu ma szansę przenieść się na chwilę w przeszłość. My jako czytelnicy możemy podsłuchać tych rozmów, które są niezwykle interesujące.

Okładka powieści (na marginesie wspomnę, że jest ciekawie przyozdobiona śladami tygrysich łap) oraz początek "Nocnego gościa" (poza nocnymi odwiedzinami tygrysa) wydają się sielankowe: domek, staruszka której do pomocy zostaje przydzielona opiekunka. Ale po pewnym czasie wszystko zmienia się z minuty na minutę. Wyczuwamy narastające napięcie, ale nie wiadomo z której strony uderzy. Kto lub co jest tutaj największym niebezpieczeństwem dla sympatycznej starszej pani domu? Czyha ono gdzieś w ukryciu, gdy my spędzamy dnie z obiema kobietami.
Da się zauważyć, że niekiedy pamięć Ruth szwankuje. Zapomina o pewnych rzeczach  lub nie jest ich pewna. W tych chwilach, my czytelnicy też nie jesteśmy pewni niczego do końca, bo Frida jest za bardzo tajemnicza. Od niej niczego się nie dowiemy. I właśnie najbardziej mi się podoba to, że cała lektura jest przepełnione grozą i tą niepewnością , która wydostaje się z jej kart. Przeżywamy i boimy się tego najgorszego... Aż chce się ochronić niczego nie będącą pewną, bezbronną staruszkę, która bezgranicznie ufa, wierzy w sprawiedliwość i nie chce być już samotna... Szuka przyjaźni i miłości...

Z podobnym wątkiem spotkałam się już w jednej z przeczytanej kilka miesięcy temu książce. Nie zdradzę tytułu, aby nie zepsuć Wam rozwiązania, które większość z Was może zaskoczyć. Choć przyznaję domyśliłam się co nieco znacznie wcześniej. W trakcie poznawania powieści można czytać między wierszami, ale prawie wszystkie sekrety zostaną ujawnione dopiero pod koniec książki.

Pomysł, przedstawienie i opisanie historii jest o wiele lepszy od podobnej tematycznie powieści, którą czytałam. Ale w niej zabrakło mi tego, co mogłam znaleźć w "Nocnym gościu". To on zdecydowanie "góruje" i jest doprawiony magnetyczną mocą przyciągania, której tamtej zabrakło. To tutaj piękno i urok miejsca z wdową na czele miesza się z nieprzewidywalnymi, złymi i przesyconymi strachem wydarzeniami. Zgadzam się, że "Nocny gość" "stylem i klimatem przypomina filmy Alfreda Hitchcocka"* - które uwielbiam i często do nich wracam. Z powieścią Fiony McFarlane zapewne będzie podobnie.

"Nocny gość" jest to debiut autorki, ale jeśli bym tego nie doczytała - to byłabym pewna, że to któraś z kolei powieść pani McFarlaine, bo ma ona wspaniałe, wyrobione pióro. W idealny sposób potrafi budować napięcie, opisując studium przypadku, który zmienia się pod wpływem silniejszej osobowości. Potrafiła stworzyć i opisać dwie skrajne postaci i umieścić je pod jednym dachem. Na deser dodała i opisała spotkanie w domu przy plaży: Ruth i jej dawnej miłości Richarda. Jest to spotkanie po latach, a dokładnie po pięćdziesięciu. Wzruszający powrót uczucia, które ujawnia się między nimi ze zdwojoną siłą. Jest to teraz miłość dojrzalsza, która w wieku młodzieńczym nie mogła zostać spełniona, bo na ich drodze pojawiła się przeszkoda... A czy teraz się ziści marzenie o wspólnym życiu bez żadnych kłód rozrzuconych na ich wspólnej drodze?

Jak widzicie autorka zaserwowała nam wspaniały spektakl z całą gamą emocji, grozy, zaskoczeń, niewiadomych, pułapek umysłu, granic zaufania, pierwszych miłości z bohaterami, których polubimy lub znienawidzimy. A wszystko to będzie się działo w uroczej scenerii Australii, w której chciałabym spędzić wakacje.

Jeśli pierwsza powieść pisarki jest tak bardzo dobra; zaskakuje, wciągając od pierwszej i nie odpuszczając aż do ostatniej strony - to ja nie mogę doczekać się kolejnych jej pozycji. Jeśli będą w tych samym gatunku, to kupuję "w ciemno".

Gwarantuję Wam, że z tym "Nocnym gościem" nie będziecie się nudzić ani przez moment. Zaryzykujcie i zaproście go do siebie do domu.

* opis pochodzi z okładki książki "Nocny gość" Fiona McFarlane

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu MUZA SA
  







 PS. W przyszłym tygodniu pojawi się konkurs z pachnącym, nieczytanym egzemplarzem tej książki.
Jeśli jesteście zainteresowani to już dzisiaj Was zapraszam. 

Wyzwania:
Grunt to okładka
 

środa, 25 czerwca 2014

Po czyjej stronie leży wina? ("Zabójca" Maria Nurowska)

"Zabójca"
Autor: Maria Nurowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 13 stycznia 2014
Liczba stron: 270
Moja ocena: 6,5/10, czyli dobra z plusem


Maria Nurowska jest jedną z najbardziej znanych polskich powieściopisarek, po jej książki sięga kilka pokoleń czytelników, wiele z nich to bestsellery, które miały kilkanaście wydań. Najbardziej znane jej powieści to m.in. "Hiszpańskie oczy", "Rosyjski kochanek", "Miłośnica", "Mój przyjaciel zdrajca", "Sprawa Niny S" czy "Nakarmić wilki". Książki Nurowskiej przetłumaczono na szesnaście języków. 

Autorka "Drzwi do piekła" dzieli czas między Warszawę a Bukowinę Tatrzańską, gdzie zbudowała dom i założyła pensjonat. Pisze w niewielkim gabinecie, z którego rozciąga się oszałamiająco piękny widok na góry. Tam właśnie powstają powieści o kobietach naznaczonych miłością i namiętnością, które walcząc z przeciwnościami losu, torują sobie drogę do szczęścia. Jej bohaterki niejednokrotnie muszą zmierzyć z własnym życiem i rozpocząć je na nowo tak jak Maria Nurowska.*


O tym, że opowieść którą Maria Nurowska opisała w książce "Zabójca" wydarzyła się naprawdę, dowiedziałam się kilka dni po przeczytaniu lektury. Od tej pory moje spojrzenie na losy bohaterów zmieniło się i to znaczenie. 
Początkowo ta sytuacja wydawała mi się mało prawdopodobna, a przede wszystkim spotkanie w pociągu Jej i Jego. 
ONA: to Joanna Padlewska - dziennikarka, która wybrała się do Zakopanego, aby przeprowadzić wywiad z niesłusznie oskarżoną kobietą . 
ON: Adam Madej wracający w rodzinne strony po bardzo długiej nieobecności.
Siedzą razem w wagonie  nie zamieniając ze sobą ani jednego słowa. Dopiero na końcowej stacji pewien gest współpasażera zaintrygował  Asię do tego stopnia, że postanawia dopytać się mieszkańców, kim jest ów tajemniczy mężczyzna.

Po zebraniu informacji  kierując się zawodową ciekawością i chcąc mieć artykuł na pierwszą stronę  ryzykuje, i zjawia się pod drzwiami Adama prosząc go o rozmowę. 
On bez większych oporów w zamian za pomoc przy remoncie godzi się na to i udostępnia kobiecie swoje zapiski z więzienia San Quentin w USA, w którym przebywał przez 20 lat.
Kobieta zagłębia się w dostarczonych częściach tekstu. Sprawia to, że Adam i jego historia coraz bardziej ją interesuje, a zarazem fascynuje. Chce się dowiedzieć, co było powodem spędzenia przez niego aż tylu lat w zagranicznym więzieniu i czy jest winny dokonanego czynu.
Tajemnice, które poznajemy stopniowo wspólnie z Joanną sprawią, że nie będziemy w stanie odłożyć książki nie doczytawszy ostatniej strony.
 
Częste spotkania, rozmowy, praca zbliża Padlewską i Madeja do siebie... Ale po pewnym czasie przytrafia się coś, co ich poróżni i rozdzieli.... Czy już na zawsze?

Autorka dobrze łączy zdarzenia, które mają miejsce w teraźniejszości z udziałem głównych bohaterów Joasi i Adama, szczegółowo ukazując ich relacje; rodzące się uczucie oraz przeszłość w postaci  dokładnych opisów z pobytu w więzieniu. Dowiadujemy się w jakich warunkach muszą funkcjonować więźniowie. Czy są tutaj możliwe przyjaźnie? Jak główny bohater przetrwał 20 lat w tak koszmarnym miejscu....

Maria Nurowska ukazuje nam, że aby przetrwać najgorsze potrzebujemy ludzi, którym możemy zaufać, bez nich byłoby naprawdę ciężko... Ale w powieści nie zabraknie również  bólu, tęsknoty i samotności...  
Dowiadujemy się, a nawet może to być to dla nas ostrzeżeniem jak młodzieńcze błędy oraz złe decyzje mogą zmienić nasze życie w piekło... Gdzie w tym przypadku leży wina? Kto powinien w tym przypadku ponieść karę za śmierć człowieka?
Książka skłaniająca do refleksji oraz prób zrozumienia ludzi, a nie tylko bezpodstawnego oskarżania. 
Lektura dostarcza wielu emocji zarówno pozytywnych jak i negatywnych.  
O miłości rodzącej się wśród pięknych górskich krajobrazów pomiędzy ludźmi którzy mają za sobą trudną przeszłość oraz o tym, że zawsze powinno się dać szansę uczuciu...

"Miłość potrafi przenosić góry, także te, które mamy tuż za oknem..." **

Prawdziwa do bólu historia ludzi, która zapada w pamięci na długo po odłożeniu powieści.
Mały minus jaki mogę przyznać powieści, to tylko to, że jest za krótka. Zabrakło mi szczegółów dotyczących dalszych losów głównych postaci z "tu i teraz". Może pojawi się kontynuacja...
Ilość stron - 270, duże litery oraz interlinia sprawiają, że książkę można przeczytać bardzo szybko, w kilka godzin, w jedno popołudnie.

"Zabójca" to moje trzecie i najbardziej udane spotkanie z twórczością autorki po powieściach: "Drzwi do piekła" i "Dom na krawędzi". 
Najnowszą powieść szczerze Wam polecam.

*źródło okładki oraz informacje o autorce pochodzą z www.znak.com.pl
** cytat pochodzi z książki  "Zabójca" Maria Nurowska, strona 159.

Wyzwania:
Grunt to okładka
POLACY NIE GĘSI II 
"Pod hasłem"
Biblioteczne

niedziela, 22 czerwca 2014

Złe miejsce i nieodpowiednia pora ("Ofiara" Pierre Lemaitre)


"Ofiara"
Autor:  Pierre Lemaitre
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 4 czerwca 2014
Liczba stron: 352
Moja ocena: 7/10, czyli bardzo dobra

Pierre Lemaitre (urodzony w 1956 w Paryżu), francuski pisarz i scenarzysta, mistrz kryminału. Debiutował w 2006 roku. Jego książki zdobyły wiele nagród m.in. Prix du polar europeén za europejski kryminał roku 2010, CWA International Dogger 2013, Nagrodę Goncourtów 2013.

W wydawnictwie MUZA dotychczas ukazały się: "Ślubna suknia", "Zakładnik" i pierwsza książka o inspektorze Verthoevenie pt. "Alex".*

"Ofiara" to trzecia i ostania cześć trylogii z inspektorem Camille Verthovenem w roli głównej. Pierwsza cześć to "Travail soigné " (nie ma jeszcze polskiej wersji powieści) , a druga to "Alex". Niestety jeszcze nie czytałam dwóch pierwszych tomów. Rzadko się zdarza, abym czytała cykl wydawniczy według chronologii więc tym razem dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA zaczęłam przygodę z serią od ostatniej części.

"Za przełomowe uważa się takie wydarzenie, które wywraca twoje życie do góry nogami" ** – od tego zdania rozpoczyna się książka "Ofiara". Czy dla głównego bohatera - inspektora Camille'a Verthovena będzie ono miało znaczenie? Czy wpłynie na jego życie?
Kryminał zaczyna w chwili, gdy jego ukochana Anne Forestier wybrała się do jubilera, aby odebrać prezent dla niego. Znalazła się w złym miejscu, o nieodpowiedniej porze. Pech chciał, że w tym czasie jest napad na paryski sklep. Anne jest jego świadkiem. Słyszy charakterystyczny akcent przestępców i niestety staje z nimi twarzą w twarz. To sprawia, że strzelają do niej i brutalnie ją biją. Pojawia się ogromna ilość jej krwi, sińce, wybite zęby… ale żyje. Udało jej się przetrwać ten koszmarny atak. Trafia do szpitala.
Ale od tej chwil, nie może już czuć się bezpiecznie. Znalazła na celowników przerażająco złych ludzi. Wiedzą, że może ich rozpoznać. Staje się dla nich zagrożeniem.
Inspektor musi jej chronić. Decyduje się zaryzykować swoje stanowisko - nie przyznając się przed szefostwem, że zna Anne. Chce zostać przydzielony do tej sprawy i mieć w niej decydujący głos.

Dylematy i poświęcenie inspektora dla nowej miłości, którą jest Anne, stają się dla nas zrozumiałe, gdy dowiadujemy, że stracił w tragicznych okolicznościach żonę Iréne. Mężczyzna nie może postąpić inaczej - jest zdeterminowany. Tym razem nie może pozwolić, aby stało się coś złego kobiecie, którą kocha. Odważnie podąża śladami przeciwnika, który czyha tuż obok. Czuć jego oddech na skórze Camille'a. On zna inspektora. My czytelnicy, wiemy o tym. Wiemy również, co planuje i jak śledzi każdy jego ruch oraz że chce zbliżyć się do Anne.
Ale autor nie odkrywa wszystkiego przed nami. Nie wiemy kim jest prześladowca, bo skutecznie ukrywa swoją tożsamość, próbuje nas zmylić posuwając się do wcześniej przygotowanej intrygi. Gry, którą chętnie podjął z inspektorem. Chce go przechytrzyć… Wygrać i osiągnąć zamierzony cel.  
Czy jest nim tylko zabicie kobiety, która ujrzała jego twarz? Czy może kieruje nim coś jeszcze? Tego nie zdradzę, odpowiedzi na te pytania będą dla Was zaskakujące - oczywiście jeśli zdecydujecie się sięgnąć po powieść.

Rozpoczyna się mordercze trzydniowe, ukazane godzina po godzinie pełne napięcia, poszukiwań i pościgów śledztwo. Oszustw i brutalnych zachowań. Wielbiciele mocnych sensacji będą zapewne zadowoleni z takiego obrotu sprawy.

W większej części powieści pojawia się narracja trzecioosobowa, ale autor chce także ukazać nam tego najgroźniejszego z groźnych, który ma też chwilę na własne wypowiedzi. To one są mocnym akcentem, które uzupełniają akcję. Dzięki nim da się odczuć, że zagrożenie jest jak najbardziej realne. Wiemy, że on nie odpuści, jest zawzięty i zły aż do szpiku kości. Ta kilkukrotnie ukazująca się narracja pierwszoosobowa dodaje powieści smakowitego psychologicznego spojrzenia. To zamierzenie Pierre’a Lemaitre’a zasługuje na uznanie.
Francuski pisarz zadbał o to, aby fabuła była intrygującym, mylącym zbiegiem okoliczności. W przebiegu historii zadbał o każdy szczegół. Wszystkie fakty zgrabnie ze sobą połączył.

Początkowo byłam wstrząśnięta opisem ataku na przypadkową ofiarę jaką staje się pani Forestier. Później podziwiałam bohaterskie, ryzykowne czyny niskiego (145 centymetrów wzrostu) i charyzmatycznego Camille'a oraz czułam ciarki na skórze poznając zamierzenia i poczynania jego groźnego przeciwnika, ale tym samym czytałam książkę z zapartym tchem. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się kim on jest.
Przekładam kartkę za kartką i wtedy pojawia się niesamowite zaskoczenie… Staje się to w chwili, gdy pojawiają się wątpliwości, że Anne Forestier nie jest prawdziwą Anne Forestier…
-"Jak to?"- pomyślałam - "Jak to jest możliwe… Dlaczego?"
Jak ona nie jest osobą za którą się podaje to akcja jeszcze bardziej się zaostrza, a kryminał staje się jeszcze bardziej wciągający i zmuszający mnie do odrobiny cierpliwości, bo teraz chcę koniecznie szybko poznać - aż dwie prawdziwe tożsamości tajemniczych postaci.
Kibicując inspektorowi, wiedziałam że zakończenie będzie zaskoczeniem zarówno dla niego, jak i dla mnie… Dla Was też zapewne takie będzie.

Przeczytawszy ostatnią stronę zgadzam się z pierwszym zadaniem z powieści, które przytoczyłam na początku recenzji: "Za przełomowe uważa się takie wydarzenie, które wywraca twoje życie do góry nogami"**- historia, która pojawiła się w trzeciej i ostatniej części trylogii - wpłynęła na głównego bohatera kryminału. Chcecie poznać szczegóły wydarzenia i ich wpływ na Camille'a Verthovena? 
To gorąco zachęcam do lektury.

* opis z okładki
** cytat pochodzi z książki "Ofiara" Pierre Lemaitre, strona 11.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu MUZA SA
  







Wyzwania:
"Pod hasłem"     

środa, 18 czerwca 2014

" „Wieczerza” narodziła się na sesji zdjęciowej... " - wywiad z Tatianą Jachyrą


A dzisiaj czas na mój pierwszy wywiad z pisarką.
Jest nią Tatiana Jachyra autorka thrillera "Wieczerza"


Tatiana Jachyra - kobieta - fotograf z pasją, niespożytą energią i poczuciem humoru, obdarzona umiejętnością bezbłędnego wyczucia osobowości i fotografowanego "obiektu". Od 2004 roku mieszka i pracuje w Warszawie. W 2009 roku odbyła się jej autorska wystawa "Gwiazdy w obiektywie...". Pasjonuje się historią średniowiecza, wszystkim co symboliczne i mistyczne. Uwielbia dobre kino, cynizm Woody'ego Allena, powieści Maxime Chattama, Jonathana Carrolla, Stephena Kinga, Artura Perez-Reverte i mroczne historie Edgara Allana Poe. W 2011 roku miała miejsce premiera jej debiutanckiego tomiku wierszy Historie pisane nocą, rok później opublikowała kolejny zbiór poezji pt. Bezsenny. 


PROFIL ZAWODOWY AUTORKI NA FACEBOOKU -> KLIK
PROFIL LITERACKI "BEZSENNOŚĆ" NA FACEBOOKU -> KLIK

MOJA RECENZJA KSIĄŻKI "WIECZERZA" -> KLIK





Kwiatusia: Przytoczę słowa Joanny jednej z bohaterek Pani książki "Wieczerza": „Kiedy pasja staje się twoją pracą, wtedy życie ma sens” – czy sprawdziło się to u Pani? Czym dla Pani jest pasja?

Tatiana Jachyra: Pasja to sens życia. Podejście do życia z pasją to motywacja, która pozwala na realizację najbardziej śmiałych i szalonych wyzwań. To odwaga i upór w dążeniu do celu. Szczęściarzem jest ten, kto z życia czerpie pasję i któremu pasja daje chęć do życia.

K: Widziałam wiele Pani zdjęć na dwóch Pani stronach na facebooku. Wszystkie są niesamowite. Długo nie mogłam oderwać od nich oczu. Wystawy autorskiej "Gwiazdy w Obiektywie" – Gratuluję! Od kiedy wiedziała Pani, że to z fotografią chce Pani związać swoją przyszłość? I jak zrobić tak cudowne zdjęcia?

TJ: Na profilu tatianajachyra.com publikuję jedynie swoje prace – to moja zawodowa wizytówka.      Są tam zarówno fotografie z sesji zdjęciowych jak i te reporterskie. "Bezsenność" jest czymś w rodzaju bloga. Zamieszczam tam zdjęcia, cytaty i muzykę, które robią na mnie wrażenie i inspirują.
Wystawa "Gwiazdy w Obiektywie" odbyła się w 2009 roku – już wtedy wiedziałam jaki rodzaj fotografii najbardziej mnie pociąga. Przy okazji premiery "Wieczerzy" razem z moją ekipą Silent Hill Team zrobiliśmy projekt "Wieczerza – Nienasycenie", który jest inspirowany mrocznym klimatem powieści. Uwielbiam te zdjęcia. Mam do nich bardzo osobisty stosunek.
Fotografia w moim życiu pojawiła się przez przypadek. Planowałam studiować pedagogikę specjalną. Los zdecydował za mnie. I nie żałuję. To był strzał w 10. Nie wyobrażam sobie teraz, że mogłabym zajmować się czymś innym niż fotografią.
Nie wiem jak robi się "cudowne zdjęcia". Jeśli według Pani są cudowne to dziękuję za komplement. Myślę, że podobnie jak z napisaniem dobrej książki, nie ma przepisu na dobre zdjęcie. Liczy się moment, nastrój, emocja. Według mnie zdjęcie, które opowiada historię trafniej niż słowa może ubiegać się o miano dobrego zdjęcia. Tak powstają fotografie, które przechodzą do historii.


K: Wydała Pani dwa tomki wierszy: w 2011 "Historie Pisane Nocą", a w 2012 roku "Bezsenny". Proszę powiedzieć jak powstaje wiersz? Czy ma znaczenie: miejsce w którym Pani przebywa, pora dnia, muzyka, a może emocje, które się pojawiają się niespodziewanie? Czy jednak musi Pani cierpliwie czekać aż pojawi się wena twórcza?

TJ: Bardzo cenię sobie wiersze, które od początku do końca o czymś mówią; są zamkniętą spójną całością – taką mini historią. Bardzo często spotykam się z utworami, które są jakimś zlepkiem myśli ułożonych w wersy. W momencie, gdy zaczyna się próbować je analizować nic nie mówią; są po prostu o niczym.
Nie stosuję taktyki – "dziś napiszę wiersz", a potem siadam i myślę nad tematem; nastrajam się, słucham muzyki i tak dalej... Nie, nie, to nie moja bajka. Moje wiersze powstają spontanicznie. Dniem. Nocą. Pora nie jest ważna. Najczęściej pojawia się zdanie, które jest inspiracją dla całej reszty utworu. Zdanie to chodzi za mną kilka dni; dojrzewa sobie powoli; opowiada mi o sobie. A potem, kiedy nadejdzie moment, po prostu siadami i piszę. Później dopieszczam detale. Oczywiście bywa też inaczej. Wszystko zależy od sytuacji. Muzyka i emocje są dla mnie niezbędne podczas procesu pisania. To inspiracja, idealne tło, baza przy tworzeniu nastroju.
Przykładem niech będzie wiersz zaczynający się od słów: "moje ciało jest miejscem zbrodni". Wszystko fajnie, jest rdzeń utworu...a co z resztą tekstu? Nie chodziłam po ścianach, nie rozkładałam na części pierwsze znaczenia tych słów, które od razu były dla mnie zrozumiałe. Czekały tylko na ciąg dalszy historii, którą chciały opowiedzieć, spisanej moim piórem. Tak też się stało. Bardzo lubię ten wiersz, dlatego o nim wspominam.
Nie lubię określenia "wena twórcza": "nie mam dziś weny twórczej; nie mam natchnienia". To nie są określenia, których używam. Dla mnie jest ważne czy w danym momencie mam coś do powiedzenia ustami moich bohaterów czy nie. Owszem, bywa tak, że przez kilka dni nie jestem w stanie usiąść do pisania. Jest to związane z pracą, aktualnym nastrojem... Ale tak jak powiedziałam – jeśli moje postaci chcą coś powiedzieć, to po prostu mówią, a ja zapisuję ich słowa. W taki właśnie sposób funkcjonuję jako autor...
Podobnie jest z pisaniem wierszy – one też mają swojego bohatera...

K: Kiedy narodziła się u Pani chęć napisania książki? Czy w tej chwili spontanicznie chwyciła Pani za długopis, usiadła przed klawiaturą komputera; a może wróciła Pani do tego pomysłu po pewnym czasie? 

TJ: "Wieczerza" narodziła się na sesji zdjęciowej... Konkretnie na sesji narodził się Dawid. Na potrzeby zdjęć stworzyłam postać mężczyzny, który jest cenionym lekarzem, posiadającym drugą naturę. Lubi podglądać ludzi, szczególnie kobiety, z którymi ma problem. W oko wpada mu lokatorka z naprzeciwka. Okazuje się, że kobieta jest jego pacjentką. Mężczyzna obsesyjnie zaczyna jej pożądać, do tego stopnia, że swoje fantazje nie jest w stanie utrzymać jedynie w sferze chorych marzeń... Decyduję się na porwanie.
Ta historia wydała mi się na tyle ciekawa, że warta rozwinięcia. Po prostu usiadłam i napisałam początek. Długopisem w notatniku z czarną okładką (mam ich zapisanych już kilka, to moje brudnopisy). Potem powstały inne fragmenty, z których zbudowałam całość. Później pojawił się wątek Yasmine.
W tym czasie pracowałam nad "Bezennym". Postać Dawida jest bardzo do niego podobna. Obaj mają psychopatyczne skłonności i nie są w stanie funkcjonować normalnie w społeczeństwie. Budują swój wyimaginowany świat, który daje im poczucie bezpieczeństwa.

K: Czy przed przystąpieniem do pisania książki "Wieczerza" miała Pani już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstały dopiero z chwilą tworzenia powieści?

TJ: "Wieczerzę " zaczęłam od prologu i epilogu, który kręcił się wokół Dawida i jego chorej miłości do Joanny. Nie lubię się zamykać w określonej fabule. Pozwalam sobie na pełen luz tworzenia. Pojawiają się wątki, które nawet mnie zaskakują - są zainspirowane przeczytanym artykułem, aktualną sytuacją społeczną lub po prostu usłyszaną piosenką, jaką decyduję się wykorzystać w tekście.
Na początku Wieczerzy nie było mowy, by oprócz Dawida, jako głównej postaci, pojawił się ktoś jeszcze. Historia Dawida jest zamkniętą całością... Yasmine i jej opowieść narodziła się z przypadku. Perwersyjna tancerka go go stała się idealnym uzupełnieniem socjopatycznego ginekologa.


K: Proszę nam zdradzić Pani przepis na napisanie dobrej powieści. Co w trakcie pisania było dla Pani najłatwiejsze, a co najtrudniejsze? Czy pojawiał się brak weny twórczej; problemy ze znalezieniem wydawcy? I czy miała Pani wpływ na wybór okładki do książki?

TJ: Czym jest dobra powieść? Uważam, że to określenie bardzo subiektywne, uzależnione od gustów czytelników. Więc nie będę się wdawała w dyskusje na temat przepisu na dobrą książkę. Ja osobiście uwielbiam thrillery, Maximem Chattamem mogę się zaczytywać do upadłego. Lubię książki o bogatej warstwie psychologicznej, która trzyma w napięciu do samego końca i takie książki sama chciałabym pisać. Najtrudniejsze w procesie tworzenia jest dogłębne zrozumienie postaci, którą powołuje się do życia, zespolenie z nią, stworzenie pewnego kodu zachowań - wiarygodnego i konsekwentnie prowadzonego. Nie wolno mi nienawidzieć mojego bohatera, choćby był on do szpiku kości przesiąknięty złem, ponieważ to zło, skądś pochodzi. Muszę dotrzeć do źródła szaleństwa, żeby go zrozumieć. Najłatwiejsze? Nie wiem...Pisanie samo w sobie nie jest łatwe.
"Wieczerza" nie jest książką prostą w odbiorze, o czym świadczą zróżnicowane recenzje. Znalezienie wydawcy trwało prawie dwa lata. Latem 2012 roku byłam już bardzo blisko publikacji powieści przez jedno z krakowskich wydawnictw. Prowadziliśmy daleko zakrojone rozmowy, które jednak zakończyły się fiaskiem. Być może wydawca nie chciał ryzykować skandalu, a może książka nie okazała się kalką, tak wtedy szumnie reklamowanych, "50 twarzy Greya".
Na szczęście rok później rękopis trafił do wydawnictwa Akurat...
Przyznam, że jako fotograf, bardzo zależało mi na tym, aby na okładkę trafiło zdjęcie mojego autorstwa, tak jak miało to miejsce przy okazji tomików wierszy. Nie było to jednak tak oczywiste dla wydawcy. Podczas sesji zdjęciowej do projektu fotograficznego "Wieczerza-Nienasycnie" zrobiłam fotę mężczyzny z manekinem. Od razu pomyślałam, że będzie to idealna okładka. Idealnie metaforyczne ujęcie tematów poruszanych w książce. Swój pomysł zaproponowałam wydawcy, a on się zgodził.

K: Jakie emocje Pani towarzyszyły, gdy Wydawnictwo Akurat opublikowało Pani powieść ?

TJ: Poczułam ulgę. Dawid i Yasmine zaczęli żyć własnym życiem, a ja mogłam zabrać się za następną historię.

K: Czy po wydaniu książki Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia autorką?

TJ: Publikacja "Wieczerzy" pozwoliła mi pokazać swoje drugie oblicze. Dotąd byłam kojarzona z fotografią. Nagle okazało się, że potrafię również opowiadać historie za pomocą słów, a nie tylko obrazów, jak do tej pory.
Minusy i plusy bycia autorką? Myślę, że za wcześnie jest o tym mówić. Po drugiej książce sądzę, że będę mogła wypowiedzieć się na ten temat.

K: Thriller "Wieczerza" wzbudza u czytelników wiele kontrowersji. Czy spodziewała się Pani takiego odzewu pisząc pierwsze zdanie w swojej powieści?

TJ: Kiedy książka trafiając do księgarni zaczyna żyć swoim własnym życiem. Wiedziałam, że tematy, które poruszam w "Wieczerzy" mogą wzbudzić kontrowersje. Ocieram się o psychopatologię, perwersję, wyciągam na powierzchnię sprawy, które społeczeństwo najchętniej zostawiłoby zakopane głęboko w ludzkiej świadomości. Tematy tabu zawsze bulwersują, budząc niesmak i odrazę.

K: Gdyby miała Pani możliwość za pomocą jednego zrobionego przez siebie zdjęcia opisać swoją książkę i zachęcić czytelników do jej przeczytania - co by ono przedstawiało?

TJ: Uważam, że okładka książki w 100  % oddaje jej treść. Jest wystarczająco niejednoznaczna, żeby wzbudzić ciekawość i zachęcić do zagłębienia się w lekturze. Owszem, może również odstraszyć... ale tylko tych, którzy nie są na nią gotowi.

K: Czy pisze Pan teraz kolejną powieść? Jeśli tak, to proszę nam zdradzić o czym ona będzie?

TJ: "Teatr Wskrzeszonych" to roboczy tytuł powieści, nad którą obecnie pracuję. Bohater ma na imię Wiktor i jest... interesującym mężczyzną :) To również thriller.

K: Jaki jest Pani największy życiowy sukces?

TJ: O największym życiowym sukcesie trudno jest mówić, kiedy ma się tyle lat co ja. Mam nadzieję, że jeszcze dużo wyzwań przede mną...  Jeśli spotkamy się za jakieś 40 lat, może będę mogła udzielić pełnej odpowiedzi na to pytanie. Na chwilę obecną śmiało mogę uznać za sukces to, że pracuję w zawodzie, który jest moją pasją (fotografia) i dodatkowo, że po latach wróciłam do innej pasji, jaką zawsze było pisanie.

K: Czego mogą Pani życzyć czytelnicy bloga Żyć nadal z pasją?

TJ: Pasji życia co najmniej tak wielkiej jaką mam teraz :)

K: Dziękuję bardzo za rozmowę.

TJ: Ja dziękuję za interesujące pytania. 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Zdradliwy zapach ("Pochłaniacz" Katarzyna Bonda)

Mała zmiana planów - zapowiadany na dzisiaj wywiad, pojawi się na początku tygodnia, a teraz recenzja książki Katarzyny Bondy, która nazywana jest królową polskiego kryminału.

"Pochłaniacz"
Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 21 maja 2014
Liczba stron: 672
Moja ocena: 8/10, czyli rewelacyjna

Katarzyna Bonda – pisarka, scenarzystka, dokumentalistka specjalizując się w tematyce kryminalnej jej debiutancka książka "Sprawa Niny Frank" (2007) została nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru. Bonda zajmuje się również dokumentem kryminalnym. Dziennikarka z wykształcenia (Uniwersytet Warszawski); była sprawozdawcą sądowym, pisała reportaże, raporty, teksty publicystyczne. Przez 12 lat pracowała dla najbardziej prestiżowych gazet i magazynów oraz realizowała krótkie formy telewizyjne dla TVP. Obecnie zajmuje się pisaniem książek i scenariuszy filmowych. Wykłada w szkole krewnego pisania Maszynadopisania.pl w Warszawie.*

           Nasłuchałam się i naczytałam wielu pozytywnych opinii dotyczących twórczości pisarki, że pisze naprawdę dobre kryminały. A teraz pani Katarzyna Bonda została nazwana królową polskiego kryminału. Bardzo lubię powieści kryminalne - dlatego nie mogło być inaczej, abym tego nie sprawdziła. Teraz po przeczytaniu jednej jej książki mogę zgodzić się lub też nie z usłyszanymi słowami. Za chwilę poznacie moje zdanie.

Od pewnego czasu na mojej półce czeka debiutancka książka autorki "Sprawa Niny Frank". Przyznaję z bólem serca, że jeszcze jej nie przeczytałam. W pierwszej kolejności zabrałam się za czytanie najnowszej powieści pani Katarzyny Bondy, która jest pierwszą częścią czterotomowej serii. Zaczęłam od "Pochłaniacza", bo książka ma 672 stron, a ja dawno nie czytałam tak grubego tomiska z gatunku kryminału. A przyznaję uwielbiam mocne akcenty w literaturze i to w dużej ilości.
Czy to był dobry wybór, że sięgnęłam po "Pochłaniacza" w pierwszej kolejności? O tym przekonacie się za chwilę.

Poza prologiem książka składa się z dwóch części: Zima 1993 i Wiosna 2013. To co wydarzyło się w pierwszej z nich ma wpływ na drugą. I w obu jest duża ilość śniegu. Po dziesięciu latach spotkamy tych samych bohaterów. I będziemy mogli wspólnie z nimi poznawać tajemnice śmierci dwójki nastoletniego rodzeństwa: brata i siostry. Dzieli ich miejsce i rodzaj śmierci, ale łączy to, że odeszli z tego świata w tym samym dniu. Czy to był przypadek? Czy jednak zaplanowane, perfidne morderstwo?

Autorka w trakcie całej powieści prowadzi nas powoli, stopniowo dawkując napięcie. Wszystkie opisy są dokładnie i bardzo szczegółowe, nic nie jest pomijane. Zgrabnie ukazane jest to co ma czytelników zmylić oraz to, co ma nam pomóc zrozumieć i naprowadzić nas na właściwą ścieżkę śledztwa. Pisarka przybliża nam każdego bohatera. Każdy ma swój czas i miejsce na przedstawienie się, ale żaden z nich nie odsłania do końca swojej twarzy i swoich sekretów. A na pierwszy rzut oka wygląda na to, że każdy z nich ma coś na sumieniu. Każdy mógłby być podejrzany. 


                                                  "Czym jest kłamstwo? Prawdą w masce. " **


Aby poznać rozwiązanie nagłych zgonów sprzed lat oraz nowych zbrodni, które pojawiają się w drugiej części kryminału musimy dotrzeć aż do samego końca powieści. Pojawi zasadnicze pytanie, czy można szukać powiązań między śmierciami z obu części.

W trakcie czytania pojawiała się wiele tropów, ale dla śledczych jak i dla nas czytelników nic nie jest do końca pewne. Nadal drążymy wśród sekretów, kłamstw i domysłów, które snują bohaterowie.

Katarzyna Bonda perfekcyjnie ukazuje nam pracę osób które biorą udział w ustaleniu zabójcy/zabójców. W podziękowaniu autorki, które znajduje się na końcu książki możemy doczytać, że korzystała ze wskazówek, rad i pomocy specjalistów, którzy na co dzień zajmują się sprawami z zakresu kryminalistyki oraz badają zachowania przestępców. Przeniesienie tych wiadomości do "Pochłaniacza" sprawia, że powieść wydaje się realnym odbiciem pracy grupy ludzi, którzy podążają tropem niebezpiecznych morderców. Nawet nie wiedziałam, że nauka aż tak się rozwija w kwestiach ustalania tożsamości złoczyńcy oraz że skomplikowane eksperymenty, które jesteśmy w stanie dzisiaj przeprowadzić pozwalają zdobyć dowody morderstw już z minimalnie ilości materiału. I zapach, który przecież jest ulotny można też odnaleźć na miejscu zabójstwa... Kilkanaście lat temu nie byłoby na to szans. A teraz nikt już nie może czuć się bezkarnie. Te fragmenty powieści są dla mnie cennym źródłem wiedzy. Właśnie takich opisów i ciekawostek z działań policji szukałam od dawna. Katarzyna Bonda zaspokoiła moją ciekawość i za to przyznaję duży plus.
Jestem pewna, że z każdą kolejną częścią cyklu wydawniczego będzie podobnie, a może nawet lepiej.
Po pierwszym tomie jestem pewna, że ta seria to będzie coś nowego, innowacyjnego - wniesie ona nowy powiew na rynku naszego polskiego kryminału.

W książce ukazana jest również korupcja i mafia, która rozpowszechnia się wśród organów ścigania, które  ukazują swoje ciemne, a zarazem prawdziwe oblicze.
Nie zabraknie przedstawiania ludzkich relacji jakie łączą bohaterów z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi oraz sytuacji, które mogą ich poróżnić lub połączyć. A to niesie ze sobą wiele emocji, które sprawiają, że postępują tak, a nie inaczej, czyli samo życie. Niekiedy szukają pomocy w dużych ilościach alkoholu lub narkotyków. Te ludzkie słabości i radości znajdziemy na kartkach "Pochłaniacza".

Główna bohaterka całej serii, Sasza Załuska - profilerka też nie miała łatwego życia. Teraz wychowując 6-letnią córkę Karolinę stara się pozbierać, a przede wszystkim zapewnić dziecku bezpieczeństwo. Początkowo do zlecenia ma sceptyczne podejście, ale później nie potrafi odpuścić. Obserwuje, słucha, rozmawia, łączy i  analizuje zdobyte fakty starając się  stworzyć potencjalny portret psychologiczny poszukiwanego. Czy praca profilerki będzie w tym przypadku pomocna?

Na wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi, jeśli zdecydujecie się przeczytać pierwsza cześć powieść kryminalnej Katarzyny Bondy.

Niektórym czytelnikom "Pochłaniacz" może się wydać za długi, i zapewne wskażą kilka zdarzeń i opisów, które powinny być okrojone. Niektórym zabraknie również krwawej, szybkiej akcji typu "pif , paf" i natychmiastowy pościg policjantów za zbrodniarzem. Jeśli tylko tego szukacie w kryminałach to oznajmiam, że tego tutaj nie znajdziecie. To jest kryminał wykwintny, który jest jak wino i aby poczuć oraz zachwycić się jego smakiem powinniśmy sączyć go pomału, delektując się każdą sekundą, minutą, godziną z nim spędzonym. Zmniejszenie ilości stron lub przyspieszeniem akcji byłby po prostu grzechem. Dla mnie „Pochłaniacz” to majstersztyk. Pochłonęłam go w trzy noce. Tak mnie wciągnął, że dopiero budzik, który sygnalizował, że trzeba wstawać sprawiał, że odrywałam się od książki.
"Pochłaniacz" wchłoną mnie całą do swojego wnętrza i teraz nie potrafię wrócić do rzeczywistości. Ale mi to nie przeszkadza i chcę więcej tak dobrych polskich kryminałów, którymi będziemy się mogli pochwalić. Wspomnę, jeszcze że film na podstawie książki - ale z zastrzeżeniem, że z bardzo dobrą obsadą byłby zapewne sukcesem.

A czy w moim odczuciu Katarzyna Bonda zasługuje na miano królowej polskiego kryminału?
Odpowiadam: że zdecydowanie tak, a na potwierdzenie tych słów powiem, że chcę przeczytać wszystkie jej książki. Jedna z nich już od dawna czeka na półce.

A na zakończenie piękny cytat z "Pochłaniacza"

 "Życie jest jak oddech. Mamy ograniczoną pulę uderzeń serca. Niepotrzebnie marnujemy je na wahanie, strach czy złość. Zawsze będą tacy, którzy chcą nas ciągnąć, kusić, przekonywać, że wiedzą, co dla nas lepsze. A trzeba po prostu iść naprzód, znaleźć dla siebie powietrze. Takie, którym chcemy oddychać." **



** informacje zaczerpnięte z okładki książki "Pochłaniacz" Katarzyna Bonda
**cytaty pochodzą z książki "Pochłaniacz" Katarzyna Bonda, kolejno strony: 437, 645.
*** zdjęcie pochodzi z www.google.pl/grafika 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu MUZA SA
  







Wyzwania: 
POLACY NIE GĘSI II
Czytam opasłe tomiska

czwartek, 12 czerwca 2014

"Zaburzone losy"

Dzisiaj u mnie jedno z moich pierwszych krótkich opowiadań. Napisane kilka lat temu.
Fragmenty lub całość tego opowiadania może krążyć w internecie, bo brało ono udział w konkursach. 
Byłoby mi miło jeśli napisalibyście komentarz / ocenę po jego przeczytaniu. Z góry dziękuję! :)

"Zaburzone losy"


LAURA
Myślał, że pójdę z nim na spotkanie z jego znajomymi. Pokażę, że w jego małżeństwie wszystko gra… Nie! Nie będę udawać szczęśliwej żony przecież wiem, że mnie zdradza… Nie wiem tylko z kim, ale się dowiem…
Alicja mówiła, że widziała jak całował się w samochodzie z jakąś młodą blondyną. Muszę dowiadywać się o jego zdradach od sąsiadki… Ja mu jeszcze pokażę! Już zadzwoniłam do adwokata powiedziałam mu, że chcę się rozwieść z mężem, bo mnie zdradza.
Alicja była u mnie dzisiaj na kawie. Powiedziałam jej o swoich zamierzeniach. Jako dobra przyjaciółka zapewniła, że będzie mnie wspierać, „bo Mateusz to drań, który na mnie nie zasługuje” – tak właśnie powiedziała - „drań”, ale ja bym użyła mocniejszego słowa! Ma dziewczyna rację szkoda mojego czasu dla takiego człowieka jakim jest Mateusz.
Mówiłam jej, że dzisiaj jest to spotkanie, na które nie pójdę. Muszę odpocząć, zrelaksować się - podczas długiej kąpieli z kieliszkiem wina. Jutro rozmowa z adwokatem, a później z mężem. Postawię go przed faktem dokonanym. Mam dowody – Alicję, która powie w sądzie, że go widziała z blondyną…

ALICJA
Ta głupia dziewucha uwierzyła we wszystko co powiedziałam o jej mężusiu. O tym jak całował się z blondynką… Rozmawiała już telefonicznie z adwokatem. I bardzo dobrze! Mogę wcielać w życie swój plan! Dzisiaj będzie sama w domu, mówiła że chce się zrelaksować. Na pewno sięgnie po alkohol - to się jej już coraz częściej zdarza. Nawet jak wpadłam do niej na kawę, to zaproponowała coś mocniejszego. Zmyślona zdrada zaczyna ją wykańczać… Myśli, że ja jestem jej przyjaciółką, powierniczką. Może by tak było… gdybyś Piotrusiu, mój kochany kuzynie nie popełnił przez nią samobójstwa. Zostawiła Cię dla innego, powiedziała, że nie pasujecie do siebie. A Ty tak bardzo ją kochałeś, świata poza nią nie widziałeś. Pamiętam jak snułeś plany o małżeństwie. Jak wspólnie wybieraliśmy pierścionek zaręczynowy. A ona Ci oznajmiła. że kocha innego. Załamałeś się, wiem, ale nie przypuszczałam, że targniesz się na własne życie… Jakbym wiedziała to nigdy bym Ci na to nie pozwoliła! Ale to jej wina!!! Dzisiaj kuzynie zostaniesz pomszczony. Laura spali się we własnym domu!

LAURA
Już nie mogę się doczekać, aby zobaczyć wyraz twarzy Mateusza jak powiem mu, że wiem o jego zdradach i że chcę rozwodu…
Jestem taka zmęczona… ta kąpiel w ogóle mnie nie zrelaksowała… i wypiłam całą butelkę wina… Muszę się położyć i wyspać - jutro tyle do zrobienia. Od jutra wszystko się zmieni… Nie pozwolę się więcej oszukiwać…
Co to za zapach??? !Czuję zapach dymu…! Pali się! Dom się pali!... Muszę się wydostać na zewnątrz! Gdzie jest mój telefon komórkowy? Jest! Drzwi są otwarte? Czyżby Mateusz już wrócił?
- Mati!!! Jesteś w domu?!
Najpierw zgłoszę, że się pali, a potem sprawdzę, czy jest w domu.
- Halo, Pali się mój dom, ulica…. Alicja, dobrze, że jesteś właśnie zgłaszam…Co Ty robisz??? Alicjo...! 
- Halo, Proszę Pani, proszę podać adres!

ALICJA
Wszystko byłoby dobrze, gdyby Laura nie wydostała się na zewnątrz. Musiał ją zbudzić dym. Ale zmodyfikowałam plan, udusiłam ją. Myślała, że przyszłam jej pomóc. Nigdy nie zapomnę jej zdziwienia i strachu w jej oczach… Już jej nie ma! Pomściłam Cię kochany kuzynie. Ma to na co zasłużyła! Nawet ujrzałam jakiś blask, to znak od Ciebie Piotrusiu? Czy to tylko odbicie z płomieni? Nie złapią mnie, nie martw się! Czemu mieliby podejrzewać najlepszą koleżankę? Jest przecież mąż, który ją zdradzał… Na pewno będą szukać jego rzekomą kochankę. A ja zagram przed policjantami dobrą i oddaną przyjaciółkę, która pogrąży jej niewinnego męża i wymyśloną, tajemniczą blondynkę …

KOMISARZ JAN ROSNEK
To miało być jedno z prostszych śledztw, ale jeszcze nie ma dowodów. Ofiara Laura Mores została uduszona. I ten pożar, niedopałek w kuchni. Czy to ofiara zostawiła go tam przez przypadek, a może ktoś podpalił dom umyślnie? Czy to dym zbudził Laurę Mores? A morderca już na nią czekał? Czy musiał zmienić plany? Zbyt wiele niejasności…
Świadek, sąsiadka i przyjaciółka ofiary Alicja Paczkowska potwierdziła słowa adwokata ofiary, że jej mąż Mateusz Mores ją zdradzał, widziała jak całował się w samochodzie z młodą dziewczyną. Odnalezienie jej będzie trudne, bo nie przyjrzała się dokładnie jej twarzy. Pani Mores nie miała wrogów. Mąż wyszedł dość wcześnie ze spotkania, które spędzał ze znajomymi więc na czas popełnienia morderstwa nie ma alibi. Przyjaciółka ofiary mówiła, że Laura powiedziała mężowi, że chce rozwodu. A on wydawał się zaskoczony… Powiedział, że nic nie wiedział, że żona chce od niego odejść i zapewniał, że jej nie zdradzał. Zapewne jest dobrym aktorem. Przypuszczam, że to pan Mores lub jego tajemnicza kochanka to morderca. A może działali razem… Schwytam winnego lub winnych!

ZBYSZEK
Miałem fuksa. Dom, który miałem okraść spalił się, ale byłem świadkiem zbrodni. Zrobiłem kilka zdjęć morderczyni – znam ją widziałem ją jak przychodziła do obserwowanego przez mnie od kilku dni domu. To bogata sąsiadka ofiary. Zrobiłem zdjęcie jak podpala dom, a potem jak dusi panią domu. Ja jestem złodziejem, ale nie mógłbym zabić…, ale zgłaszać morderstwa też nie będę. Potem będą mnie ciągać po sądach i pytać „Co Pan tam robił o tak późnej godzinie? Mieszka pan przecież w sąsiedniej miejscowości.” Nie znoszę takich pytań, nie chcę już wrócić za kratki. Kilka odbitek zdjęć i liścik:
„JAK NIE CHCESZ ABYM DOSTARCZYŁ TE ZDJĘCIA NA POLICJĘ TO PRZYGOTUJ 200.000 PLN I WRZUĆ JE DO KOSZA NA ŚMIECI PRZY ULICY DŁUGIEJ DZISIAJ O 23:00” - powinno wystarczyć, by ją wystraszyć i by zapłaciła. Miałem ukraść kilka wartościowych przedmiotów, a zarobię tak dużo kasy. A jak pieniądze się skończą, to znowu o sobie przypomnę.
Wreszcie szczęście się do mnie uśmiechnęło…

KOMISARZ JAN ROSNEK
- Rosnek, słucham.
- Szarzyński, mam dla Ciebie dobrą wiadomość. W wypadku samochodowym zginął drobny złodziejaszek. Miał przy sobie liścik o treści:
„JAK NIE CHCESZ ABYM DOSTARCZYŁ TE ZDJĘCIA NA POLICJĘ TO PRZYGOTUJ 200.000 PLN I WRZUĆ JE DO KOSZA NA ŚMIECI PRZY ULICY DŁUGIEJ DZISIAJ O 23:00” i zdjęcia mordercy Laury Mores. Chciał nimi szantażować morderczynię. Jest nią sąsiadka ofiary, to Alicja Paczkowska. Już po nią jedziemy.
- Dzięki za informację. Do zobaczenia na komisariacie!
- Do zobaczenia!
Jednak moje przypuszczenia się nie sprawdziły, ale mamy dowody i morderczynię – która spędzi resztę życia za kratkami! Sprawiedliwość zawsze zwycięża.
Koniec 
* obrazek pogodzi z google -grafika

wtorek, 10 czerwca 2014

Ja w kuchni ("Doradca smaku" Michel Moran)

"Doradca smaku"
Autor: Michel Moran
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 2 kwietnia 2014
Liczba stron: 176
Moja ocena: 7/10, czyli bardzo dobra

Mistrz kuchni, restaurator, juror polskiej edycji MasterChef emitowanej w TVN.
Od 33 lat pracuje w gastronomii. Studiował w szkole hotelarstwa Jean Doruant. Praktyki zawodowe odbywał m.in. w pięciogwiazdkowym hotelu Royle Monceau zlokalizowanym w samym sercu Paryża oraz w restauracji Le Jardin oznaczonej 2 gwiazdkami w przewodniku Michelin.
Od 2004 jest właścicielem i szefem kuchni restauracji Bistro de Paris mieszczącej się w budynku warszawskiej Opery Narodowej, która otrzymała rekomendacje od Michelina w 2012 roku. W 2006 roku został wyróżniony francuskim odznaczeniem narodowym, Ordre du Mérite Agricole przyznanym przez ministra rolnictwa, Dominique Bussereau, za promowanie narodowych produktów rolnych oraz ryb i owoców morza.
*

       Ostatnimi czasy szukam inspiracji kulinarnych, które mogłabym zastosować u siebie na talerzu. Lubię aktywność fizyczną dlatego powinnam się zdrowo odżywiać. Niestety tak nie jest. Na okrągło serwuję te same posiłki, przygotowywane w biegu. Jem również w biegu. Bardzo mało czasu spędzam w kuchni. Często zdarzają mi się małe grzeszki w postaci fast foodów.
Zdecydowałam się poprawić i od czerwca przygotowywać konkretne, zdrowe posiłki. Moja rodzina też się z tego mojego pomysłu ucieszyła. Już znalazło się kilku chętnych, aby wypróbować moje zdolności kulinarne. Dlatego od tej chwili będę częściej sięgać po książki kucharskie.

Na pierwszy ogień idzie książka "Doradca smaku" Michela Morana. Dlaczego akurat ona? Bo doskonale pamiętam kilkuminutowy program Mistrza kuchni, który był emitowany w telewizji pod tym samym tytułem, co książka. Czasami przypadkowo trafiłam na ten program. Na kilka posiłków, które pan Moran przygotował - chętnie bym się skusiła. Ale  nigdy nie udało mi się zapisać z jakich produktów przygotować potrawę, a przyznaję szczerze szukać przepisu w internecie mi się nie chciało, brakowało mi czasu lub patrząc na te smakowite kąski, które pokazywał prowadzący - mój apetyt wzrastał do tego stopnia, że zamiast przygotować to samo co on - ja robiłam kanapkę z serem.

Aby mieć szansę upichcić to co Michel Moran - w mojej kuchni zagościła jego książka. 
Jest ona podzielona na trzy części, czyli na potrawy: Słone, Pikantne i Słodkie. Wcześniej nie spotkałam się z takim  podziałem w książkach kucharskich. Do tej pory widziałam takie w których poszczególne jej części składają się z samych zup, drugich dań i deserów. 

Najwięcej przepisów w książce Morena znajduje się w pierwszej części, najmniej w ostatniej. Trochę szkoda, bo miałam nadzieję, że znajdę w niej kilka ciekawych, apetycznych deserów, które zaserwuję rodzinie i znajomych. A sama też bym "osłodziła" sobie życie.W programie widziałam kilka przepisów na smakowicie wyglądające ciasta, których w książce brak. Ale przepis na naleśniki, tarte fine z jabłkami  i pieczone banany, które są przepyszne - jestem w pełni  usatysfakcjonowana ( i nie tylko ja, bo moi najbliżsi również).
Moimi ulubionymi potrawami poza słodkościami (które powinnam ograniczyć) są zupy, a tą najlepszą jest zupa pomidorowa. W książce znalazłam na nią przepis - za to przyznaję duży plus. Mam teraz możliwość przygotowywania mojego ulubionego dania w nowej oryginalnej  postaci. 

W książce nie zabraknie również dań mięsnych, z jajek i z ryb (niestety nie  jadam ryb, więc przepisów nie wypróbuję). Jest też przepis na hamburgera - jak sama go przygotuję na pewno będzie zdrowszy niż ten serwowany w barze szybkiej obsługi.

Autor podaje również przepis na wykwitnę dla nas Polaków - francuskie danie, czyli Ślimaki. Niestety raczej nigdy nie zdecydowałabym się na ich przygotowanie, a nawet na ich skosztowanie, gdyby ktoś mi je podał. 

Michel Moran napisał dla nas przepisy na porcje dla dwóch osób. W książce nie ma tabeli kalorii oraz brakuje przybliżonego czasu przygotowania dania. Dla mnie ma to duże znaczenie, bo zdarza się że przygotowuję posiłek na szybko. Najczęściej nie mam zbyt wiele czasu na przygotowanie pracochłonnego posiłku.

Każdy przepis wzbogacony jest o galerię zdjęć z przygotowania dań oraz jego efekt końcowy. Podoba mi się dodanie do kilku potraw ciekawych i przydatnych informacji o przyprawach, które są w nich zastosowane wraz z ich  fotografią. Z tych rad zapewne skorzystam. O kilku wymienianych przyprawach słyszę po raz pierwszy.
Przykładowo: "Szafran- używany jest do ryżu i ciast (nadaje im żółtą barwę), a także do ryb. Najlepsze są znamiona w całości (nitki)."**

Na końcu książki znajduje się spis treści. A na wewnętrznych stronach okładki bardzo przydatna tabela z przyprawami i informacją do których potraw można ich użyć.

Reasumując: Książce przyznałam trzy małe minusiki: za małą ilość dań na słodko, brak tabeli kalorii oraz czasu przygotowania. Ale są one w mniejszości. A posiłki, które do tej pory udało mi się przygotować dzięki przepisom Mistrza kuchni skutecznie usuwają w cień te małe mankamenty, o których zapominam zajadając się Beignetsem z jabłkami. Miałam zrobić zdjęcie, ale niestety nie zdążyłam, bo większość znikła jak szukałam aparatu fotograficznego. Dobrze, że przynajmniej dwa dla mnie zostały...

Jeśli na Waszych talerzach jest nudno. Szukacie nowych smaków. Ciekawych połączeń składników. Chcecie pochwalić się przed rodziną lub znajomymi talentem kulinarnym; a może planujecie wypróbować złotą zasadę: "że przez żołądek do serca"- to książka "Doradca smaku" na pewno Wam pomoże i Was zainspiruje. A Wasz czas spędzony przy garnkach zostanie smakowicie wynagrodzony.
Ja na pewno będę często wracać do kuchni z  przepisami Michela Morana.

*źródło opisu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Michel_Mora
*źródło zdjęcia: http://masterchef.tvn.pl/
** informacja pochodzi z książki „Doradca smaku” Michel Moran, strona 105.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu MUZA SA
  





sobota, 7 czerwca 2014

"Zwycięzcą zostaje..." czyli, czas na ogłoszenie wyników.

Czas na ogłoszenie wyników mojego pierwszego konkursu blogowego. 
Wszyscy uczestnicy zgłosili się po książkę: "Niepełni" Paweł Pollak
Przyznaję, że miałam duży problem z wyborem zwycięzcy, bo wszyscy pięknie napisali o swoich pasjach
 Dokonać wyboru pomogła mi przyjaciółka.

Zwycięzcą zostaje:
 

Antykwariat z ciekawą książką

Serdecznie Ci Gratuluję! Za chwilę się z Tobą skontaktuję.

Wszystkim bardzo dziękuję za udział w konkursie i zapraszam do udziału w kolejnych, które niebawem pojawią się na blogu i na fanpage’u. :)

Życzę Wam miłego wieczorku i udanej niedzieli! :)

czwartek, 5 czerwca 2014

Odbicia wojennego tła ("Simon i dęby" Marianne Fredriksson)

"Simon i dęby" 
Autor: Marianne Fredriksson
Wydawnictwo: Replika
Data wydanie: wrzesień 2013
Liczba stron: 396
Moja ocena: 7/10, czyli bardzo dobra

Marianne Fredriksson (1927-2007) - szwedzka pisarka i dziennikarka. Napisała piętnaście powieści, które były tłumaczone na czterdzieści siedem języków, m.in. angielski, niemiecki, holenderski i polski; szczególnie cenione są w Niemczech. Głównym tematem jej książek jest przyjaźń, bo - jak sama utrzymywała - w przyszłości "przyjaźń będzie ważniejsza niż miłość". W Polsce ukazały się m.in. "Arka Noego", "Anna, Hanna i Johanna" oraz "Elisabeth i Katarina".
W 2011 roku na podstawie książki nakręcono dramat psychologiczny ("Simon och ekarna" tytuł polski "Simon i dęby").

Jak żyć wiedząc, że wkrótce zacznie się wojna?
Każda kolejna informacja, która dociera do bohaterów jest przerażająca. Żyją oni w ciągłym strachu. Świadomość tego, że wkrótce nadejdzie najgorsze, a oni przecież muszą żyć i wychowywać swojego synka Simona. Żyda. Chłopiec jest bowiem dzieckiem adoptowanym przez szwedzkie małżeństwo Karin i Eryka Larssonów. Para ta nie mogła mieć własnych dzieci. Dlatego to na niego przelewają całą swoją miłość. Wiedzą, że będzie mu grozić niebezpieczeństwo. Antysemityzm się nasila.
Różnice w wyglądzie dziecka i rodziców są widoczne. Chłopiec często słyszy że jest „Żydem”. Początkowo nie rozumie dlaczego tak go nazywają. Od ojca dowiaduje się, że jeśli ktoś będzie do niego tak mówił to ma się bronić, czyli go uderzyć. 
Simon w szkole zaprzyjaźnia się z innym chłopcem - Izaakiem, który mówi mu, że też jest Żydem.
Rodziny chłopców nawiązują kontakt, często się spotykają. Wspierają się. Razem znoszą trudy i radości dnia codziennego. Izaak często nocuje u Larssonów, a jego ojciec Ruben Lentov staje się dla Simona autorytetem. 

Losy tych dwóch rodzin i relacji, które je łączą oraz ludzi, którzy będą pojawiać się na ich drodze będziemy śledzić na kartkach powieści.
Wątki obyczajowe w książce są bardzo dobrze przedstawione. To w nich ukryty jest urok tej powieści. Emocje, uczucia, stany psychiczne oraz losy, które spotykają każdego z bohaterów wciągają. Wzruszają, zmuszają do chwilowego zatrzymania szybkiego tempa w jakim żyjemy i do refleksji nad tym kim jesteśmy. Czy znamy swoją tożsamość? Postacie literacie będą jej szukać w trakcie całej powieści…

"Czy to nie jest śmieszne, że cała wiedza pochodząca z zewnątrz usiłuje cię skłonić, abyś uwierzył w to, że nie jesteś nikim innym, jak tylko latającą pchłą we wszechświecie? Ale to co pochodzi z twojego wnętrza, mówi ci wyraźnie i jednoznacznie, że to ty jesteś w centrum i wszystko należy do ciebie!" *

Tytułowe dęby z tytułu powieści też znajdują tutaj swoje miejsce. Bohaterowie: Simon i jego mama Karin – uwielbiają kontakt z naturą, samotne wędrówki i wyciszenie. Lubią usiąść pośród dębów i rozmawiać z nimi. To właśnie wśród ich szumu szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania.

Sięgając po książkę "Simon i dęby" spodziewałam się fabuła będzie obejmować tylko dzieciństwo tytułowego bohatera, któremu towarzyszyć będą wojenne działania zbrojne. Jest tak, ale tylko w części, reszta to wchodzenie w dorosłość Simona.
Autorka ukazuje studium psychologiczne, ale nie tylko chłopca. Każda z osób jest przybliżona, odkrywa ona przed nami czytelnikami - to czego się boi, co ją dręczy. Co jest jej wewnętrznym demonem lub demonami. Poznajemy ich najbardziej ukryte myśli. Ich ból zarówno fizyczny, jak i psychiczny; ich małe szczęścia i nadzieje oraz przeszłość, która odbija się na każdym z nim. Ich dzieciństwo, które ma decydujący wpływ na dorosłe życie. Nieszczęśliwe zdarzenia z tych okresów będą natrętnie powracać, odbijając się negatywnie na ich zdrowiu…

W książce nie zabraknie filozoficznych odniesień. Poszukiwań sensu życia i metafizycznych problemów. W początkowej części jest więcej takich opisów. Przyznaję, że niektóre ich fragmenty są za długie. Zdarzyły się momenty, że musiałam odłożyć książkę, odpocząć i przemyśleć pewne sprawy, które były w nich poruszone. Styl filozoficznych wywodów jest trudniejszy w obiorze niż wątki stricte opisujące życie bohaterów z  „tu i teraz”.
W lekturze można wychwycić złote myśli - kilka z nich może stać się dla nas dobrym drogowskazem. 
Ja spisałam z niej kilka cytatów.

"Umysł może stawiać pytania dotyczące sensu życia. Ale nie może odpowiedzieć na żadne z nich, odpowiedzi bowiem znajdują się poza rozumem." * 
  
"…powinno się żyć tak, jakby się miało każdego dnia pożegnać ze wszystkimi rzeczami, które się posiada, i wszystkimi ludźmi, których się kocha. Jeśli możesz tego dokonać, twoje życie jest spełnione – tak uważał rabin." *


Reasumując: Powieść "Simon i dęby" nie jest książką typowo wojenną. Wojna jest tylko chwilowym tłem lektury , ale jej następstwa będą miały znaczenie w późniejszych latach życia każdej z osób, która miała z nią styczność. Nawet, gdy było to tylko ze słyszenia… To przecież obok niej umierali ludzie... Sąsiedzi, najbliżsi…  Istnieć  w  czasach, w których ludzie byli zdolni do takich potworności jak obozy zagłady i strzelanie do ludzi w biały dzień…   
Pojawia się pytanie: Jak żyć po wojnie? A dokładniej: Jak poradzić sobie z życiem po takiej traumie?

Marianne Fredriksson pisząc i wydając książkę "Simon i dęby" starała się pomóc znaleźć nam odpowiedź na to pytanie. Jest to fikcja literacka, a jakże prawdziwa… I szczera do bólu…
Nikt nie powinien przechodzić obok niej obojętnie. Przeczytać i  zrozumieć powinien ją każdy z nas.
Ja w tej chwili mogę tylko, a może Aż - polecić ją Wam.

* cytaty pochodzą z książki "Simon i dęby" Marianne Fredriksson, strony kolejno: 262, 157, 353.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
 

Wyzwanie:  Grunt to okładka