piątek, 28 marca 2014

Tajemnice z Bainbridge ("Marcowe fiołki" Sarah Jio)



"Marcowe fiołki"
Autor: Sarah Jio
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 6 marca 2014, wyd. II
Liczba stron: 304
Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem

Od dłuższego już czasu planowałm przeczytać „Marcowe fiołki” Sarah Jio. A ze względu na to, że moja lista książek, które chcę przeczytać stale rośnie, powieść autorki została omyłkowo przeze mnie pominięta.
Na szczęście wydawnictwo Znak wznowiło nakład - tym samym przypominając mi o powieści.
Okładka i „pachnący” kwiatowy tytuł magnetycznie przyciągnęły mnie do siebie. 
Ale muszę przyznać, że miałam pewne obawy przed sięgnięciem po lekturą. Bałam się, że będzie to przesłodzona historia, która jest przeznaczona tylko dla kobiet. Nic bardziej mylnego.

Książka zaczyna się w chwili, gdy Emily znana pisarka (obecnie wena twórcza ją opuściła) dowiaduje się, że mąż ją zdradził i zostawił dla innej. Jest to dla niej cios, porażka życiowa. Była pewna, że miłość przetrwa najgorsze chwile i będzie trwać wiecznie, czyli według przysięgi małżeńskiej:  "...i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Bardzo kochała Joela. Jednak wszystko rozsypało się w jednej chwili…

Z pomocą przychodzi jej ciotka Bee mieszkająca na wyspie Bainbridge. W chwili, gdy dowiedziała się o problemach dziewczyny - zaprasza ją do siebie.
Emily po namowach przyjaciółki wyrusza w podróż. Na miejscu poznaje sympatycznych ludzi. Odnawia kontakt w ciocią. Zbliżają się do siebie. Odkrywa i korzysta z uroków wyspy.
Bardzo szybko w jej życiu pojawia się dwóch wielbicieli. Jej były chłopak Greg oraz nowo poznany Jack. Dwóch adoratorów w takim pięknym miejscu. Żyć, nie umierać. Wygląda na to, że los się do niej uśmiechnął. 

Kobieta znajduje w swoim pokoju, w szufladzie pamiętnik w czerwonej oprawie pisany w latach ’40 przez kobietę podpisującą się Esther. Pisze ona o nieszczęśliwej miłości do Elliota, który według jej obserwacji dopuścił się zdrady. W chwili, gdy się o tym dowiedziała zerwała zaręczyny i wyszła za mąż za innego mężczyznę. Rodzi się im córeczka. Nie jest to jednak sielankowe życie o którym Esther marzyła, bo cały czas kocha, myśli i tęskni za byłym ukochanym. Jej strach o niego się wzmaga, gdy dowiaduje, że wyruszył na wojnę. 
Po jego powrocie spotykają się. Namiętność kochanków powraca ze zdwojoną siłą. Uczucie, które nosili w sobie przez lata upomina się o zaspokojenie.

Emily zaczytuje w zapiskach i bez przerwy o nich rozmyśla. Podobnie jak ja. Obie chcemy się dowiedzieć, czy opowieść z pamiętnika jest odzwierciedleniem prawdziwych losów realnych osób, a może to tylko bardzo dobra wciągająca i pasjonująca fikcja literacka.
Pisarka nie spodziewała się, że ta historia tak ją zainteresuje i że tajemnica zacznie gonić tajemnicę; aby je wszystkie poznać i zrozumieć musi najpierw przeczytać całość. Później porozmawia z najbliższymi oraz z mieszkańcami wyspy, którzy pomogą jej wyjaśnić kim jest autorka dziennika oraz pomogą jej ustalić, co się z nią stało.

Dzięki kartkom powieści „Marcowe fiołki” poznajemy teraźniejszość oraz przeszłość.
Obie historie sprawiają, że powieść staje się piękną, przepełnioną chwilami szczęścia, smutku, ogromnego bólu po stracie najbliższych, zazdrości, sekretów, niedopowiedzeń , nadziei na lepsze jutro oraz kolejnych szans dla miłości - pomimo cierpień, które niekiedy potrafi sprawić nam nasz luby. 
Lektura ukazuje, że zawsze należy rozmawiać, wyjaśnić nieporozumienia i wierzyć w siłę miłości. Warto otworzyć się na nią pomimo naszych wcześniejszych złych doświadczeń z nią związanych oraz zaufać drugiej osobie.

„Miłość nie była cieplarnianym kwiatem zmuszanym do niechętnego kwitnięcia. Miłość była polnym zielem na poboczu drogi niespodziewanie pokrywającym się kwiatami”.*

Był taki moment w książce, że moje oczy się zaszkliły, a czytająca ostanie zdanie - poczułam smutek. Bardzo trudno było mi rozstawać się z postaciami literackimi. Żałowałam, że powieść nie jest dłuższa, abym mogła z nimi spędzić trochę więcej czasu. Na wyspie Bainbridge spędziłam tylko, a może aż jeden marcowy miesiąc.
Podczas czytania zapach kwiatów (nie tylko tych tytułowych) unosił się zarówno w życiu bohaterów jak i w moim. Poznałam sekret marcowych fiołków, ale go teraz nie zdradzę. Lektura na pewno zaspokoi Wasz  głód ciekawości.
Zachęcam Was do sięgnięcia po powieść i poznania jej tajemnic oraz bohaterów, których - mam nadzieję polubicie równie mocno jak ja.
Nie popełniajcie mojego błędu - nie czekajcie za długo na zapoznanie się z jej treścią.
Warto już teraz poznać obie historie, które autorka w umiejętny sposób połączyła ze sobą.
W moim sercu „Marcowe fiołki” pozostaną na bardzo długo. 
A w chwili, gdy o niej zapomnę - to kwiaty (fiołki oczywiście) mi o niej przypomną!

                  Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak / Między słowami
* cytat pochodzi z książki "Marcowe fiołki" Sarah Jio, str. 285
Źródło okładki: Lubimy czytać
 
Wyzwanie:
Grunt to okładka 

wtorek, 25 marca 2014

To co boli najbardziej ("Rzeźniczka z Małej Birmy" Hakan Nesser)



"Rzeźniczka z Małej Birmy"
Autor: Hakan Nesser
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria/cykl wydawniczy: Inspektor Barbarotti, tom 5
Data wydania: 22 maja 2013
Liczba stron: 376
Moja ocena: 8/10, czyli rewelacyjna

Przeglądając półkę z nowościami w bibliotece trafiłam przez przypadek na książkę „Rzeźniczka z Małej Birmy”. Thriller z Czarnej Serii, którą bardzo lubię. Dlaczego by nie przeczytać? O autorze wcześniej słyszałam, ale bardzo mało. Dopiero w domu przeglądając książkę zauważyłam, że to piąta cześć z  inspektorem Gunnarem Barbarottim. 
U mnie to sytuacja standardowa, często się zdarza że sięgam po powieści z cyklu , które czytam poza kolejnością.

Książka zaczyna się smutno. Głównemu bohaterowi umiera żona - Marianne. Mężczyzna jest załamany, pojawiają się u niego stany rozpaczy oraz depresji. Objawiające się brakiem chęci do życia, myślami związanymi z ponownym spotkaniem z ukochaną, która musiała odejść...
Mężczyzna próbuje zrozumieć, znaleźć odpowiedź dlaczego musiało się tak stać. W myślach rozmawia z Marianne oraz z Bogiem. Szuka odpowiedzi w Biblii. Jest to typowy opis pierwszej fazy żałoby po starcie najbliższej osoby. Autor bardzo dobrze opisuje to studium ludzkiej tragedii, samotności, niemocy i bezradności wobec śmierci.
Na mnie te opisy i emocje Gunnara zadziałały ze zdwojoną siłą, bo sama straciłam jedną z najważniejszych osób w moim życiu…
"Kiedy spada na nas nas żałoba, czasem dobrze się jej poddać. I tak nie można przed nią uciec."*
"To nie umarłych opłakujemy (...) opłakujemy nas samych. Nie śmierć, lecz życie."*
Gunnar Barbarotti, korzysta z pomocy psychoterapeuty.
Jego szef zleca mu - na pierwszy rzut oka proste zadanie dotyczące śledztwa, które zostało zamknięte kilka lat temu. Ma odnaleźć mężczyznę, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Był on związany z Rzeźniczką z Małej Birmy, czyli morderczynią męża, którego w bestialski sposób się pozbyła.
Ellen Bjarnebo zabiła, poćwiartowała i ukryła ciało w lesie.
Zabójstwo to wychodzi na jaw. Kobieta trafia za kratki na jedenaście lat.
Po kilku dniach od jej wyjścia na wolność znika kolejny mężczyzna, z którym się spotyka. 
Dużo osób podejrzewa ją o kolejne zabóstwo, ale w tym wypadku nie ma ciała. Nikt nie może jej oskarżyć.

Inspetor prowadzący śledztwo po latach, musi się zmierzyć z tajemnicami z przeszłości. Czy to co stało się w roku 1989 łączy się z kolejnym zaginięciem. W pewnym momencie śledztwo staje w miejscu. Barbarotti chce się poddać. Nie potrafi znaleźć żadnych dowodów, tropów, które mogłyby dać szansę na rozwiązanie tej sprawy. Zdarzają się chwile w kórych Gunnar nie ma siły, najchętniej by się położył i już nie wstawał… 
"Smutek otwierał drzwi pomiędzy ciałem a duszą, a percepcja stawała się czysto fizyczna. Wiedział, że może tak leżeć, sparaliżowany, niezdolny do zmiany pozycji i sytuacji, w jakiej się znalazł. Skamieniały. Ponieważ każdy ruch, każdy czyn i każda myśl były tak kompletnie pozbawione znaczenia. Pod brzemieniem smutku można było tylko leżeć plackiem. Trudno było oddychać: klatka piersiowa kurczyła się, zamiast rozszerzać. Może to właśnie był zespół lęku napadowego."*
A praca na niego czeka. Musi porozmawiać z ludźmi, którzy znali Ellen Bjarnebo oraz z nią samą. Mężczyzna znajduje w sobie siłę i decyduje się wyruszyć w podróż przez Szwecję.

Czytelnicy w retrospekcyjnych fragmentach z roku 1989 - stopniowo dowiadują się co działo w życiu Rzeźniczki. Co musiała znosić? 
Ona i jej syn byli okrutnie bici. Mąż się nad nimi znęcał. Ellen stała się ofiarą, godzi się na taki los. Nie skarży się, nie mówi nikomu, jaki koszmar spotyka ją dzień za dniem. Toleruje zachowanie swojego męża Harrego, czyli alkoholizm i kolejne ciosy. Podobnie jest z jej synem. Ellen nic nie robi, aby go obronić. Billy jest dzieckiem niezdarnym, nikt nie chce się z nim bawić, rozmawiać. Uważają go za dziwaka. Chłopak w ogóle się nie odzywa. Jest nieśmiały i zamknięty w sobie. To co przeżywa w domu odbija się na jego psychice. Autor bardzo dobrze opisuje zjawisko przemocy domowej. Emocje, które się pojawiają lub zupełny ich brak - idealnie ukazują zaistniałą sytuację w domu państwa Helgessonów.
Wszystko jest wstrząsające, szczere do bólu, opisane bez żadnych upiększeń.
Czy dzięki  wspomnieniom, możemy zrozumieć dlaczego kobieta trafiła do więzienie? Oczywiście, że tak.
To oraz znacznie więcej ujawnia zawiłe śledztwo, które po pewnym czasie pochłania policjanta. Czuje, że jest coraz bliżej rozwiązania zagadki. Czy to w położonym na odludziu pensjonacie górskim wszystko się wyjaśni?

Zakończenie powieści mnie zaskoczyło. Zupełnie się nie spodziewałam, że tak mogły się potoczyć losy bohaterów – za to przyznaję duży plus. Drugi za spostrzegawczość autora, który bardzo dobrze ukazuje stany depresyjne po śmierci bliskiej osoby; a kolejny za umiejętne przedstawienie syndromu maltretowanej kobiety oraz dziecka. 
Książka zmusza nas do przemyśleń.
Dzięki niej dowiemy się: do czego zdolny jest człowiek. Co musi znosić? Kiedy nasza wytrzymałość na ból, niesprawiedliwość, która nas otacza – po prostu pęka. 
Do czego jesteśmy zdolni chroniąc najbliższych?

Dla mnie jest to rewelacyjny thriller psychologiczny. Zapewne do najłatwiejszych nie należy, ale wydaje mi się, że od czasu do czasu można zmierzyć się z taką pozycją.
W mojej pamięci pozostanie na bardzo długo, a może już na zawsze…

Na pewno sięgnę po pozostałe książki z serii z Inspektorem Barbarottim.
Czy teraz zachowam kolejność? Będę się starać, ale znając siebie - szczerze w to wątpię. :)

Jeśli macie ochotę zapoznać się z mocnym psychologicznym thrillerem to "Rzeźniczkę z Małej Birmy" Wam polecam!

* cytaty pochodzą z książki "Rzeźniczka z Małej Birmy" Hakan Nesser, kolejno str. 200, 82, 199-200.

Źródło okładki: Lubimy czytać

Wyzwania: 
Biblioteczne 
Czytam opasłe tomiska

czwartek, 20 marca 2014

Tęsknota za mężczyzną ("Oszukana" Marta Grzebuła)



"Oszukana"
Autor: Marta Grzebuła
Wydawnictwo:  e-bookowo.pl
Data wydania: 22 luty 2014
Liczba stron: 161
Format książki: e-book
Moja ocena: 6,5/10, czyli dobra z plusem

„Oszukana” to powieść ukazująca, jakie skutki na przyszłość naszą oraz najbliższych mają decyzje, które podejmujemy. 
Rodzicom wydaje się, że zawsze postępują dobrze wobec swoich dzieci. Kochają je, chronią, dbają o nie, starają się za wszelką cenę zapewnić im jak najlepszy start w dorosłe życie.
Zdarza się jednak, że gdy pociecha staje się dorosłym człowiekiem rodzice nie zmieniają swojego postępowania. Nadal decydują za swoich potomków, narzucają się i nie liczą się z ich planami i marzeniami.
"Bo wydawała mi się najsłabsza. Chciałam ułożyć jej życie. Gdy była malutka, gdy jej życiu zagrażało niebezpieczeństwo, omal nie umarłam ze strachu. To wtedy postanowiłam być dla niej silna. Walczyć nawet z nią, o nią samą. I walczyć ze wszystkimi przeciwnościami losu. Wydawało mi się, że tylko ja wiem, co będzie dobre dla niej..."*
Rodzina Iwony, czyli jej rodzice oraz rodzeństwo przyczyniają się do tego, że wpada w sidła Radka – bogatego mężczyzny, czyli według nich - to dla niej bardzo dobra partia.
Młodzi biorą ślub. Ale to co wydaje się w pierwszej chwili szczęściem okazuje się dla kobiety koszmarem, jej własną tragedią.  

Bita i upokarzana potrafi odnaleźć w sobie dużo siły i odwagi uciekając wspólnie z dziećmi od oprawcy. 

"Nie zdążyłam zrobić uniku. Porażający ból przeniknął przez moją głowę. Upadłam. Ale Radek nie skończył. Kolejne ciosy zadawał nogą. Skuliłam się i to była ostatnia sytuacja, którą zarejestrował mój mózg. Potem zemdlałam. Nie wiem, ile czasu leżałam na podłodze w kuchni. Ale gdy z trudem otworzyłam oczy dojrzałam pochylone nad sobą, zapłakane córeczki i synka. I wtedy podjęłam decyzję...
„Nigdy więcej” pomyślałam, zaciskając zęby. „Nigdy więcej bicia i przemocy” powtarzałam w kółko, podnosząc się z wielkim trudem. W głowie mi huczało. Z nosa ciekła krew a jedno oko zasłaniała opuchlizna"*

Rozwiodła się. Znalazła pracę, ale nie do końca dobrze czuje się w Polsce. Wyjeżdża poza jej granice.
Ta tułaczka po świecie, szukanie swojego miejsca jest  zapewne oznaką wszystkich niepowodzeń życiowych:  nieporozumień z rodzicami, nieudanego małżeństwa i nieszczęśliwej miłości do Marcina, czyli tej pierwszej i jak się okazało po latach tej jednej jedynej.
To Marcina darzyła największym uczuciem, nigdy o nim nie zapominając...
Nie może zrozumieć dlaczego do niej nie pisał z wojska, dlaczego bez słowa wytłumaczenia zostawił ją.

Portale społecznościowe, pozwalają zakochanym odnaleźć się  w sieci internetowej, nawiązać kontakt i wyjaśnić nieporozumienia sprzed lat.
Czy teraz los kobiety się odmieni? Czy wreszcie będzie z mężczyzną, którego kochała przez te wszystkie lata  - nie mogąc z nim być?
Dzieci Iwony chcą, aby matka poczuła się teraz szczęśliwa, aby miała partnera, który będzie ją kochał. Chcą ją zostawić w dobrych rękach. Obecnie przebywają we Francji, a ich matka została sama w Holandii.

Marcin chce być z Iwoną, ale nieporozumienia i niedomówienia, które powstały przez lata ciszy między nimi spowodowały, że mężczyzna w tym czasie starał się ułożyć sobie życie bez niej.
Myślał, że to ona go nie chce, że to ona go zostawiła bez słowa wytłumaczenia.
Przecież pisał, to ona nie odpisywała…
Mężczyzna przyjeżdża do Haarlaem, gdzie mieszka obecnie Iwona. Chce z nią porozmawiać w "cztery oczy".
Między dawnymi kochankami uczucie rodzi się na nowo. Ale jest między nimi tajemnica, przepaść która oddala ich od siebie…

Oszustwo najbliższych Iwony - może nie do końca zaplanowane, zatacza swoje kręgi. Nie udaje się naprawić tego do czego dopuścili rozdzielając zakochanych. Sprawili, że życie kobiety rozsypuje się. Jej plany na wspólną przyszłość z Marcinem zostają przerwane.
To doprowadza do cierpienia, samotności, łez i depresji kobiety.
Odczułam jej ogromy ból i tęsknotę. Autorka bardzo dobrze to opisała.

Na kartkach powieści możemy znaleźć odpowiedź jak postępować z dorosłym dzieckiem.
Może lepiej nie wtrącać się do ich życiowych planów. Pozwolić im popełniać błędy, które mogą się okazać dla nich najlepszą nauką. Nie wtrącać się do ich decyzji, ale popierać i wspierać. Nie decydować za nich, nie oszukiwać i kłamać. Niby w słusznej mierze, ale pamiętajmy kłamstwo ma krótkie nogi – może obrócić się  przeciwko oszustowi.
Bliskie więzi miedzy najbliższymi mogą zostać zerwane. Nie zawsze pojawi się szansa na wybaczenie.

Na duży plus zasługuje uzupełnienie powieści przepięknymi wierszami autorki. Są umieszczone w odpowiednim momencie. Nie ma przepychu. Zaczytując się nimi poczułam na skórze, jakie emocje targają bohaterami.
Na pewno nieraz jeszcze wrócę do poezji zawartej w „Oszukanej”.
"...Nie zadzwonił też telefon,
i nie zabrzmiał dziś twój głos.
Pozostałam w tej samotni.
Czekam, aż się zdarzy coś.
Drgnie, obudzi się twe serce,
porwie taniec ciał i rąk.
Usłysz, proszę, tę melodię,
odczuj jej subtelny ton..."**

To wszystko zawarte w pakiecie z dużą ilością emocji bijących z książki znajduje na 161 stronach. 
Szczęśliwa przeszłość miłości Marcina i Iwony naprzemiennie pojawia się ze smutną teraźniejszością.

Książkę warto przeczytać. 
Może okazać się dla Was drogowskazem, podpowiedzią jakich błędów nie popełniać względem swoich dzieci.
Zapewne skłoni Was do refleksji oraz zauroczy pięknem poezji.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

*    cytaty z książki "Oszukana" Marta Grzebuła, kolejno str. 113 i 42;
**  fragment wiersza "Wołanie" Marta Grzebuła  umieszczony w książce "Oszukana", str. 150 

 Źródło okładki: Lubimy czytać

Wyzwania:
"Pod hasłem"  
Grunt to okładka  
POLACY NIE GĘSI II  

sobota, 15 marca 2014

Sekretne miejsce z dzieciństwa ("Lisia dolina" Charlotte Link)


"Lisia dolina"
Autor: Charlotte Link
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 6 listopada 2013
Liczba stron: 488
Moja ocena: 8/10, czyli rewelacyjna

Nie mogłam przejść obojętnie obok najnowszej powieści Charlotte Link. Jest to moje czwarte i najbardziej udane spotkanie z twórczością autorki.
Książka wciąga od pierwszej strony. Wbiła mnie w kanapę i tak było już do samego końca. Niestety byłam zmuszona kilka razy rozstać się z powieścią i wstać z sofy, ale w chwili rozstań z nią, nie mogłam się doczekać, aby do niej wrócić.

Opis na okładce przyciąga fanów gatunku (w tym oczywiście mnie):

„Wyobraź sobie, że twój porywacz znika bez śladu i nikt nie wie, gdzie cię uwięził...”

Tym porywaczem jest Ryan Lee, drobny złodziejaszek i włamywacz. Zdecydował się na to porwanie spontanicznie. Jesteś jego przypadkową ofiarą. Zauważył Cię stojącą koło swojego samochodu na parkingu położonym w ustronnym miejscu, bo pokłóciłaś się z mężem i nie przyłączyłaś się do spaceru z psem.
W skrócie myśli byłego kryminalisty podążają w kierunku: Ona musi być bogata. Ukryję ją w moim sekretnym miejscu z dzieciństwa - mojej lisiej dolinie. Umieszczę ją tam i zadzwonię do jej najbliższych z żądaniem okupu. Zapłacą, a ja wtedy wypuszczę dziewczynę i spłacę swój dług. Nikt się niczego nie dowie, a ja będę mógł żyć spokojnie.

Na pierwszy rzut oka mamy uczciwego porywacza, który potrzebuje pieniędzy na spłacenie zobowiązań wobec niebezpiecznego gangstera u którego zaciągnął pożyczkę. Plan udało się zrealizować w połowie, bo Ryan nie zdążył zadzwonić do męża porwanej kobiety - Mathewa Willarda ponieważ trafia za kratki za ciężkie pobicie. Nie ma możliwości na wcześniejsze zwolnienie, bo mężczyzna był już karany.
Pojawiają się pytania czy się przyznać, że porwał kobietę.Vanessa w pułapce ma zapewniony prowiant na kilka dni, a później czeka ją śmierć.. Ale jak się przyzna to zapewne już nigdy nie wyjdzie z więzienia. Tchórzy i nic nie mówi…
Lata lecą, po czym Lee wychodzi na wolność.

Wtedy czarne chmury zbierają się nad nim. Dwóch mężczyzn brutalnie gwałci jego byłą dziewczyną, jego matka znika bez śladu, zostaje po niej tylko pusty samochód.
Czy ktoś wie o tym co zrobił przed laty? Naśladowca? A  może jednak Vanessa się uwolniła i chce się zemścić ? Czy jednak to gangster w ten sposób upomina się o zwrot kasy?

W pewnym momencie to Ryan staje się podejrzany. Policja ma na niego oko, bo bez śladu znika kolejna kobieta z najbliższego otoczenia Vanessy. Czy jednak były recydywista jest również w tym przypadku – tym złym.
Moje hipotezy, dotyczące rozwiązania śledztwa legły w gruzach. Niczego już nie byłam pewna aż do zakończenia, które bardzo mnie zaskoczyło.

W książce bardzo dużo się dzieje. Takie powieści uwielbiam! Szybka akcja, różnorakie przestępstwa, kilka tropów, zwodzenie czytelnika za nos – nie pozwalają się nam nudzić.
Delikatnego wątku miłosnego też nie zabraknie. Psychologicznie spojrzenie uzupełnienia wątki sensacyjne. Charakterystyczni bohaterowie w których doszukujemy się winnego zaistniałych zdarzeń.
Wszystkie wątki idealnie dopasowane i dopracowane. Styl autorki bardzo mi się podoba.
W „Lisiej dolinie” nie mam się do czego „przyczepić”.
Gorąco polecam wszystkim lubiącym thrillery psychologiczne i szukającym mocnych wątków sensacyjnych w powieściach.
Na pewno się nie zawiedziecie!

 * Źródło okładki: Lubimy czytać

Wyzwania: 
Biblioteczne  
"Pod hasłem"   
Czytam opasłe tomiska

poniedziałek, 10 marca 2014

Czy Katri Kling można zaufać? ("Uczciwa oszustka" Tove Jansson)


"Uczciwa oszustka"
Autor: Tove Jansson
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 6 lutego 2013
Liczba stron: 240
Moja ocena: 6/10, czyli dobra

Tove Marika Jansson jest fińską pisarką, szwedzkojęzyczną. Jest ilustratorką i rysowniczką komiksową oraz malarką, ale najbardziej kojarzona jest z cyklem książek o Muminkach.
Nie czytałam, ale lubiłam oglądać dobranocki. Muminek, Mama Muminka, Tata Muminka, Mała Mi, Włóczykij to postacie o których nie da się zapomnieć. Muszę kiedyś przeczytać książki z nimi w roli głównej.

Autorka pisze również książki dla dorosłych. 
„Uczciwa oszustka” jest pierwszą jej powieścią wydaną w Polsce.
Najważniejszymi bohaterkami powieści Tove Jansson są dwie kobiety, o których często mawia się w miasteczku Vasterby położonym nad skutą lodem zatoką w Szwecji.
Jedną z nich jest Katri Kling, była sprzedawczyni - gdy dowiaduje się, że może zostać zatrudniona do pomocy pani Annie Aemeli popularnej ilustratorki książek dla dzieci - to od razu się na to decyduje.  Willa właścicielki bardzo się jej podoba - stara się, aby pracodawczyni potrzebowała jej pomocy przez cała dobę. Chce się do niej wprowadzić z bratem Matsem oraz owczarkiem niemieckim. Udaje się, ale jest to dopiero połowa jej planu. Teraz czas na realizację drugiej ważniejszej części – a to, że mawia się o niej w miasteczku, że jest uczciwa i zawsze można jej zaufać tylko jej pomaga. Na czym polega plan Katri i czy uda się jej go zrealizować dowiecie się sięgając po lekturę.
Sama byłam bardzo ciekawa, co pani Kling zamierza zrobić. Przekładając stronę za stroną stopniowo dowiadywałam się wszystkiego.

Akcja powieści toczy się powoli. Atmosfera jest senna, czyli taka która cechuje literaturę skandynawską, a zarazem od pierwszej strony czuć grozę i napięcie w powietrzu, a to za sprawą bezimiennego psa, willi położonej w głębi lasu oraz pogłosek o złodzieju okradający domy grasującym w okolicy.
Książka jest ciekawym spojrzeniem na to jak można manipulować ludźmi, nastawiać ich przeciwko sobie, kłamiąc i oszukując udając osobę prawdomówną. Możemy zaobserwować jak  dziwna relacja, zaczyna łączyć główne bohaterki.
Szkoda, że autorka nie rozbudowała powieści i nie przywiązała większej wagi do opisu pozostałych mieszkańców miejscowości Vasterby, którzy byliby idealnym uzupełnieniem powieści. 
Zawiodłam się otwartym zakończeniem.

Książka ma  zaledwie 240 stron, jest niewielkich rozmiarów i pisana jest dość dużą czcionką. W książce jest mało dialogów. Czyta się bardzo szybko, ale należy czytać uważnie, aby wychwycić najważniejsze przesłanie.

„Uczciwa oszustka” to książka ukazująca, a  zarazem przypominająca nam, że ludzie nie zawsze są tacy jak inni ich przedstawiają, przypinając im łatkę i mają przekonanie, że tak musi już być zawsze . Nic bardziej mylnego, człowiek może się zmienić w każdym momencie. A gdy przy okazji nadarza się okazja, aby spełnić czyjeś marzenia to dlaczego by nie uciec się do małego oszustwa. Przecież nikt się nie dowie. Bogatemu, samotnemu człowiekowi przecież nie ubędzie.
Tove Jansson na kartach powieści mówi nam, że nie zawsze powinno się bezgranicznie ufać ludziom, nawet takim godnym i polecanym przez innych. Powinniśmy być ostrożni przyjmując obcych pod nasz dach.
„Uczciwa oszustka” skłania do refleksji.
Warto spędzić z nią kilka godzin.

* Źródło okładki: Lubimy czytać

Wyzwanie  Biblioteczne  

sobota, 8 marca 2014

Dzień Kobiet, czyli gorzkie wspomnienie sprzed lat oraz podsumowanie pierwszego miesiąca z funkcjonowania bloga :)

Dzisiaj 8 marca, czyli mam dwa powody do świętowania: Dzień Kobiet oraz pierwszy miesiąc mojego bloga! ;)

Po pierwsze życzę wszystkim Paniom w tym oczywiście sobie: zdrowia, które jest najważniejsze oraz mnóstwa czasu na realizacje ukochanych pasji! :)


 
Dzień Kobiet prawie zawsze miło spędzam.  W tym szczególnym dniu da się odczuć starania mężczyzn (Panowie tak powinno być przez cały rok!:)). Ale mam też jedno niemiłe wspomnienie z 7 lub 8 klasy podstawówki. W tym dniu uczennice są traktowane dość ulgowo i myślałam, że tak samo będzie na historii 8 marca. W ogóle nie przygotowałam się do zajęć - nie otwierałam zeszytu ani książki. A tu niespodzianka nauczyciel wylosował mój numer z dziennika. „Do odpowiedzi” – powiedział. Wszyscy zdziwieni („przecież dzisiaj Dzień Kobiet" - usłyszałam szepty) w tym najbardziej ja (jakiś żart?).
Nie odwiedziłam na żadne pytanie i dostałam ocenę niedostateczną – taki miły prezent, bo belfer nie uznawał tego święta...
Dobrze, że w tym roku wypada w sobotę, żadna uczennica nie zostanie tak niesprawiedliwie potraktowana.:)
A Wy jakie macie wspomnienia z poprzednich 8 marców?
Jakie macie plany na dzisiaj? Może jakieś atrakcje przygotowali dla Was panowie? ;)

Po drugie chcę podsumować mój pierwszy miesiąc bloga.

Wiele blogów książkowych obserwuję już od ponad 2 lat, od czasu do czasu komentując. :)
Dzięki Wam przeczytałam dużo interesujących powieści, a moja lista lektur, które chcę przeczytać wzrosła o kilka setek. ;)
Bardzo długo zastanawiam się nad założeniem bloga (ponad pół roku – tyle ma mój fanpage). Pojawiały się wątpliwości typu: czy sprostam, czy znajdę czas…???
Aż tu 7 lutego podczas bezsennej nocy (nazajutrz czekał mnie nerwowy dzień) spontanicznie założyłam bloga i jak widzę była to dobra decyzja. 

Dziękuję Ann RK, która namawiała mnie do założenia bloga oraz Cyrysi, która cieszyła się z założenia bloga przez mnie równie mocno jak ja. ;)

Dziękuję bardzo obserwatorom (29 osób), odwiedzającym, komentującym oraz lubiącym Żyć nadal z pasją na FB (138 osób).

Stan licznika też jest dla mnie imponujący!!! 


Dziękuję za wszystko i zapraszam ponownie! :)

Zapisałam się do 5 wyzwań:
 - „Pod hasłem” – w tym wyzwaniu brałam udział również w zeszłym roku (napisałam 2 recenzje książek,  które pojawiały się gościnnie na blogu prowadzącej wyzwanie. Przypomniałam je w ubiegłym miesiącu  "Dziennik Bridget Jones" Helen Fielding oraz "Utonięcie Rose" Marika Cobbold. A tak poza tym byłam uczestnikiem nie piszącym opinii);
- „Grunt to okładka”;
- „Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę II”;
- „Wyzwanie biblioteczne”;
- „Czytam opasłe tomiska”.

W lutym przeczytałam 7 książek: 
"Uczciwa oszustka" Tove Jansson
"Lisia dolina" Charlotte Link
Jedną książkę - "Łabędź i złodzieje" Elizabeth Kostova doczytałam tylko do 1/4 i się poddałam (dawno mi się to nie zdarzyło). Nużyły mnie obszerne opisy. Powieść była w formie audiobooka (czas trwania 20 godz. 40 min.), ale nie jest to wina lektorów, czyli Jacka Rozeneka oraz Anny Dereszowskiej.
Może kiedyś spróbuję wrócić do tej książki. Czytał ktoś?
Na blogu pojawiała się również opina powieści "Siedem lat później" Emily Giffin (przeczytanej w styczniu) oraz "Lawenda" Ewy Formella (czytana w zeszłym roku).

Bawcie się dzisiaj dobrze!
Miłego weekendu!
Pozdrawiam serdecznie

środa, 5 marca 2014

Gdzie jest Staszek? ("Jak oddech" Małgorzata Warda)


"Jak oddech"
Autor: Małgorzata Warda
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2 kwiecień 2013
Liczba stron: 344
Moja ocena: 7,5/10, czyli bardzo dobra z plusem

Znali się od dzieciństwa. Wspólne zabawy, wygłupy, rozmowy – które przerodziły się w przyjaźń, a po pewnym czasie w miłość. 
Wszystko wyglądało sielankowo, wspólne mieszkanie, dalekobieżne plany na przyszłość. Ale wszystko do czasu, gdy Jasmin dowiaduje się, że Staszek zniknął.
Książka emanuje emocjami, których autorka nam nie oszczędza. Na skórze poczułam dreszcz rozpaczy, bezradności, niepewności, którą przeżywają trzy kobiety – Jasmin, jej matka oraz mama Staszka.
Dla każdej z nich chłopak był bliską osobą. Każda z nich na swój sposób odbiera rzeczywistość, każda inaczej reaguje na tragedię, która je spotkała.
Możemy zaobserwować jakie zmiany zachodzą w każdej z nich z osobna, gdy pojawia się fotografia chłopka i gdy śledztwo nie posuwa się do przodu oraz gdy pojawiają niepewne poszlaki. Wszystkie trzymają się kurczowo nadziei, niepotwierdzonej informacji, że ktoś widział chłopaka, który kupował bilet i jechał pociągiem.
Czy mógł zostawić najważniejsze osoby, zapomnieć o całym dotychczasowym życiu i zacząć wszystko od nowa?
Jedna z trójki kobiet w pewien sposób korzysta z szumu medialnego. Kiedyś niezauważalna, nagle staje się popularna. Ważniejsze stają się dla niej maile oraz rozmowy z obcymi ludźmi niż informacje na temat poszukiwań Staszka.
Książka poprzeplatana jest wątkami z teraźniejszości, czyli poszukiwań oraz czasu wspomnień i myśli Jasmin – czasu spędzonego wspólnie ze swoim lubym. 
Mroczna tajemnica, niedopowiedzenie sprzed lat zatacza swoje kręgi, ujawnia się – dręczy dziewczynę coraz bardziej. Przechodzi stany depresyjne. Przypuszcza, że zniknięcie wiążę się z sekretem, którego nie ujawnili, zataili dla własnego dobra.
Czy pomoc jasnowidza okaże się skuteczna? Czy dzięki jego pomocy odnajdą poszukiwaną osobę? Na te pytanie odnajdziesz odpowiedzi sięgając po powieść „Jak oddech”.
Autorka potrafi pisać o zaginięciach w sposób bardzo realistyczny, przybliżając czytelnikowi portret osoby poszukiwanej oraz osób z jej najbliższego otoczenia. Wychwytuje najważniejsze momenty z ich życia. Stopniowo buduje napięcie odkrywania tajemnic z dużą dozą emocji, które się nam udzielają.
Książkę czytałam kilka dni temu, a gdy o niej dzisiaj pomyślałam to na mojej skórze pojawia się gęsia skórka. Powieść zapada na długo w pamięci, nie pozwala o sobie zapomnieć.
Zmusza do chwili refleksji nad życiem bohaterów, a zarazem nad swoim...
Jest to druga książka Małgorzaty Wardy, którą udało mi się przeczytać. Wcześniej był to „Środek lata” - ta powieść jest równie dobra jak opisywana dzisiaj przeze mnie lektura – w obu podjęty jest temat zaginięć ludzi oraz ich poszukiwań.
Oba tytuły polecam!

* Źródło okładki: Lubimy czytać
Wyzwania:  
"Pod hasłem"
 Biblioteczne   
POLACY NIE GĘSI II

poniedziałek, 3 marca 2014

Liebster Blog Award

Liebster Blog Award


Do zabawy zaprosiła mnie Ami, której bardzo dziękuję - bo dzięki temu mogę się Wam trochę przedstawić. ;)

1.Twoja ulubiona książka z dzieciństwa. Dlaczego właśnie ta? 
Na pierwszym miejscu znajduje się „Ania z Zielonego Wzgórza” – dzięki niej pokochałam literacki świat. Lubię wracać do tej książki. Poza tym miło wspominam książki „Ten obcy” Ireny Jurgielewiczowej oraz „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren – ciekawe fabuły oraz bohaterowie, których pamiętam po dzień dzisiejszy. ;)
2. Czy po przeczytaniu książki odczuwasz silną potrzebę podzielenia się swoimi wrażeniami? Jeżeli tak to jak to wygląda? Gdzie się "wyładowujesz" i kto/co jest Twoim odbiorcą? 

Oczywiści, że tak. Tylko moi znajomi raczej nie czytą książek lub bardzo rzadko je czytają. Ale pomimo tego dość często polecam i opowiadam im o książkach, które zrobiły na mnie duże wrażenie. ;)
Założyłam bloga, aby na bieżąco spisywać swoje wrażenia, dzieląc się nim z Wami. ;)
3. Czy jest książka w której nie spodobało Ci się zakończenie? Jeśli tak to co to była za książka i jakie zakończenie byłoby Twoją propozycją? 

Jest kilka takich, ale podam jedną z przeczytanych w ostatnim czasie - „Kolebka” Aliny Krzywiec i otwarte zakończenie. Zabrakło mi odpowiedzi: jak potoczyło się życie głównej bohaterki Marty Żółkiewskiej, po tym co przeżyła i czego się dowiedziała.
4. Według jakiej hierarchii układasz książki na swojej półce/półkach? 

Książki układam według wielkości (od największej do najmniejszej):). Nie mam jeszcze wielkiego zbioru książek, może kiedyś jak będzie ich więcej to będę układać inaczej, na przykład według gatunków – każdy na innej półce. ;)
5. Adaptacja filmowa jakiej książki wywarła na Tobie największe wrażenie i dlaczego? 

„Pamiętnik” na podstawie książki Nicholasa Sparksa.  Film oglądałam killka razy i za każdym razem podczas seansu płaczę. Tak silnej miłość nie  jest wstanie pokonać ani choroba Alzheimera, ani wiek. To uczucie dwójki bohaterów jest dla mnie cudowne, zawsze mnie wzrusza...
6. Przeniesienie na ekran kinowy jakiej książki sprawiło Ci największy zawód i dlaczego? 

Oglądałam kilka filmów na podstawie książkę Marry Higgins Clark autorki, której książki mi się bardzo podobają. Filmy w zestawieniu z nimi wyglądają dość blado – to zapewne wina aktorów. Są to filmy bez emocji; bez strachu, który powinien towarzyszyć widzom...
7. Czytałaś kiedyś książkę w innym języku? Jeśli tak to co to była za książka i jak to wspominasz? 

Nie czytałam, ale na półce stoi „Dirty World” Agnieszki Lingas – Łoniewskiej – pewnie kiedyś przeczytam, a może jednak wcześniej sięgnę po polską wersję książki, czyli „Brudny świat”. ;)
8. Co kolekcjonujesz poza książkami? 

Mam tendencje do kolekcjonowania, które staram się u siebie zwalczać – kiedyś zbierałam znaczki i karteczki, papeterię (oj jak ciężko było mi się z nimi rozstać ;)). Teraz zbieram płyty CD i płyty DVD. Mam też kilka kubków - miałam więcej, ale się stłukły. Staram się już nie kupować nowych (nie mam na nie miejsca w domu ), ale nie jest to takie proste jak się wydaje. ;)
9. Co uważasz za swój największy sukces? 

Sukcesem jest dla mnie wszystko to co mi się udało; szczęście po dobrze wykonanej pracy. 
Nie potrafię wskazać jednego.
10. Jaka jest Twoja ulubiona scena z filmu/serialu? Dlaczego właśnie ta? 

Cały wspomniany wcześniej film „Pamiętnik”, a najbardziej wzrusza mnie scena, gdy po przeczytaniu całego pamiętnika Allie „wraca” na kila chwil do swojego męża...
11. Czy jest coś, czego próbujesz się "oduczyć" ale nie potrafisz?

Zbieranie na przykład wspomnianych wcześniej kubków ;),  ale z kolekcjonowania książek za żadne skarby nie zrezygnuję! ;)

Do zabawy zapraszam wszystkich zainteresowanych! :)